Przekraczać siebie

 

„Tu mądrość świata na nic się zda – musimy znów stać się dziećmi…” Ten fragment, zaczerpnięty z jednej z piosenek z repertuaru Haliny Frąckowiak, świetnie koresponduje ze słowami Jezusa, który wskazał: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa niebieskiego” (Mt 18, 3). Rzeczywiście, często życiowe doświadczenia powodują, że tracimy dziecięcą prostotę myślenia i postrzegania rzeczywistości, prostotę pełną ufności, wiary i nadziei. Bez żadnych podtekstów czy w kółko roztrząsanych wątpliwości. A tych – wraz z upływem lat – jest w nas coraz więcej. Może dlatego tak trudno przychodzi nam otwieranie się na drugiego człowieka? W końcu nie jest to wartość, której hołduje dzisiejszy świat... Pójście pod prąd jest trudne – nie będę tego ukrywał, ale jak bardzo nas ubogaca! Z kolei wybór tej (pozornie) łatwiejszej drogi może wydawać się oczywisty, tyle że podążając nią gubimy gdzieś własną tożsamość, a przecież to, co czyni nas unikatową, indywidualną jednostką, jest naszym największym skarbem.

Powrót do przeszłości

Dziecięca szczerość i nazywanie rzeczy po prostu takimi, jakimi są – baz żadnej kurtuazji czy zawoalowania – jest czymś fantastycznym. O ile nie przybiera napastliwej czy wręcz agresywnej formy. W trakcie naszego społecznego rozwoju ta zdolność ustępuje miejsca chowaniu się za konwenansami lub obawie braku przyjęcia ze strony ludzi z naszego otoczenia. I to jest paradoks, ponieważ tak naprawdę wszyscy potrzebujemy takiej przestrzeni, i osób, gdzie możemy odkryć swoje prawdziwe ja, pokazać swoją słabość oraz zostać zaakceptowanym. Poszerzanie tego obszaru i nienachalne przedstawianie swojej właściwej natury, to z pewnością przejaw odwagi. Odwagi, która może niektórych szokować, zaskakiwać, ale również… inspirować innych ludzi i pociągać ich do podobnego zachowania. I tak, jak przez lata „nasiąkaliśmy” tym wszystkim, czym karmi się świat, tak możemy „wrócić do korzeni”, zdejmując z siebie ciężar społecznych oczekiwań oraz życiowych doświadczeń. Z tą tylko różnicą, że obecnie możemy wyciągnąć naukę z tych przeżyć, które ochronią nas przed ponownym doznaniem krzywdy. Warto przy tym pamiętać, że po drugiej stronie znajduje się człowiek po… podobnych przejściach. Tyle że nie zawsze zdaje sobie sprawę, w jaki sposób zaważyły na tym, jaki jest lub w jaki sposób postępuje. Zanim więc kolejny raz ocenimy bliźniego, który może niesamowicie nas irytować, zastanówmy się nad tym. Jest pewna nierozerwalna zależność pomiędzy naszymi emocjami, a tym, jak odbieramy drugiego człowieka. Jego postawa potrąca w nas czułe struny, uruchamiając zadawnione zranienia. To działa również w drugą stronę! Dlatego potrzebna jest nam gotowość i akceptacja na powrót tych negatywnych doświadczeń, o których wolelibyśmy nie pamiętać. Jeśli je przyjmiemy, to będzie nam łatwiej zrozumieć innych ludzi. To nie oznacza, że musimy od razu stać się największym przyjacielem osoby, o której myślimy z niechęcią, jednak możemy uwolnić się od negatywnych, działających przede wszystkim ze szkodą dla nas samych, reakcji. Rewanż jest narzędziem, które podsuwa nam świat, przebaczenie – Bóg. Co zdecydujemy się wybrać?

Wyjście z mroku    

Taka swoista przemiana, co będę chyba zawsze powtarzał, wymaga czasu i pełnego zawierzenia Bogu. Zwłaszcza, kiedy nasz dotychczasowy świat zacznie się chwiać w posadach i kruszyć, by w końcu rozpaść się na kawałki. Oczyszczająca moc światła Ducha Świętego przemienia nas często szybciej niż byśmy chcieli. Pojawia się w nas wtedy poczucie straty oraz niepewność, w jaki sposób będzie wyglądało nasze dalsze życie. „Ale to wszystko, co było dla mnie zyskiem, ze względu na Chrystusa uznałem za stratę. I owszem, nawet wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa” (Flp 3, 7-8). W tym trudnym momencie pustki i wyobcowania trzeba poświęcić nasze „nowe ja” Jezusowi. Wszystko to, co zostało zbudowane na tym ziemskim fundamencie, musi ustąpić miejsca mocy, która ukształtuje nas zgodnie z Jego wolą. Stary świat, stara rzeczywistość i nasz stary sposób postrzegania oraz działania muszą odejść. W końcu: „Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już zdobyłem, ale to jedno [czynię]: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną  (…)” (Flp 3, 13). Tak łatwo przychodzi nam czynienie bożków z przeżytych klęsk, dojmującego poczucia smutku czy ciągle żyjących w nas zadawnionych krzywdach, które przysłaniają nam Chrystusowe oblicze. Tracimy czas i energię na ich „celebrację”, przez co nie pozwalamy im odejść. Jasne, one miały miejsce i odcisnęły na nas swoje piętno. Temu nie zaprzeczymy. Jednak nie musimy się zgadzać, by nadal one wypełniały naszą odnawiającą się rzeczywistość, by zajmowały nasze myśli i zamykały nasze serce na łaskę. Nie. Jesteśmy powołani do zmiany, a przemiana jest posłannictwem, naszym świadectwem, które zanosimy innym ludziom. By uczynić ten świat choć trochę bliższy Boga.

Przemek Sobolewski