Scroll to top
© 2021, Theofeel

Kiedy widzę w sieci grafikę z napisem : „Czy wpuścisz Jezusa na święta?”- na obrazku Pan Jezus pukający do drzwi, do naszych serc, zawsze przychodzi mi na myśl ta sama refleksja. Jak to jest z nami…

Święta, czas duchowego wzrostu, nawrócenia. Oczywiście zgodnie możemy odpowiedzieć, że owszem, Jezus jest najważniejszym gościem każdych naszych Świąt. Nieistotne teraz czy są to Święta Bożego Narodzenia czy Święta Wielkiej Nocy, czy niedziela. Jak jednak to w rzeczywistości wygląda? Czy jest to pobożnie przyjęta Komunia Święta i już? Co więc oznacza „wpuścić Jezusa”?

Zaprosić Pana Jezusa do swojego życia, nie tylko  święta, tylko do siebie, do życia to pozwolić Mu na przewrócenie go czasem do góry nogami. Pan Jezus nie może być niedzielnym gościem, przy którym zachowujemy wszystkie zasady savoir-vivre żeby dobrze wypaść. Szykując świąteczny poczęstunek stwarzamy piękne pozory i stylizujemy się na dobrych katolików.

Tym samym weryfikujemy naszą odpowiedź na pytanie; ”A wy za  kogo mnie uważacie?” (Mt,16) Jeśli odpowiadamy : ”Za przyjaciela” Musimy Go tak traktować. Rozmawiać z Nim o wszystkim, starać się sprawiać Mu przyjemność, kochać Go. Jeśli odpowiadamy: ”Za Króla” trzeba pozwolić na Jego rękę w naszym życiu. Nie oczekiwać, że będzie grzecznie siedział w kącie łykając nasze kreacje jak herbatkę, tylko oddać Mu zupełnie wszystko. Tym samym myślę, że nie zgadzam się do końca ze stwierdzeniem, że Jezus jest najważniejszym Gościem jakichkolwiek Świąt. Gość to ktoś, kto nas odwiedza raz na jakiś czas, ktoś kto nie do końca zna nasze zwyczaje, plany, marzenia, słabości. Król, Pan, Przyjaciel to Ktoś, z kogo zdaniem się liczymy. Nawet jeśli może czasem zaboli i nie do końca będzie nam się podobało to, czego od nas wymaga. Wiemy, że chce naszego dobra. Jeśli wchodzi do naszego życia robi to subtelnie, delikatnie i zawsze tylko wtedy jeśli Mu na to pozwolimy. Jeśli już w tym naszym życiu jest, to nie chce gadania i zabawiania. Czasem przestawia wszystkie meble, robi coś, co nam się nie podoba ale na tym polega miłość. Na zaufaniu. Trzeba pozwolić Jezusowi działać w naszym życiu. Czasem nie są to przyjemne „cięcia”. Jakieś toksyczne relacje, które trzeba zdystansować, może zakończyć, czasem nasze plany, które się rozsypują i tracą sens, czasem nasze wielkie i ważne cele, które diametralnie zmieniają rozmiary. Pozwolić  Mu działać to nie tylko pozwolić wpadać raz w tygodniu, czasem częściej na herbatkę zaparzoną z naszych inscenizacji o ulotnym aromacie , chociaż wyjątkowo świątecznym. On ma z nami żyć każdego dnia. Jest żywy i prawdziwy więc czas zacząć Go tak traktować. Nie jak wymyślonego przyjaciela z dzieciństwa, tylko jak żywego, prawdziwego Boga, przyjaciela, kogoś najbliższego. Nawet teraz jak to czytasz On jest obok Ciebie i patrzy z miłością. Jeśli jakiś czas temu wpuściliśmy Go do życia. Jeśli nie to zapewne puka do drzwi. Tyle, że po otworzeniu trzeba zrobić Mu miejsce, nie tylko przy stole i nie tylko na godzinkę… i nie takie jak w wielkoczwartkowych dekoracjach, za kratą… Nawet jeśli nie mamy czego Mu dać, nie ważne. Po Nim można się przecież wszystkiego spodziewać. Jeśli będzie trzeba rozmnoży najmniejsze okruchy, jeśli będzie trzeba wypełni po brzegi wszystko, co puste. Tylko trzeba Mu na to pozwolić.

Nie jest to  do końca takie oczywiste i zwyczajnie proste bo gdyby teraz do naszego domu przyszedł ktokolwiek i stwierdził, że właściwie wszystko stoi w nieodpowiednim miejscu, pewnie wywołałby  nasze wzburzenie. Ja sama jestem przyzwyczajona do swojego mieszkania, pokoju, do rzeczy w nim stojących i nawet jeśli  niektóre z nich wymagają naprawy czy wymiany to sama decyduję o tym, gdzie i jakie przedmioty są mi potrzebne. Gdyby przyszedł do mnie nawet ważny Gość i oczekiwany przeze mnie ale  usłyszałabym od niego, że wszystko albo chociaż część moich mebli czy przedmiotów w domu należy przestawić, wyrzucić, zmienić to podejrzewam, że zostałby bardziej lub mniej delikatnie wyproszony. Co więcej raczej nie zaprosiłabym Go ponownie. Obawiam się, że bywa tak też z obecnością Pana Jezusa w naszym życiu. Jeśli jest tylko gościem to nic z tego nie będzie.

On  wkraczając w życie zmienia wszystko. Naszą wrażliwość, zmysły, marzenia i plany. Zmienia nasz wystrój wnętrz i naszą stylizację. Jest to często bolesna metamorfoza ale trwalsza i bardziej wartościowa niż każda doczesna.

Lubimy wszystko w czym żyjemy, czasem narzekamy, czasami się o coś potykamy ale wszystko co jest nam znane jest dobre bo nasze. Jezus zmienia nasze życie i często dopiero po upływie czasu rozumiemy wszystkie modyfikacje. Z czasem zauważamy sens każdej  „Bożej reformy”. Jeśli chcesz żeby Jezus wpadł raz na jakiś czas to szykuj wymyślne potrawy z dobrych uczynków albo z wniosków o kredyt.

Jeśli się nie boisz zmian na każdej płaszczyźnie to zrób Mu miejsce nie tylko przy stole. On Ci na pewno powie co należy zmienić, uciąć, wyrzucić, naprawić…

Jeśli zechcesz wtedy będziecie robić to razem. Zresztą już wszystko bo tylko o to chodzi otwierając Jemu drzwi. Otworzysz?

Iwona Sakrajda

Related posts