Scroll to top
© 2021, Theofeel

Współpraca z łaską

Jestem zwolennikiem proaktywnego podejścia do życia, dlatego każdego dnia zmieniam swoje przyzwyczajenia i staram się w ich miejsce wprowadzać nowe nawyki. Nie zawsze tak było. Przez wiele lat moja życiowa postawa była pasywna, musiałem nauczyć się walki o siebie (w dobrym znaczeniu tego słowa), mimo że bardzo się tego bałem. Lęk przed nowym i nieznanym może w końcu przerażać. Jeżeli jednak paraliżuje przed podjęciem decyzji oraz działania, to jest to już wyraźny sygnał ostrzegawczy. Coś jest nie tak. Myślę, że trwanie w stagnacji oznacza powolną śmierć. I nie jest to, bynajmniej, „mechanizm obronny”, który w mocno patologiczny sposób „chroni” nas przed zmierzeniem się z własnymi ograniczeniami. Im częściej mu ulegamy, tym coraz bardziej stajemy się większymi niewolnikami… samych siebie. To prosta droga do porzucenia nadziei i odwrócenia się od Boga. Trudno w końcu jednocześnie służyć Stwórcy i lękowi…

Nasz udział w intencji

Chyba każdy z nas marzy o lepszym życiu. Prosimy Boga o uzdrowienie z chorób duszy i ciała, ale zanosimy do Niego również te bardziej prozaiczne intencje – chcemy zmienić pracę, potrzebujemy więcej pieniędzy, pragniemy znaleźć osobę, która stanie się bliska naszemu sercu… Każdy może dodać tutaj coś od siebie. Bóg odpowiada na nasze wezwania, ale… w zupełnie inny sposób niż byśmy tego oczekiwali. Daje nam szansę, czyli stawia na naszej drodze sposobności, ludzi i zdarzenia, za których pośrednictwem możemy dostać to, czego potrzebujemy. To my mamy wybór. Często o tym zapominamy, obciążając Boga odpowiedzialnością za to, że nie spełnił naszych oczekiwań. Warto zastanowić się, czy rzeczywiście zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy, aby osiągnąć nasz cel? Czy nie nazbyt łatwo przestalibyśmy doceniać nagrodę, gdyby spadła nam z nieba, jak przysłowiowa manna? Inna sprawa, że chyba zbyt rzadko akcentuje się naszą rolę w sięganiu po to, co często wydaje się być nieosiągalne.

Tak wiele zależy od nas

Lubię przekładać swoje zamiary na konkretne działanie. To „skrzywione” spojrzenie jest wynikiem moich życiowych doświadczeń. Kiedyś tkwiłem w marazmie i był to dla mnie bardzo trudny czas. Inna sprawa, że nic nie zrobiłem, aby sobie pomóc. Odwagę do zmiany dał mi Bóg. W momencie, kiedy powierzyłem Mu swoje życie (staram się regularnie odnawiać to postanowienie), zaczęły dziać się niesamowite dla mnie rzeczy. Modliłem się o relację i… dostałem ją dzięki udziałowi w rekolekcjach. Bardzo potrzebowałem wspólnoty, dlatego zrobiłem ich internetowy „przegląd”. Ostatecznie poznałem grupę wspaniałych, wrażliwych ludzi, którzy na co dzień żyją Bożym Słowem. Prosiłem o to, abym mógł realizować się w pisaniu i tak właśnie się dzieje. Chciałem znaleźć nowe mieszkanie – w tym celu przejrzałem mnóstwo ofert, trafiłem na odpowiedniego współlokatora i cieszę się (prawie) własnymi czterema kątami. Wiem, że nie zawdzięczam tego wyłącznie sobie. To właśnie Bóg podsunął mi szanse, dzięki którym hojnie mnie obdarował. Myślę, że dobrze je wykorzystałem.

Boże cuda są na wyciągnięcie ręki. Tyle że wpierw musimy wystawić po nie naszą dłoń i zadać sobie trud sięgnięcia po nie. I porzucić nasze idealne wyobrażenie o tym, w jaki sposób je otrzymamy.

