Coming out

 

Chciałabym coś wyznać. Wniosek ten jest nieodwołalny po latach poszukiwań swojej tożsamości, tego czym jest miłość i tego kim jestem. Mianowicie muszę przyznać przed sobą i przed światem, że nie potrafię kochać bez Jezusa. Bo jak można kochać nie znając miłości? Przyznaję, że zanim Go poznałam – miałam o niej jedynie mgliste wyobrażenie.

Wizerunek miłości jaki prezentuje nam świat, a szczególnie kultura masowa to miłość z ciała, złudzenie, chwilowa fatamorgana. Ciało zawsze dąży do wygody, do zaspokojenia własnych potrzeb i absolutnie nie jest to dobra i wystarczająca wskazówka, aby zrozumieć co to właściwie znaczy kochać. Cóż, muszę przyznać, że ja również swojego czasu się na to nabrałam. Jednak we właściwym momencie pojawił się On. Jezus, który zawsze czeka przy studni abym mogła zaczerpnąć wody żywej. Bóg, który prosi, aby i Jego napoić choć łykiem wody z dzbana, choć ta nie może się równać z wodą żywą, którą daje On sam. Bo czymże jest moja ułomna, ziemska i wciąż potykająca się o najmniejsze przeszkody miłość wobec miłości Boga? Tej, którą obdarza, którą jest i która jest jedynym powodem mojego istnienia? Jak mogłabym pysznie twierdzić, że mogę kochać nie znając istoty miłości? Nie znając Boga?

Pan Jezus najważniejszym ustanowił przykazanie miłości. Prawo niełatwe i właściwie niemożliwe do spełnienia przez człowieka, który nigdy osobiście nie spotkał Boga. Mamy dziś na świecie mnóstwo skarykaturowanych definicji dotyczących miłości, na które skazani są ludzie, którzy Go nie znają. W czasach gdy pojęcie człowieka, kobiecości i męskości podlega ideologicznym, a nawet czysto marketingowym zmianom, bardzo trudno jest odkryć swoją prawdziwą tożsamość. Tożsamość ukochanego i wyczekanego dziecka bożego. Tożsamość człowieka, którego istnienie jest cudem miłości. I w końcu – tożsamość, która nieuchronnie niesie ze sobą świadomość wielkiej obecności, która jest zawsze gotowa obdarzać miłością, uczyć jej i nią wypełniać.

I muszę przyznać, że za każdym razem kiedy spotykam ludzi ze środowiska – tych, którzy poznali już prawdę o sobie – wciąż nie mogę się nadziwić, jak wielki wymiar ma łaska bożej miłości. Jak pięknie objawia się ona w każdym z nich, w ich ofiarności, poświęceniu i pełni ciepła w służbie dla bliźniego. I jak kształtuje, przemienia ich w nowych ludzi na drodze do świętości.

I ja również nie potrafię wzrastać sama. Sam akt woli nie wystarcza. Pozostanę zawsze słaba i grzeszna bez bożej miłości i łaski, bez Jego obecności w moim życiu. Najzwyczajniej – nie potrafię kochać bez Jezusa.

„Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie - niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza.”
J 7, 37-38

Marta Knihinicka