Najlepsze, co mogłeś mi dać...

 

Życie posila nas przez cały czas wieloma trudnościami, przeciwnościami. Wymaga od nas wielu wyrzeczeń. Cierpienie od zawsze kojarzy się człowiekowi negatywnie, bo towarzyszą mu negatywne emocje jak: strach, niepewność, czy ból. To jak traktować je w inny sposób? Czy można inaczej?

Głównym powodem, dlaczego właśnie tak postrzegamy cierpienie, jest ograniczenie się do tylko takiego obrazu cierpienia. Jednotorowe myślenie, czy postrzeganie czegoś, znacznie ogranicza nasz odbiór tego, jakim jest naprawdę. Cierpienie to nie tylko negatywne emocje, jakiś zlepek nieszczęść. Cierpienie jest skutkiem pewnych czynników, a czy zastanawialiśmy się co jest po cierpieniu? To co powinno nas wszystkich interesować to: jaki jest cel cierpienia, co ze sobą niesie. Oraz czego w tym wszystkim chce dla nas Bóg, niejako pozwalając nam cierpieć.

Z pomocą w rozwikłaniu tego problemu pomoże nam Pismo Święte. W praktycznie każdej historii z Pisma -a zwłaszcza Starego Testamentu- obecne jest cierpienie. Wielu bohaterów tamtych wydarzeń, znosiło postawione im trudności. Część z nich bezpośrednio wynikała z poczynań tych ludzi, a część została zaplanowana przez Boga. Można sobie teraz zadać pytanie: ale jak to przez Boga? Czy Bóg nie chce czasem, abyśmy byli szczęśliwi? Nie grzeszyli, nie cierpieli? Jak to w końcu jest? Po co miałby to robić?

Jedną z moich ulubionych historii opisanych w Starym Testamencie, jest historia Józefa, syna Jakuba (zwanego Izraelem). Od samego początku nie był dobrze traktowany przez swoich braci. Łatwo nie było. Jego los potoczył nim tak, że został sprzedany jako niewolnik, wtrącony do więzienia, później dzięki swojemu sprytowi... został drugą osobą w Egipcie, doradcą samego Faraona! To co przeżył i jak to przetrwał, jest godne podziwu. Wszystkie przykrości jakie go spotkały, miały swój cel. Myślę, że Józef przyjął cierpienie jako część tego co musiał przeżyć. Widział w tym Boży plan. Każde potknięcie, nieszczęście, traktował jako część dłuższej drogi, ku temu na co wszystkie wydarzenia miały go przygotować. Do wielkiej roli w Jego planie. Myślę, że Bóg go w ten sposób wychował na znakomitego doradzę Faraona.

Moim zdaniem historia Hioba, jest także jedna z odpowiedzi. Hiob od zawsze był przykładnym sługą swojego Boga. Był mu oddany i wierny, no można by powiedzieć, że ze świecą szukać takiego dzisiaj, czy kiedykolwiek. Bóg pozwolił, aby przydarzyły mu się okropne rzeczy. Stracił cały majątek, dom, rodzinę. Zostało mu zabrane dosłownie wszystko. Głównym motywem Boga było przetestowanie wiary Hioba. Ostatecznie jego oddanie zostało mu wynagrodzone. Tak i nasze nieszczęścia i cierpienia, można przyrównać do takiego testu naszej wiary w Pana. Każdego dnia wystawiani jesteśmy na próbę, nawet w najbardziej błahej sprawie, czy decyzji. Każdy krok stawiamy albo dla Boga, albo przeciw Niemu. Cierpienie, które jest składnikiem życia, jest związane z Jego wolą. Chce nas wytrenować w wierze. Przygotować na dzień przyjścia, w którym trzeba będzie dać ostatni akt wiary w Niego.

Ostatecznie za przykład może posłużyć nam sam Jezus. Jeżeli popatrzymy na jego życie, to wcale nie należało do najprostszych, mimo, że był Synem Bożym. Wyśmiewany, wyszydzany, gnębiony na każdym kroku. Poniżany. Powątpiewano w Niego. A na końcu? Zwyciężył. Nie tylko dlatego, że zamknął wszystkim usta swoim zmartwychwstaniem. Nie tylko dlatego, że ludzie w Niego uwierzyli. Także dlatego-co się nieopatrznie pomija- że dotrwał do końca. Przyjął cierpienie, zaakceptował je, zwieńczył swe życie dumnie. Jak na Króla przystało. Nie narzekał, przyjmował każdy bat, a każdy przybity gwóźdź... dosłownie utwierdzał, że taka jest jego misja. Całe jego życie miało przynieść ludziom wiarę w Boga, odkupić winy, ale też przygotować Go na ukrzyżowanie. Skoro tyle w życiu przeszedł, to czym są te gwoździe w porównaniu z takim cierpieniem, jakie otrzymywał w ciągu życia? Właśnie, dzięki temu był gotów na ukrzyżowanie. Złożenie ofiary z siebie, dla zbawienia ludzkości.

Tak łatwo mówimy, że życie jest darem, ale zazwyczaj mówimy to, gdy nam się dobrze powodzi. A przecież cierpienie jest jednym z elementów tego życia. Więc... czy Bóg dając człowiekowi dar życia, nie dał nam czegoś w pakiecie?

Skoro życie jest darem od Boga, a w życiu zawarte jest cierpienie, czy to również nie jest dar? Tak, bez wątpienia.

Cierpienie to najlepsze co mogłeś mi dać, Panie Boże. Dziękuję Ci za nie z całego serca. Dzięki Tobie pokornieję, nie jestem arogancki, gburowaty. Temperujesz mnie i choć różnie to bywa, ale staram się. A przede wszystkim dajesz solidną lekcję życia, bez której bym umarł. Dziękuję. Jesteś najlepszy.

Kacper Pankowecki