© 2020, Theofeel

Wszyscy jesteśmy Judaszami


ad_theo - 30 marca 2018 - 0 comments

Papież Franciszek przebywa na pielgrzymce w Ameryce Południowej. Nagle jego auto zostaje zatrzymane i do środka zagląda dwóch obdartych mężczyzn z karabinami. 

– Kim jesteście? Czy jesteście katolikami!? – Krzyczą po hiszpańsku do dostojników kościelnych. Wyglądają na zdesperowanych. Wywlekają wszystkich z auta i ustawiają pod drzewem. 
– Znam cię – mówi jeden z nich, bronią wskazując na papieża Franciszka – ty jesteś papieżem! Widziałem cię w telewizji.- spluwa na ziemię z pogardą.
– Nie, to nie ja. Mylisz mnie z kimś innym. – odpowiada papież lekko drżącym głosem.
– To ty – nie poddaje się mężczyzna – gdzie jest wasz Bóg teraz, co? – zamierza się kolbą pistoletu i wyrzuca z siebie jeszcze kilka przekleństw.
– Nie wiem o czym mówisz, dobry człowieku. – mówi papież, osłaniając twarz – jeśli chcesz, weź nasze pieniądze, auto i zostaw nas. Nie mamy z katolicyzmem nic wspólnego.

Gdyby taka historia wydarzyła się naprawdę, papież stałby się zgorszeniem dla całego świata. We wszystkich mediach byłoby głośno na temat hipokryzji i tchórzostwa Franciszka, a co za tym idzie, wszystkich katolików. Byłaby to wielka kompromitacja. W końcu, skoro Piotrowy następca tak łatwo zaparł się Chrystusa, to co ze zwykłymi, szeregowymi wiernymi? My, katolicy, również na pewno czulibyśmy złość, wstyd i rozczarowanie. Wielu z nas głośno potępiłoby jego zachowanie. Przecież papież powinien dawać dobry przykład.

Tymczasem zapominamy o tym, że taka historia już się wydarzyła. W podobny sposób Piotr zaparł się Jezusa. Pierwszy z apostołów, pierwszy papież, skała, na której Bóg postanowił budować. Jaka to skała? Piotr, który jeszcze kilka godzin wcześniej gorąco i z niezachwianą pewnością mówił „Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię” (Mt 26,33), tak szybko się poddał i okazał się tchórzem.

Sytuacja Jezusa była naprawdę tragiczna. Nie dość, że cierpiał potworny fizyczny ból, to jeszcze szedł na śmierć opuszczony. Jego najbliżsi uciekli, poza tym zdradziło go dwóch przyjaciół, których szczerze kochał. Ciężko sobie wyobrazić, co musiał czuć w tamtych chwilach. Na szczęście Pan się nie zgorszył. Wybaczył najgorszy, najbardziej godzący w Niego grzech – zdradę. Przebaczył nie tylko Piotrowi, z którego uczynił głowę Kościoła, ale również Judaszowi.

Czym się różni postawa Judasza od postawy Piotra? Judasz również opamiętał się i wpadł w rozpacz, gdy zrozumiał, co uczynił. Kiedy uświadomił sobie, że skazał na śmierć niewinnego człowieka, starał się naprawić szkodę. Odwrócił się od zła, ale nie zrobił następnego potrzebnego kroku. Nie zwrócił się do Boga. Ponownie wpadł w sidła szatana, który najpierw kusił go do zdrady Jezusa, a potem zaczął go straszyć. Judasz uwierzył w to, że jego zbrodnia jest zbyt obrzydliwa, aby mogła być wybaczona. Nie zaufał Bogu i Jego miłosierdziu. Poszedł za głosem Złego i w związku z tym została mu tylko śmierć. Podobny los dwóch apostołów zmieniła jedna decyzja. Piotr gorzko zapłakał i z nową siłą przylgnął do Chrystusa, zrozpaczony Judasz wybrał samotność i śmierć.

Pewnie niejednokrotnie zastanawiamy się jak to możliwe, że mężczyźni, którzy spędzili z Jezusem parę lat, widzieli cuda, słuchali Jego nauki, mało tego, sami uzdrawiali i wyrzucali złe duchy, zdradzili swojego mistrza i przyjaciela? Może się w nas rodzić poczucie pogardy i chęć osądzenia ich. W końcu my zachowalibyśmy się na pewno odważniej. Tymczasem prawda o człowieku jest taka, że każdy z nas jest Judaszem i Piotrem. Zapieramy się wiary i ranimy Jezusa częściej, niż zdajemy sobie z tego sprawę. Jesteśmy zdolni do najgorszych czynów i grzechów.

Wydaje mi się, że na co dzień zapominamy o morale płynącym z tych dwóch historii. Nierzadko wymagamy od osób konsekrowanych i wierzących idealnego postępowania. Nie dajemy im prawa do grzechu, bezlitośnie punktujemy błędy i wypominamy potknięcia. Takiej doskonałości, która w efekcie może rodzić pychę, żądamy często i od samych siebie. Tymczasem wszyscy upadamy. Wszyscy mamy swoje słabości, w które umiejętnie uderza niezmordowany szatan. „Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć” (1P 5,8).

Święta Wielkanocne co roku przypominają nam, jak bardzo kocha nas Bóg. Nie ma takiego grzechu, który nie zostałby nam wybaczony, jeżeli okażemy skruchę i zwrócimy się do Pana. Nawet tak straszny grzech jak zdrada i zaparcie się Jezusa, nie wyklucza nas z grona Bożych dzieci. W każdej chwili możemy zawrócić z obranej drogi, a On czeka na nas z otwartymi ramionami.

Magdalena Godlewska
autorka bloga smutnykatolik.wordpress.com
https://www.facebook.com/smutnykatolik/  

Related posts