Wrażliwość

 

Wrażliwość jest naszą zdolnością do odbierania bodźców, zdolnością do przeżywania emocji. Skojarzenia osoby wrażliwej dają obraz kogoś słabego, z łezką w oku. Ktoś wrażliwy na piękno, na sztukę, pełen empatii ale też słaby, kruchy.

Świat bywa frontem, polem walki emocji. Dzisiaj trzeba  być twardym, mieć „grubą skórę” i być odpornym na ból. Dzisiaj nie powinno się przyznawać do swoich słabości, nie przyznawać się do łez. Poruszanie się po podłogach świata nie może być subtelne, bezszelestne tylko mocne z głośnym stanowczym krokiem, stukotem obcasów lub głośnym dźwiękiem mocnego silnika.

Jesteśmy różni i każdy ma inny poziom wrażliwości. Jedni są bardziej wrażliwi, delikatni, inni mniej. Jedni są bardziej wrażliwi na łzy dzieci, inni na cierpienie zwierząt. Każdy ma jednak jakiś obszar w życiu, który go trochę „rozkłada na łopatki”. Dzisiejszy świat jednak w całym swoim postępie technicznym i w całym bogactwie sprawia wrażenie, jakby cofał się w rozwoju emocjonalnym. Nie jest dobrze pokazywać siebie. To może być odebrane jako ekshibicjonizm, a ten emocjonalny budzi dzisiaj większy lęk. Potrzebujemy przywódców, silnych liderów i mocnych osobowości. Słowo „mocny” zdecydowanie odgranicza te wszystkie cechy, które przychodzą nam na myśl wraz ze słowem „wrażliwy”. Takie wzmożone tendencje do imitacji bezuczuciowości zabijają w nas te niepowtarzalne zdolności, dzięki którym możemy czuć nasze życie, a nie tylko w nim uczestniczyć.

Nikt z nas nie miałby swoich ulubionych smaków, gdybyśmy nie zaznali tych dla nas najlepszych. Życie oczywiście nie jest degustacją pozytywnych wrażeń. Gusta i preferencje smakowe bywają różne. Możemy jednak sobie dozować i smakować wszystko, co nam najlepiej smakuje. Życie niestety niesie ze sobą nie tylko te emocje towarzyszące pięknu, ale też te bolesne, tkliwe, mokre od łez. Tych się trochę boi nasz świat, więc eliminuje je wszystkie.

Nie mamy do końca wpływu na swój poziom uczuciowości i odbiór świata, ale nie powinniśmy nigdy ukrywać tego, co jest naszym bogactwem. Niewątpliwie są nim nasze uczucia i emocje. Zbieramy wspomnienia. Te dobre i te złe. One nas kształtują, zostają w naszych sercach bo ich dotknęły. Wspomnienia są przecież nośnikami emocji. Jeśli ogołocimy się z tego, co sprawia kim jesteśmy, sami staniemy się jak jakieś techniczne osiągnięcie, które nie reaguje na żadne impresje.

Nasza wrażliwość jest wielką łaską. To nas wyróżnia. Każdy ma jakieś „kubki smakowe emocji”. Ktoś pozbawiony wrażliwości niezauważy łzy w oku innego człowieka, grymasu twarzy. Może nie usłyszeć cichego płaczu dziecka czy skomlenia porzuconego pieska. Nie wolno nam zabijać, zatracać i spłycać wrażliwości. Trzeba ją pielęgnować bo mimo, że czasem kosztem swojej łzy, lepiej czuć więcej niż przegapić jakieś „ziarenko gorczycy”.

Jezus potrafi zrozumieć ból, pomagać w imię miłości. Nie zabiegał, wręcz stronił od rozgłosu. Wołamy do Niego; ”Jezu cichy i pokornego serca…” Wiemy jaki jest, prosimy Go przecież, aby skruszył i przełamał nasze stwardniałe, skostniałe serca. Pozwólmy Mu na to, jeśli chcemy Go poczuć. Jezus przychodzi powoli, przychodzi cicho, subtelnie, bezszelestnie. Delikatnie, z ostrożnością i taktem dotyka nas. Jeśli chcemy Go w życiu „zasmakować” musimy zrzucić maski. Obróbka wszystkich wręcz teatralnych kostiumów kosztuje dużo energii, a skrywanie emocji pod nimi nie oznacza, że ich nie ma. Kiedyś i tak się uwolnią i zemszczą się na nas destruktywnością. Coraz więcej mamy dzisiaj odnotowań występowania chorób emocji. Depresje, nerwice, uzależnienia i szereg chorób cywilizacyjnych to tylko część ryzyka noszenia masek i kostiumów.

Jezus nas ubogaca, a wszystkie nasze emocje nie są Mu obce. Nie ma sensu ich neutralizować. Cisza i kontemplacja uwrażliwia nas też na Jego miłość. Powinniśmy do niej dążyć. Pozwólmy się zadomowić wrażliwości w naszym życiu. Stwardniałe serce nie wpuści do siebie miłości. Bycie wrażliwym wcale nie oznacza bycia słabym. To miłość dodaje odwagi. To z miłości Bóg oddał za nas życie.

Miłość jest delikatna. Potrzebuje sprzyjającej atmosfery do wzrostu i wydania owoców. Nieurośnie w suchym, stwardniałym, pustynnym miejscu. Deklarowana czasem przez niektórych racjonalna wiara w granicach rozsądku to sztuczne środowisko do wyprodukowanych sztucznie substytutów sensu życia. Wrażliwość może być esencją naszego istnienia. Dzięki niej możemy być plastyczni, rozwijać się wewnętrznie i duchowo. Możemy konfrontować się ze światem, a nie tylko z jego odbiorem przez ekrany czy monitory.

Jezus poczuł dotyk potrzebującej pomocy kobiety na swoim płaszczu mimo otaczającego Go tłumu. Nie tylko poczuł, ale zareagował na wiarę uzdrowieniem. Nie na dotyk, ale na wiarę, która jest jeszcze bardziej delikatna.

W tłumie swoich uczuć dotknij się chociaż skrawka miłości. Nie warto się jej bać. Żeby to zrobić czasem trzeba dopuścić do głosu emocje. Wyładowania emocjonalne mogą się kończyć jak te atmosferyczne - burzą, ale co z tego, skoro znamy Kogoś Komu burze są posłuszne?

Iwona Sakrajda