Ogołoceni łaską

Łaska boża to coś oczekiwanego i wypraszanego przez nas w wielu modlitwach. To taki moment, od którego ma się coś zmienić. Choć najczęściej wyobrażamy sobie to jako coś pięknego i przyjemnego, to łaską może być też czas, w którym z własnej bezsilności padniemy na kolana. Czas, w którym boleśnie jasna stanie się nasza niemoc wobec grzechu, wobec problemów przed jakimi stajemy, wobec bólu. Wtedy chce się krzyczeć najgłośniej: Boże dopomóż!

Mam w swoim życiu niesamowite szczęście do spotykania ludzi, którzy tak jak ja, doświadczyli już tego rodzaju łaski. Każdy z nich potrafi docenić to, co Bóg dla niego uczynił. Ujawniając przed nami naszą własną biedę wewnętrzną, Pan burzy iluzje, jakie sobie zbudowaliśmy wokół samych siebie. W wielu sytuacjach nie potrafimy rozpoznać w życiu tego, co jest dobre, a konsekwencje różnych wyborów dosięgają nas zawsze. Często nie umiemy tego zrozumieć, zostając sam na sam ze swoim cierpieniem. W sercu dudni smutne „dlaczego?” - smętnie odbijając się od głuchych ścian pustego pokoju. Kiedy prosimy Boga o odpowiedź, a On chce nam jej udzielić, to bywa tak, że ona zwala nas z nóg – prosto na kolana. To prawdziwa „jazda bez trzymanki”, kiedy możemy zobaczyć samych siebie i swoje życiowe wybory z innej, bożej perspektywy. To szalenie trudne, ale konieczne do zmiany, o jaką prosimy i jakiej oczekujemy. Stawanie w prawdzie łączy się ze sporym bólem. Spadają maski, a iluzje dobra pryskają jak odczarowane zaklęcie. I nagle człowiek staje sam wobec siebie nagi i bezsilny. To moment, w którym nie ma miejsca na pychę. To czas, w którym człowiek może najgłębiej zapragnąć bożych racji i bożej siły naprawczej w swoim życiu. To ta chwila, której oczekujemy modląc się do Boga, aby coś zmienił. I zmienia – nas, nasze serca. To prawdziwy, a nie kosmetyczny punkt zwrotny w naszym życiu. To uzdrowienie i nowy początek.

„Tak mnie skrusz, tak mnie złam” - śpiewamy w popularnej piosence, uwielbiając Boga. Łatwiej to wyśpiewać niż przeżyć, jednak bez tego bardzo trudno jest czasem zrozumieć dlaczego w życiu jest tak, a nie inaczej. Dlaczego pewne błędy się powtarzają, a my tkwimy w błędnym kole. Kiedy nadejdzie moment bożego otrzeźwienia warto znaleźć dobrego przewodnika duchowego, wspólnotę lub podjąć modlitwę wstawienniczą. Przez boży detoks warto przechodzić razem, gdyż po ludzku jest to naprawdę trudne. Moc w słabości się doskonali – jak pisze święty Paweł, a nam ten moment słabości i bezbronności jest bardzo potrzebny, aby dać się zagarnąć w kochające ramiona wszechmogącego Ojca.

Marta Knihinicka