A miało być tak pięknie… I jest!

„A miało być tak pięknie” – śpiewał przed laty zespół Happysad. Miało być… Przyznam, że mam coraz mniej sił, zarówno tych psychicznych jak i fizycznych, by jeszcze o cokolwiek walczyć. Zawsze byłam idealistką, miałam mnóstwo entuzjazmu potrzebnego do realizacji mojego marzenia, by „zmieniać świat na lepsze”. Zawsze wierzyłam, że mimo wszystko ludzie są zdolni do pięknych czynów. I że można znaleźć grupę ludzi, która pozwoli Ci się samorealizować, i której Ty sam przekażesz coś cennego. Powiesz, że byłam naiwna. Tak, to prawda – byłam naiwna. Panicznie chciałam wierzyć w piękno... Aż wreszcie nadszedł ten czas, w którym „miarka się przebrała”. Bo ile razy można próbować? Ile czasu można szukać?

To fragment mojego bloga, którego prowadziłam przed kilkoma laty… Stronę już dawno skasowałam, jednak notki postanowiłam zachować. Cieszę się, że postąpiłam tak roztropnie, ponieważ teraz mogę sobie uświadomić, jak bardzo zmieniłam się na przestrzeni tego krótkiego czasu… Dlaczego więc uśmiechnięta, radosna, pewna swoich poglądów i poświęcająca się innym ludziom dziewczyna, jaką jestem obecnie i jaką byłam we wczesnym dzieciństwie, pisała tak desperackie, deprymujące i przez to żenujące słowa?

Mój dramat rozpoczął się około szóstego roku życia. Wraz z pójściem do szkoły powoli zaczęłam zatracać piękno, które miałam w sobie jako mała dziewczynka. Tym pięknem była bezgraniczna ufność do drugiego człowieka, nieuzasadniona i szczera radość, pewność, że życie jest cudowne i że czeka mnie wiele wspaniałości. Stałam się smutną, zalęknioną i rozczarowaną światem dziewczynką. Dlaczego? Bo doświadczyłam od ludzi przede wszystkim zła…

Nie ulega wątpliwości, że przemoc psychiczna i fizyczna nie zasługuje na usprawiedliwienie. Jednak skupianie się tylko i wyłącznie na błędach innych ludzi do niczego dobrego nie prowadzi i jest po prostu niesprawiedliwe. Niestety wówczas nie zdawałam sobie z tego sprawy… Przez wiele lat nie potrafiłam dostrzec własnych przewinień, nie potrafiłam uświadomić sobie, jak obrzydliwe jest ciągłe mazganie się („chcę do mamy!”), czarna rozpacz, gdy nauczyciel daje mi inną ocenę niż 6 albo ewentualnie 5 i ogólnie rzecz biorąc nadwrażliwość…

Skutek był taki, że przez większość mojego życia traktowałam ludzi jako wrogów. Chyba domyślasz się, jak przykre konsekwencje wynikły z mojego postępowania, prawda? Teraz wiem, że ludzie są wspaniali. A może inaczej – że ludzie potrafią być wspaniali. Każdy z nas skrywa w sobie przecież zarówno dobro, jak i zło. Co trzeba zrobić, aby wyzwolić z człowieka to, co najlepsze? Pokochać go! Bezgranicznie i bezinteresownie. Tylko tyle. I aż tyle…

Jak to się stało, że znowu stałam się tym, kim byłam jako małe dziecko? Wiesz, nadszedł wreszcie taki dzień, w którym powiedziałam sobie: „Mam już po dziurki w nosie tego obrzydliwego osamotnienia! Jeżeli nic z tym nie zrobię, to zwariuję!”. Tak, prędzej czy później osamotnienie staje się nie do zniesienia, nie do udźwignięcia. To był czas, kiedy moja modlitwa zaczęła dojrzewać, kiedy odkryłam moc modlitwy innych za mnie…

Pan Bóg natychmiast zareagował na moją gotowość do zmian. Nagle zaczęłam spotykać ludzi, którzy pragnęli mi pomóc. I pomogli – rozmową, modlitwą, a czasami po prostu pełnym miłości spojrzeniem… Często byli to ludzie obcy, których nigdy więcej już nie zobaczyłam. Tak, jakby Pan Bóg chciał mi pokazać, że człowiek potrafi być bezinteresowny, szlachetny… 

Przypadek? Nie sądzę. Szczególnie, że ludzie ci charakteryzowali się bardzo wysokim stopniem uduchowienia i emocjonalnej dojrzałości. Podziwiałam ich pobożność, otwartość, skromność, radość i przede wszystkim miłość do bliźniego. Zapragnęłam być tacy, jak oni. Gorąco prosiłam o to Pana Boga, spędziłam wiele tysięcy godzin na modlitwie. Szczególnie bliska mojemu sercu stała się adoracja, podczas której uczyłam się słuchać Pana Boga i rozpoznawać Jego wolę.

I doświadczyłam cudu – ludzie stali się nagle jakoś dziwnie dobrzy, poznałam przyjaciół, życie nabrało barw i sensu… Nie jestem już sama.

Jeżeli znajdujesz się w podobnej sytuacji, co ja w czasach szkolnych, to mam dla Ciebie fantastyczną wiadomość – Ty też spotkasz w końcu kogoś, na kogo będziesz mógł zawsze liczyć, z kim będziesz mógł się nie tylko śmiać, ale i płakać, kto będzie dla ciebie jak brat czy siostra. W końcu spotkasz, uwierz mi. Ale musisz być otwarty na to, co niesie życie. I nie zaczynaj od stawiania wymagań innym. Najpierw postaw wymagania samemu sobie…

Iwona Płotka