Po co się modlić?

 

Towarzyszące religijności pytania „czy się modlisz?”, „czy modlisz się wystarczająco często?”, „czy modlisz się dobrze?” i „ czy w ogóle się modlisz?” brzmią dość powszechnie i pewnie są dość powszechnie zadawane. Przecież „Trzeba się modlić”, trzeba trwać w modlitwie. Jesteśmy pewni, że jest to niezbędna czynność do utożsamiania się z wiarą. Szybkie pośpieszne różańce czy zapamiętane treści modlitw są najprawdopodobniej znane wszystkim. Dzisiaj zasadniczym dla mnie pytaniem jest „Dlaczego i po co się modlić?”…

Mamy pewne oczekiwania, intencje-to oczywiste, ale kto szanuje tylko tych znajomych, którzy przypominają sobie o nas w momentach, kiedy jest im potrzebna nasza pomoc? Nie bywamy czasami takimi znajomymi dla Pana Boga? Oczekiwania względem modlitwy mogą być zgubne, czasami wręcz zniechęcające. Oczekujemy naszej przemiany, oczekujemy swojego wewnętrznego poukładania, cierpliwości, zrozumienia właściwej drogi czy wysłuchania prośby, która spędza nam sen z powiek albo komuś, kto o coś poprosił poprzez naszą modlitwę. Idziemy prosić o przebaczenie, czasem myśląc o swoich własnych nieuporządkowanych sprawach z przeszłości, idziemy podziękować, co oczywiście jest bardzo potrzebne i niezbędne ale po co właściwie jeszcze się modlimy? Przecież tak naprawdę Bóg doskonale zna nasze serca, nasze myśli i wszystkie nawet te skryte emocje i marzenia, więc czy jest konieczność o nich mówić? Może to Bogu potrzebna jest nasza modlitwa? Modlimy się tylko po to żeby modlitwa była odmówiona? Im dłuższa tym lepiej? Jeśli wpadniemy w nawyk obowiązku czy rytuału to najprawdopodobniej nie będzie to właściwa droga.

Bardzo lubię uświadamiać sobie, że Bóg mnie widzi, że moje życie jest modlitwą, i że właściwie o to przecież chodzi. Lubię rozmawiać z Panem w ciszy przyrody ale też w zgiełku dnia. Idąc do pracy, zwracając uwagę na mijających mnie ludzi pytam Pana czy może mogę komuś z nich coś podarować, może swoje ciche błogosławieństwo albo uśmiech. Odwzajemniony jest zawsze promykiem słońca nawet w pochmurny dzień. Najtrudniejszym jednak momentem bo niezwykle wymagającym od nas jest moment, którego czasami może się boimy. Czasu tylko i wyłącznie dla Boga. W naszym dniu, wśród obowiązków, zmęczenia, przeróżnych okoliczności i różnych naszych nastrojów. Właściwie jak się spotkać z Kimś Kogo nie widzimy? W chaosie życia czasami trudno jest o czas dla bliskich i szczerą z nimi rozmowę, w których przecież też mieszka Bóg więc po co właściwie poświęcać czas na rozmowę z Bogiem, którego nie widzimy? Wszystko to, o czym często rozmawiamy; dobro, pomoc, wsparcie, nasza sumiennie wykonywana praca jest swoistą modlitwą ale dlaczego mamy rezygnować ze spotkania sam na sam z Najważniejszą dla Nas Osobą, z Najważniejszym dla Nas przyjacielem?

Spotkania z przyjaciółmi są zawsze pełne rozmowy i w zależności od okoliczności mają jakiś przebieg z budującym dla nas efektem, bo są pełne miłości. Przecież kochamy swoich przyjaciół i są dla nas ważni. Nie wyobrażam sobie wyczekiwanego spotkania z kimś dla mnie znaczącym, kto zamiast rozmawiać ze mną nieustannie patrzy w telefon albo na zegarek. Nie wyobrażam sobie spotkania z kimś dla mnie ważnym, kto spotyka się ze mną tylko podczas okazji świąt i daje mi jakiś podarunek. Taka osoba nie może być dla mnie przyjacielem. Myślę, że często tak postępujemy. Udajemy się na modlitwę z pełną głową myśli, z planem obowiązków albo spotykamy się raz na jakiś czas z Panem Bogiem, traktując jakiś dobry gest lub poruszenie serca jako podarunek dla Boga. Jemu przecież nasze dobre uczynki nie są do niczego potrzebne.

Módlmy się więc po to, aby wzmocnić naszą więź z Bogiem. Zaprzyjaźnijmy się z Nim tak szczerze na nowo. Jesteśmy ludźmi, którzy wyznają, że wierzą w to co widzialne i niewidzialne. Jedynym naszym wysiłkiem, który musimy włożyć w naszą modlitwę jest prawdziwa wiara w to, co niewidzialne. Nasz Bóg podczas modlitwy jest niewidzialny. Widzialna staje się natomiast relacja z Nim, jeśli się na nią otworzymy naprawdę.

