Scroll to top
© 2021, Theofeel

Wracam do domu po ciężkim dniu. Czekając na moment wieczoru, kiedy odpocznę. W głowie pełno myśli pozostających z minionego już prawie dnia. Standardowo zaglądam w elektroniczny gadżet wyposażony w Internet, w dostęp do niego. Jeszcze więcej myśli, komunikatów, rozproszeń…

Znak czasów. Wirtualne znajomości, wirtualny świat i ciekawość zdarzeń widniejących w sieci. Mamy dwa życia. Jedno tu i teraz i drugie gdzieś tam w sieci. Właściwie czasami nie wiem, które jest bardziej realistyczne. Krytykuję dzisiejszy świat, z tęsknotą patrzę wstecz, kiedy nie było możliwości technicznych takich jak dziś, chociaż sama korzystam coraz częściej i więcej. Pamiętam moje pierwsze miłości, przyjaźnie  kiedy telefon stacjonarny był jedynym źródłem kontaktu poza spotkaniami. Poplątany kabel i dziwnie cichy ton głosu, żeby nikt nie usłyszał. Kartki przysyłane pocztą i listy powoli zaczynają być przedmiotami muzealnymi. Prawie archeologia. A jednak tak było. Dużo trudniej, ale dużo piękniej. Piękniej bo częściej intensywniej niż na poziomie monitora.  Dzisiaj już powszechnym obrazkiem są ludzie zapatrzeni w ekrany. Skupieni, rozmodleni do swoich telefonów. Ulegam i ja. Karmię się pozornie dobrymi wiadomościami. Ucieka mi rzeczywistość. Wiadomości, pogoda, poczta. Skupienie. Słucham świata. Spotykam się z innymi w sieci Internetu. Jaki irytujący potrafi być brak dostępu do wirtualnego świata lub zakłócenia w jego odbiorze. Złudzenia jednak tak nas fascynują, że zaglądamy w ten świat z pragnieniem tak wielkim, niczym te z reklamy napoju. Pragnienie przegrywa i zadowoleni udajemy życie. Nie krytykuję techniki, bo bez niej dziś nie da się funkcjonować. Sama zresztą zachwycam się zdolnościami ludzkich umysłów i osiągnięć i za jej pośrednictwem mogę się wypowiedzieć. Nie o to jednak chodzi. Jest coś co jest, mam wrażenie bagatelizowane. Jesteśmy dziś w sieci. Żyjemy takim trochę „drugim życiem” a prawdziwe zaniedbujemy. Sprawdzamy jak detektywi co się dzieje na ekranach a nie bardzo wiemy co się dzieje w naszych sercach. Duchowość. Nie jest zarezerwowana dla wybrańców. To nasze życie. Bardziej realne i ważne niż te wykreowane przez nas w sieci. Nie chodzi o mistycyzm czy jakieś nadprzyrodzone zdolności. Nie mamy być magikami. Jesteśmy  jednak uzdolnieni przez Ducha Świętego do wielkich rzeczy.

Wielką rzeczą jest kontakt z Panem Bogiem. Wierzę głęboko, że każdy z nas doświadczył mniejszych lub większych znaków Bożej Obecności. Z zazdrością czasem czytam o mistykach, o tych, którzy nie mieli takich ludzkich wątpliwości jak często my, zwykli ludzie. Jednak gdybyśmy zadbali o ten „Boży światłowód” w naszych sercach zobaczylibyśmy znacznie więcej. Bóg żyje w nas. Jeśli chcemy. Mówi do nas i jest spragniony kontaktu z nami. Mamy do dyspozycji żywe słowo i głos w przestrzeni naszych serc. Zadziwiające jak jednym zdaniem z Pisma Świętego może przyjść odpowiedź na wiele pytań. Boże natchnienia, za którymi nie zawsze sama podążam. Kiedy jednak czasem mi się uda to wewnętrzna radość i pokój są dla mnie jednoznaczną odpowiedzią od Boga. Duchowość to chyba najpiękniejszy aspekt człowieka. To tam się wszystko zaczyna. Nasze wewnętrzne życie Duchowe, nasza indywidualność, nasze „znaki firmowe”. Mamy duszę, wykraczamy poza wszystko co jesteśmy w stanie zrozumieć. Chociaż musimy rozumieć  to, w  co wierzymy. Surfujemy po sieci, wrzucamy zdjęcia, komentarze a kompletnie nie zagłębiamy się w fale naszej duchowości. Surfowanie po Internecie budzi drażliwość, czasem niepokój, a surfowanie po naszych duchowych szlakach pozwala odkryć nas samych, nasze pragnienia, pragnienia Boga względem nas. To dzięki Duchowej Obecności Chrystusa w nas możemy zyskać życie wieczne. Duchowość nie jest alternatywą dla religii. Musi z nią współistnieć. Duchowość to my. To tam jest nasze prawdziwe życie. W głębokości naszych serc.

Kolejny długi dzień. Wracam do domu z odpoczynkiem w nadziei. Wyłączam wszystkie przedmioty w zasięgu. Włączam dialog z Panem Bogiem i ze sobą. Zadziwiające jaki dystans do świata dostaję w bonusie. Myśli, które krążą po głowie powoli się zatrzymują. Niespodziewanie przychodzi mi do głowy cytat z Pisma Świętego. Zdecydowanie lepszy scenariusz niż ten poprzedni.

Być może nie doświadczę kontaktu z Bogiem na poziomie werbalnym czy jakimkolwiek innym zmysłowym, ale tylko surfując po swojej Duchowości mogę dopłynąć na swoją Górę przemienienia. Pan Jezus na dnie naszych serc czeka na nas. Duchowość jest trochę jak fala radiowa, trochę jak Internet, trochę jak wiatr. Może jej nie widzimy ale czujemy, w jakiś sposób słyszymy. Włączamy ją przez sakramenty, które ładują wewnętrzne akumulatory. Życie duchowe dla nas, wierzących katolików powinno być ważniejsze niż te materialne i to te wartości powinny zawsze wygrywać. Róbmy więc „zdjęcia” z minionego dnia aby je wrzucić do sieci duchowej. To na „polubieniach” od Pana Jezusa trzeba się skupić. Na tym co Jemu mogło się spodobać, co nie.

Duchowość jest tematem niewyczerpanym i nie chciałabym go trywializować, ale nie o intelekt tu chodzi tylko o wiarę.

Gdyby nie prąd, stacje telewizyjne, nadajniki, w końcu szereg ludzi pracujących w tych stacjach, producentów, kamerzystów, scenarzystów, dziennikarzy i wielu innych, telewizor byłby nieużytecznym przedmiotem. Nie wolno nam być jak taki telewizor, który do niczego nie służy. My działamy. Nie jesteśmy popsuci. Jeśli się podłączymy pod Bożą stację będziemy wyświetlać w doskonałej jakości Boże programy. Swoim życiem.

Warto się trochę zmęczyć surfując po falach naszych emocji, wrażeń, myśli aby usłyszeć na dnie serca Boga, który nas przemienia bo kocha. Nie jak świat, który nas kreuje na innych bo niezbyt lubi.

Iwona Sakrajda

Related posts