Dzięki, Boże!

 

Często łapię się na takiej myśli, że jestem szczęściarą.

Kiedy rozglądam się wokół, widzę piękno świata – słońce odbijające się w szybach okien, chmury tworzące na niebie najniezwyklejsze widowisko, drzewa przykryte śniegiem albo pełne zielonych liści. Wówczas myślę: dzięki, Boże.

Kiedy uda mi się dobrze wykonać moje zadania, zrobić dobry obiad dla moich bliskich, posprzątać w domu, zrobić coś pożytecznego i pięknego- myślę: dzięki, Boże.

A gdy mam jakiś problem, z którym nie umiem sobie poradzić i zaczynam się w tej sprawie z całych sił modlić – zgodnie z zasadą, że „po cuda trzeba się zgłaszać do cudotwórcy” ;), wtedy naprawdę doświadczam pomocy, otrzymuję ratunek i rozwiązanie. Także wtedy myślę: dzięki, Boże.

Kiedy czasami wpadam w kłopoty (takie małe a uciążliwe), z powodu własnej nieuwagi czy nieudolności i wołam: „Panie, ratuj!”, a Bóg pomaga. Wtedy myślę: dzięki, Boże.

Jestem szczęściarą, bo w tych codziennych sprawach- małych i dużych, moich własnych i innych ludzi, błahych i poważnych, mam do Kogo wołać. Mam Komu dziękować.

Czasami bardzo żal mi ludzi, którzy Boga nie znają i nie odnoszą swego życia do Niego. To może brzmieć banalnie, ale tkwi we mnie takie głębokie przekonanie i smutek, że nie mają Komu powierzać tego, czego nie rozumieją, czego się boją, czego nie umieją, czego nie znają, do czego mają wątpliwości, czego pragną, z czego się cieszą... Nie tylko „od święta”, ale tak właśnie na co dzień. Jakie smutne i pozbawione sensu może być ich życie. Gdy zmagają się z trudnościami, dylematami życiowymi. Jakie trudne musi być ich życie.

Im więcej mam lat, tym mocniej doświadczam tego, że Bóg jest odpowiedzią na wszystko. I pomocą we wszystkim.

Kiedy widzę ból, tragedię, rozpacz, prześladowania, śmierć- myślę: “nie rozumiem, Boże. Ale Ty wiesz, czemu tak jest. Ty znasz tego sens.” Czasem po latach ten sens odkrywamy i my. A czasem jest on tajemnicą do końca. Wtedy pozostaje tylko to zapewnienie:

“Pamiętasz, jak pomogłem ci znaleźć piórnik, z dużą sumą pieniędzy w środku? Albo ten kapelusz pozostawiony na ławce w McDonaldzie, który przez dwie godziny czekał na ciebie – nikt go nie zabrał, nikt go nie tknął?

Pamiętasz, jak jakieś 2 cm za twoimi plecami przejechał samochód, a tobie nic się nie stało? A jak wracałaś bardzo zmęczona drogą i żadna z mijających cię ciężarówek nie zmiotła cię z powierzchni?

Pamiętasz, jak byłaś w depresji, a ja byłem obok? Cały czas posyłałem ludzi, którzy nie pozwolili ci o mnie zapomnieć i podali ci dłoń, pomogli ci wyjść z doła?

Pamiętasz, jak ostatnio przez nieuwagę pozostawiłaś klucz w drzwiach, a sąsiedzi nie tylko, że go nie zabrali, żeby przy najbliższej okazji obrabować dom, to jeszcze pilnowali go i gdy tylko mogli zwrócili ci uwagę?

Pamiętasz jak długo modliłaś się o dobrego męża? Czy twój chłopak nie wydaje się najlepszym kandydatem do tej roli? Czyż nie spodziewasz się oświadczyn lada moment?

To nie są tylko proste zbiegi okoliczności i przypadki.

Ja Jestem.

Czuwam, pilnuję, strzegę. Bo kocham.

Na co dzień, nie tylko “od święta”. W wielkich i małych sprawach.

Zaufaj. Módl się. I kochaj.

Więcej nie trzeba.

Bogusława Odyniec

 

od redakcji Theofeela: Tekst Bogusi został wyróżniony w naszym konkursie "Bóg działa w codzienności" w kategorii artykuł/felieton. GRATULUJEMY!