Znam kilka, może kilkanaście osób, o których mogę powiedzieć, że są wyjątkowi, piękni. Otoczeni jakimś spokojem, pogodą ducha i tajemniczą radością. Wiem, że te osoby są pełne Boga i są w dobrej z Nim relacji. Powinniśmy być inni niż piękno tego świata, inni niż światło gwiazd- niestety nie takich jak Betlejemska… Jednak nie o ten zadziwiający efekt ma chodzić, nie o to żeby inni widzieli w nas „tych lepszych”, tylko o pragnienie Boga.

Zawsze, kiedy przeżywam kryzys swojej modlitwy sięgając po wskazówki wielkich jej mistrzów -po słowa św. Teresy z Avila czy Ignacego Loyoli- doznaję zawodu i rozczarowania bo widzę, że nie potrafię, nie umiem i tym samym oceniam swoją niedoskonałość co jest największym błędem. W modlitwie przecież chodzi o zaufanie, o to żeby Bogu wskoczyć na kolana i jak dziecko szeptać do ucha swoim zwykłym, dziecięcym gaworzeniem, które jest zrozumiałe tylko dla kochającego rodzica bo to język miłości.

Tak długo jak będziemy dokładać do modlitwy swoje niedoskonałości i brak wiary w nią samą, tak długo nie wypowiemy Bogu żadnego słowa. Wierząc Mu, rozmawiając z Nim po swojemu, On nas nauczy słów i odpowie na wszystkie pytania. Jeśli nie wiemy czy modlitwa jest prawdziwą modlitwą czy tylko głuchą ciszą powinniśmy zaufać tym bardziej. Dziecko też nie wie, co robią dla niego rodzice podczas każdego dnia a przecież robią wiele. Nie trzeba niczego rozumieć . Trzeba ufać. Nie oczekiwać rozwiązania swoich problemów i dylematów tylko trwać z Bogiem pomiędzy nimi. Pozwolić Jemu działać.

Dlaczego więc mamy się modlić? Modlą się przecież też osoby innych wyznań i czym się różni nasza modlitwa od modlitwy innych? Naszym życiem mamy naśladować Jezusa. Jezusa, który dużo się modlił. To dla mnie najlepsza odpowiedź. Skoro On potrzebował modlitwy, my tym bardziej jej potrzebujemy. Stawanie w obecności Boga bywa trudne. Jedyne co musimy to podarować Jemu kawałek swojego czasu, żeby mógł nas zmieniać, przemieniać nasze życie i nasze serca. Nie trzeba się bać ciszy, roztargnienia, rozproszeń. On będzie wiedział co z tym wszystkim zrobić. Znalezienie chwili dla Niego, to już modlitwa. Obecność przed Panem ze swoim ubogim sercem. W swoim ubóstwie i z pustymi rękami.

Bóg dla nas stał się człowiekiem. Nie potrzebuje więc niczego innego jak naszego ludzkiego czasu, zaufania i naszej miłości. Dzisiaj, teraz powinniśmy znaleźć moment żeby się z Nim spotkać. Na nowo Go pokochać. On na nas czeka, tylko od nas zależy czy zechcemy spotkać się jak z najlepszym przyjacielem, Kimś nadzwyczajnym dla Nas. Nie wystarczy dużo o Kimś wiedzieć żeby móc powiedzieć o Nim, że jest naszym przyjacielem. Trzeba Go poznać, być z Nim, rozmawiać i słuchać. To jest możliwe tylko poprzez modlitwę. Nie tylko wypowiadać w roztargnieniu swoje zmartwienia ale pozwolić Bogu mówić, działać w naszym życiu. Trzeba się z Nim regularnie spotykać. Systematyczność jest ważna. To tak jakbyśmy dostali skarbonkę, z której chcemy wydobyć duże oszczędności. Nie da się. Potrzeba naszego sumiennego wrzucania monet. Jeśli będziemy codziennie dodawać jakąś kwotę pewnego dnia zobaczymy jak wiele mamy. Jeśli będziemy codziennie „wrzucać” w swoje spotkanie z Bogiem czas, pewnego dnia zobaczymy jak wiele mamy, i że możemy czerpać z tego czasu prawdziwe zyski.

Tylko wtedy nic już nie będzie takie samo. Tylko wtedy poznamy Jego miłość. Tylko wtedy modlitwa stanie się nie obowiązkiem, nie rytuałem ale najpiękniejszą chwilą w ciągu naszej doby. Naszym łącznikiem z Niebem. Bez niej nie da się żyć prawdziwie. Warto spróbować. Ryzykujemy tylko utratą bezsensowności i niespełnienia.

Iwona Sakrajda