Scroll to top
© 2021, Theofeel

Bóg nigdy nie wkłada na nasze ramiona więcej, niż możemy unieść. Dlaczego tak często wydaje nam się, że jest inaczej? Bo nie zauważamy, że sami zdecydowaliśmy się na toczenie wielu walk jednocześnie. Nie skupiamy się na tym, aby po prostu być, ale zatracamy się w działaniu. Niepowodzenia, które nas wtedy spotykają, powodują zniechęcenie i “obrażenie się” na Boga. A On? On umacnia nas na tej drodze, w pełni szanując i akceptując nasze wybory, z których – nawiasem mówiąc – tak trudno jest nam zrezygnować. Byłoby lepiej, gdybyśmy potrafili urealnić swoje oczekiwania do (jednak ograniczonych) możliwości. Uniknęlibyśmy dzięki temu wielu rozczarowań.

Praca i staranie to nie wszystko

Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, aby otrzymywać to, czego pragniemy. Tu i teraz, od razu, bez chwili zwłoki. Ten brak cierpliwości jest niczym założenie pętli na własną szyję, która niepostrzeżenie zaciska się na niej coraz ciaśniej. Wewnętrzna presja pcha nas ciągle w kierunku uzyskania szybkiej gratyfikacji – tak, aby zagłuszyć głos lęku i bólu, czyli naszych… przyjaciół. Tak, to nie pomyłka. W końcu są naszym “systemem bezpieczeństwa”, który informuje nas na bieżąco o tym, czego potrzebujemy. To jedno, a odbieranie i właściwe interpretowanie tych sygnałów to już zupełnie inna sprawa… Nie zawsze chcemy siebie słuchać, wychodząc z prostego (ale jakże błędnego) założenia, że te niełatwe emocje są czymś złym, czymś, co należy zwalczać. Pewnie dlatego, że ich nie rozumiemy.

A czasami wystarczy niewiele – wystarczy po prostu zatrzymać się, “nastawić ucha” i wsłuchiwać się w siebie… Odpowiedź nie przyjdzie z zewnątrz, od drugiego człowieka – ona jest w nas samych. Czy jesteśmy gotowi ją przyjąć? Zwłaszcza, jeśli będzie sprzeczna z naszą dotychczasową hierarchią wartości? Można długo siebie oszukiwać, to fakt, ponieważ człowiek ma zaskakująco dużą tolerancję na przyjmowanie bodźców, które w zasadzie są dla niego szkodliwe. Może w nich trwać tygodniami, miesiącami, a nawet latami… To smutne.

Łaska Boża, którą też w końcu dostajemy do wewnątrz – naszej duszy, serca i umysłu, też zostaje skazana na niebyt. Ona jest jak wyciągnięcie dłoni. Od nas zależy, czy odpowiemy tym samym, czy wybierzemy inną drogę. Nasze motywy mogą być wspaniałomyślne, bardzo rozwojowe dla nas samych, ale nie możemy być do końca pewni, co nas czeka w (nie)dalekiej przyszłości. Mamy mniej lub bardziej mglistą wizję naszego celu, skąd tylko mamy wiedzieć, czy i kiedy go osiągniemy? Najpewniej… nigdy.

Jezus daje nam czas

To wcale nie oznacza, że jesteśmy skazani na błądzenie we mgle. W każdej chwili możemy skręcić na drogę (ale również i z niej zboczyć), którą przygotował dla nas Bóg. Drogę wymagającą od nas poświęceń i wyrzeczeń. Brzmi strasznie? Niepotrzebnie. Niemniej ta racjonalna decyzja wymaga rezygnacji z części pragnień, o które na co dzień tak mocno zabiegamy. Jak zatem rozeznać, czy są one dobre? Zestawiając je ze Słowem Bożym zawartym w Piśmie Świętym.

Mamy tendencję do komplikowania sobie życia.. Chcemy jednocześnie zachować pełną kontrolę nad tym, co nas w nim spotyka, unikając tym samym ciężkich przeżyć emocjonalnych. Trudno jest nam przekazać ją Komuś innemu. A przecież nigdy nie będziemy w stanie całkowicie zabezpieczyć się przed zagrożeniami, od których uciekamy, od prześladujących nas zjaw zrodzonych w naszym umyśle. Zaufanie Bogu jest nauką i wielką sztuką. On nie rozlicza nas z tego, na ile perfekcyjnie wywiązujemy się z tej “roli”. Nie to jest istotne. Chodzi o to, abyśmy pozwolili poprowadzić się Jezusowi, który przychodzi do ogrodu naszego życia, pragnąc opatrzyć nasze rany i przygotować nas do realizacji naszego ziemskiego powołania.

“I opowiedział im następującą przypowieść: «Pewien człowiek miał drzewo figowe zasadzone w swojej winnicy; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: “Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia?” Lecz on mu odpowiedział: “Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; 9 może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć”» (Łk 13, 6-9).

Bóg nie wymaga od nas nadludzkich poświęceń i wyrzeczeń. Po prostu chce dla nas jak najlepiej. Po ojcowsku… Umocnieni Jego obecnością stajemy przed wyzwaniami, których unikamy, albo o których zapomnieliśmy. On każdą taką przeszkodę pokonuje razem z nami. Pamiętajmy, że nawet małe codzienne cuda dzieją się “dzięki łasce, nie dzięki nam samym”. To nie oznacza, że nie będą kosztowały nas wysiłku i bólu. Nie. Takie życie nie jest realne. Możemy przed nim uciekać, ale Bóg powołał nas do bycia wojownikami, a nie dezerterami. Pozwólmy Mu zająć się nami, niech Jego łaska działa w nas, a my… A my dajmy jej rosnąć zanim podejmiemy kolejne zmagania z rzeczywistością i z… nami samymi. Owoce Bożego miłosierdzia z pewnością zagoszczą w naszych sercach. W końcu opiekuje się nimi najlepszy Ogrodnik…

Przemek Sobolewski

Related posts