Pracą i staraniem

„Sprawiedliwy jest nasz Pan, 
każdy zbierze to, co siał.
Kto uwierzy nie zawiedzie się”.

Co dajemy – wraca do nas. To oczywiste. Jest to ważne zwłaszcza w kontekście tego, co osiągnęliśmy w życiu. Często modlimy się, aby było nam lżej, prosząc Boga o siłę do stawiania czoła naszym codziennym zmaganiom. On jest przecież źródłem i dawcą nowego życia. Chyba nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że przyjęcie tego daru to jednocześnie wielka łaska, ale i zobowiązanie.

Sądzę, że najlepszym przykładem będzie tutaj walka z uzależnieniami (pomijam tutaj cudowne uzdrowienia, które w trwały sposób zabezpieczają człowieka przed ich nawrotami). Wymaga regularnych działań zmierzających do zmiany nawykowego zachowania. To również najbardziej heroiczny przykład rezygnacji z tego, co nie pochodzi od Boga. Wybór tej niełatwej przecież drogi jest decyzją, na której człowiek powinien oprzeć swoje dalsze postępowanie. I jeżeli ten akt woli ofiarowuje Stwórcy, jest to początek jego wzrastania. To nie oznacza, że pokusy nagle znikną i wszystko będzie przebiegać bezboleśnie. Nie, wręcz przeciwnie. Zmiana oznacza ból, cierpienie i może nawet upadek na same dno naszej bezsilności. Jednak dzięki doświadczeniu bezradności stajemy się mocni. Bóg posyła do nas Jezusa, który spotyka się z nami w naszych ranach i czyni z nich miejsce naszej siły. Trwała zmiana możliwa jest tylko wówczas, kiedy podejmujemy staranie, ale nie opieramy się na własnej sile, tylko na tej pochodzącej od Boga. Dzięki temu powoli, krok po kroku przełamujemy patologiczne schematy, w których trwaliśmy przez lata. W całym tym procesie kluczowe jest sukcesywne, konsekwentne wytyczanie nowych ścieżek. Możemy pożegnać się ze wspomnieniami, możemy rozprawić się z trudną przeszłością, ale pozostaje jeszcze jedna kwestia – nawyk. Jeżeli robiliśmy coś przez wiele lat, trudno z tego zrezygnować, nawet jeżeli posiadamy wiedzę o tym, czym jest podyktowane nasze zachowanie. Ale jest to możliwe. Potrzebny jest ogromny wysiłek woli, ponieważ w tych zmaganiach powinniśmy kierować się właśnie rozumem, nie emocjami. Te, na drodze naszej przemiany, podążą za naszymi wyborami.

To nie jest prosta droga. Ale uczy nas ona pokory, cierpliwości i wyzwala z mroku. Po prostu przybliża nas do Boga. A On? On przecież obiecał, że nie zostawi nas samych…  

„Pan niech będzie przez wszystkie dni błogosławiony: 
ciężary nasze dźwiga Bóg, zbawienie nasze. 
Bóg nasz jest Bogiem, który wyzwala, 
i Pan Bóg daje ujść przed śmiercią. 
Zaiste Bóg kruszy głowy swym wrogom, 
kudłatą czaszkę tego, co postępuje grzesznie. 
Pan powiedział: «Z Baszanu mogę [cię] wyprowadzić, 
mogę wyprowadzić z głębiny morskiej, 
byś stopę twą we krwi umoczył, 
by języki psów twoich miały kęsek z wrogów»(PS 68, 20-24).

Anna German śpiewała, że „człowieczy los nie jest bajką ani snem, człowieczy los jest zwyczajnym szarym dniem”. To prawda. Żyjemy w określonym miejscu tu i teraz, a codzienność jest całym naszym światem. To od nas zależy, czy będziemy żyć z dnia na dzień, czy też odważymy się zrealizować nasze marzenia. Bóg czeka, aby nam w tym pomóc.

Przemek Sobolewski

Related posts