Scroll to top
© 2021, Theofeel

„Egoista!” „Tchórz!” „I ja mam go podziwiać? Za co?” „Facet był bez serca – zostawił żonę i sześcioro dzieci. Jak tak można?!” – oto przykładowe komentarze, jakie pojawiły się po samobójczej śmierci Chestera Benningtona, lidera amerykańskiego zespołu rockowego Linkin Park. Przyznam, że czytałam te wpisy z narastającym wzburzeniem. Po pierwsze: jakim prawem oceniamy bliźniego? Przecież nie znamy serc naszych bliskich, a co dopiero obcych nam ludzi! Ba, nie znamy do końca samych siebie! Przestańmy więc wydawać sądy o innych. Każdy z nas zostanie osądzony w swoim czasie. Nie wyręczajmy Pana Boga.

Po drugie: nie godzi się mówić źle o zmarłym. I nie ma najmniejszego znaczenia, jakim kto był człowiekiem, czy w jaki sposób odszedł z tego świata. Pozwólmy mu spoczywać w pokoju! Może cierpi męki w czyśćcu, a nasze złe słowa przysparzają biedakowi dodatkowe cierpienie? A jeśli nie wierzysz w życie pozagrobowe, zadam Ci dwa pytania – jaki sens ma, przepraszam za dosadne wyrażenie, wyciąganie brudów z przeszłości? I wreszcie – czy wypada obmawiać kogoś, komu już nie jest dane się obronić? Mamy XXI wiek. Mówi się, że samobójcy traktowani są już z takim samym szacunkiem, co pozostali zmarli. Nieprawda. Wielu znanych mi ludzi targnęło się na własne życie. Ich rodziny, „przyjaciele”, znajomi i sąsiedzi zareagowali wstydem lub zajadłą krytyką… Czyżby bardziej niż o los tragicznie zmarłego martwili się o własną reputację? Czyżby słowna agresja pozwalała im podbudować swoje małe ego?

Szanuję samobójców. I wcale nie uważam ich za tchórzów, czy egoistów, lecz za ludzi, których zbyt mocno rozwinięta wrażliwość i zbyt słaba psychika nie pozwoliły im stawiać czoła różnym życiowym tragediom. Pamiętajmy, że właściwie wszyscy samobójcy cierpią na depresję. A to nie jest choroba, którą można wyleczyć kilkoma zastrzykami albo kilkumiesięczną farmakoterapią. Depresja w dalszym ciągu stanowi dla medycyny ogromne wyzwanie – bywa, że psychiatrzy bezradnie rozkładają ręce. Co pozostaje? Tylko modlitwa. Ale nie każdy suicydent zdążył odkryć Boga. A ten, któremu się udało, nie zdążył Mu W PEŁNI zaufać.

Iluż ukochanych przeze mnie artystów popełniło samobójstwo! Nieraz słyszę – „Bierzesz przykład z tego wariata?” Owszem, biorę. Bo tragicznie zmarli muzycy, pisarze i aktorzy, których tak bardzo cenię nie byli mordercami, terrorystami, czy bandziorami. Nie byli „wariatami”. Byli wrażliwcami. Utalentowanymi wrażliwcami. Ich dzieła i uczynki nieustannie zmieniają świat na lepsze, czynią go bardziej barwnym i przyjaznym.  

A teraz Cię zaskoczę – wszyscy jesteśmy samobójcami. Każdego dnia uśmiercamy siebie kłamstwem, przekleństwami, używkami… Mam wymieniać dalej? Grzech to śmierć – zarówno dla duszy własnej jak i cudzej.

Bądźmy bardziej pokorni! Dostrzeżmy w samobójcach piękno, którego niewyczerpane pokłady znajdują się w każdym z nas! Czyżbyśmy zapomnieli, że zostaliśmy stworzeni na obraz Boga? Czyżbyśmy zapomnieli, że nasz dobry Ojciec kocha miłością szaloną i bezwarunkową KAŻDEGO człowieka? Być może wydaje Ci się to niesprawiedliwe, albo nielogiczne. Nic dziwnego – to jest Boska logika i nie musisz jej rozumieć. Masz ją zaakceptować.

  Spoczywaj w pokoju Chester. Moje uczucia wobec Ciebie się nie zmieniły – nadal Cię szanuję, podziwiam i kocham miłością bliźniego! Dzięki za fajną muzykę. Dzięki za to, że byłeś. Nie mogę się doczekać naszego spotkania! I nie obawiaj się – nie zadam Ci pytania, dlaczego to zrobiłeś. Po prostu spojrzę na Ciebie z serdecznym uśmiechem i mocno Cię przytulę. Może właśnie tego Ci w tym ziemskim życiu zabrakło…

Iwona Płotka

Related posts