Czy na pewno cierpienie ma sens?

 

Momentem, który budzi moje wątpliwości, który napawa  czasem niepokojem i dopuszcza do głosu znaki zapytania w wierze jest cierpienie, ból i wszystko co trudne, co jest powodem do płaczu, niezrozumienia, czasem poczucia niesprawiedliwości.

Dlaczego Wielki Pan Bóg, który wszystko może pozwala na to abyśmy cierpieli? Dlaczego ukochany Boży Syn musiał tak cierpieć? Przecież Bóg wszystko może. Dlaczego musimy płacić za naszych przodków, dlaczego ponosić konsekwencje wyboru pierwszych rodziców?

Trudne i niezrozumiałe to wszystko, zwłaszcza cierpienie bezbronnych dzieci,  bezbronnych zwierząt. Wszyscy je dostrzegają i zawsze to budzący kontrowersje temat. Nawet osoby, które nie utożsamiają się z wiarą są pełne empatii i współczucia kiedy widzą takie bezsensowne z pozoru cierpienie. Wystarczy umieścić zdjęcie cierpiącego zwierzaka w sieci, a automatycznie budzą się w nas uśpione uczucia.

Często obserwuję reakcje innych i budzące się w nich emocje pod wpływem informacji poruszających serce. Sama jestem administratorem jednej ze stron z psami w roli głównej i niezmiennie największe poruszenia towarzyszą zawsze przy krzywdzie, największy sprzeciw budzi zawsze cierpienie.

Co jeśli cierpienie dotyczy nas samych? Naszych bliskich? Na pewno nie są to łatwe tematy bo skoro tyle emocji i żalu budzą cierpienia zwierząt  to co z nami? Dużo pytań. Niestety nie znajdę odpowiedzi na żadne z nich. Nie wydaje mi się, że ktokolwiek to zrobi. Jedyne co mi przychodzi na myśl to przede wszystkim aby coś osiągnąć, coś mieć, na coś zapracować musimy zrezygnować z czegoś na koszt tego co będzie. Uczymy się aby otrzymać pracę, pracujemy aby otrzymać zapłatę. Ani nauka nie jest wakacjami ani praca nie jest ciągłym urlopem, choćby najbardziej lubiana. Sportowiec aby osiągnąć sukces musi swoje wycierpieć, poświęcić, czasem przegrać.

Gąsienica zanim stanie się motylem musi pełzać. Zanim zacznie latać i zachwycać innych. Perła zanim się nią stanie jest zwykłym małżem, a proces jej powstania to swojego rodzaju cierpienie. Opowieść o brzydkim kaczątku, znana wszystkim. Nie od razu szare kaczątko było pięknym łabędziem. Diamenty, nawet kwiaty, wielcy artyści. Łączy ich to samo. Efekt końcowy to skutek procesu.

Mistrz, zanim nim został był uczniem, perła była małżem, a motyl gąsienicą. My zanim będziemy z Bogiem musimy dotknąć wielu spraw, czasem bólu, w którym przecież już przychodzimy na świat. Świat, który jest tylko krótkim przystankiem a każdy z nas ma trochę inną drogę. Chcemy kochać życie, chcemy aby było wygodne, błyszczące, lekkie i komfortowe. Wierzymy więc i musimy pamiętać, że Bóg swoje drogocenne życie oddał na Krzyżu pokazując, że jest coś ponad Nim. Cena jaką czasem płacimy to tylko namiastka, tego co zrobił dla nas On. Nie rozumiem cierpienia i sama chętniej wybieram opcję dla mniej zaawansowanych, żeby zbyt się nie namęczyć. Wiem natomiast, że sytuacje nawet te bardzo trudne, przeżywane z Jezusem w zaufaniu i pokorze (co jest opcją dla zaawansowanych ponad jakąkolwiek skalą) zawsze przynoszą większe od wymarzonego dobra. Święci  byli narzędziami, Bożymi wybrańcami, przez których ręce uzdrawiał Bóg, a sami  byli  często poranieni, często ubrani w cierpienie i ból. Byli pełni, mimo cierpienia, pokoju i innej hierarchii wartości. Pan Jezus oddał swoje życie dla nas, idąc drogą pełną bólu szedł na śmierć, nie szedł po to, aby wygrać tylko po to aby umrzeć. Efekt to zmartwychwstanie, efekt to nasze życie. To nasza wiara.

Jest to trudne, bolesne ale nie niemożliwe. Nie musimy wspinać się na drabinie do nieba. To Bóg codziennie zniża się do nas tak bardzo, że zawsze znajdziemy Go z wysokości naszych ugiętych kolan. Droga nie musi być fajna. Lepiej aby prowadziła do dobrego celu, niż miła i spokojna prowadząca donikąd. Czasami musimy być jak małża, a czasami jak gąsienica. Czasami trzeba się zmęczyć, ale nie po to żeby później odpocząć, tylko po to aby coś osiągnąć.

Jeśli Pan Bóg nas szlifuje, jeśli dotykamy bólu i łez, to możemy się do Niego zbliżyć. Możemy stać się jak perła. Jeśli teraz pełzasz, to może właśnie po to aby zacząć latać? Nasz Bóg miał koronę z cierni, nie ze złota. Miał krzyż, nie tron. Jeśli chcemy być jak On, nie możemy udawać, że tak nie było, że tak nie jest.

Wiara to wierzyć w to na co czekamy, w to, że to wszystko, czego dotykamy na świecie to tylko „marność nad marnościami” a prawdziwa nagroda to właśnie to w co wierzymy. Jeśli wierzymy.

Iwona Sakrajda