Podejmij post od grzechu

 

„Przez 40 dni nie zjem ani grama słodyczy” – mówi dumnie młoda kobieta. „E tam, słodycze! Ja przez 40 dni nie tknę mięsa! Czy ty wiesz, co to znaczy przez tyle tygodni nie jeść pysznych kabanosów?” – licytuje się inna młoda dama. Przerażona łapię się za głowę, po czym ostentacyjnie wzdycham i biorę nogi za pas. Nie zamierzam uczestniczyć w konkursie „Kto zje czego mniej w Wielkim Poście”.

Powiem wprost – nie wierzę, że Pan Jezus kręci z dezaprobatą głową, gdy widzi, jak w tym świętym czasie wcinasz kabanosa. Oczywiście pod warunkiem, że nie dzieje się to w piątek. I pod warunkiem, że nie zjadasz całej paczki kiełbasek. Ale tego nie można robić także poza okresem Wielkiego Postu. Nawet w Wielkanoc. Obżarstwo zawsze pozostanie obżarstwem i powoływanie się na radość ze Zmartwychwstania Chrystusa niczego tu nie zmieni. Koniec kropka.

Wierzę natomiast, że Pan Jezus kręci z dezaprobatą głową, gdy widzi, jak po raz kolejny okłamujesz swoich rodziców, plotkujesz, używasz wulgaryzmów albo nierzetelnie wykonujesz swoje obowiązki. Pan Jezus kręci z dezaprobatą głową, gdy nie podejmujesz postu od złych uczynków.

Nie oszukujmy się – kilkutygodniowa rezygnacja z mięsa, a nawet łakoci jest nieporównywalnie mniejszym wyzwaniem niż rezygnacja z popełniania najcięższych grzechów. Czymże jest tymczasowe odstawienie swoich przysmaków w porównaniu z przeproszeniem osoby, z którą nie rozmawia się od kilku lat i trwałą zmianą swojej postawy wobec niej?

Jestem bacznym i namiętnym obserwatorem, lubię analizować zachowania innych ludzi. Nie jest to jednak zwykła (i niezdrowa) ciekawość, lecz chęć zainspirowania się czyimś sposobem na życie, a w przypadku, gdy ktoś popełnia błędy, chęć udzielenia mu pomocy. Wielki Post stwarza doskonałą okazję do podpatrywania zachowań bliźnich i czerpania z nich nauki. Wielu jest ludzi, z których mogę brać przykład, ale z przykrością muszę stwierdzić, że równie dużo jest ludzi, których sposób myślenia wymaga jak najszybszej przemiany.

Apeluję więc: Wielki Post nie jest 40-dniową dietą, dzięki której będziesz mógł coś udowodnić. Sobie albo innym. Wielki Post nie jest pustym powstrzymywaniem się od spożywania określonych potraw. Taka postawa to najzwyczajniejszy w świecie egoizm, narcyzm. Testujesz swoją silną wolę, sprawdzasz, czy jesteś w stanie przekraczać samego siebie. Świetnie. Ale gdzie w tym wszystkim jest Bóg?

Na post od pokarmów trzeba uważać. Zresztą nie tylko na niego – także dobre uczynki są… niebezpieczne. Tak, niebezpieczne. Bo bardzo łatwo jest skupiać się na samym akcie ich wykonywania, na tym, by dzięki nim stawać się coraz bardziej doskonałym. Takie zachowanie pachnie narcyzmem. W centrum mojego zainteresowania stoi „ja”, moje „ego”, a nie Bóg.

Nie zrozum mnie źle. Wcale nie jestem przeciwna wykonywaniu dobrych uczynków, czy wstrzemięźliwości od niektórych pokarmów w czasie Wielkiego Postu. Zwracam uwagę na słowo „niektórych”, bo głodzenie się wcale nie jest miłe Panu Bogu. Zanim jednak podejmiesz się takiego wyzwania, spędź wystarczającą ilość czasu na modlitwie. Ona przywróci tobie odpowiednie spojrzenie na rzeczywistość, postawi Stwórcę we właściwym miejscu twojej hierarchii wartości, da ci siłę do walki ze swoimi słabościami oraz pozwoli ci owocnie przejść przez ten niezwykły, 40-dniowy czas. I może nawet dojdziesz do wniosku, że rezygnacja z kabanosów nie jest konieczna do wewnętrznej przemiany. Spokojnie – myślę, że Pan Bóg się nie obrazi.

Iwona Płotka