© 2020, Theofeel

Relacja i wspólnota


ad_theo - 24 kwietnia 2017 - 0 comments

Ludzie niewierzący, którzy obserwują Kościół z zewnątrz, często postrzegają naszą wiarę jako zbiór rytuałów, znaków i głębokie utwierdzenie w niezrozumiałej dla nich tradycji. Zazwyczaj również nie dostrzegają związku tejże czynności modlitwy z życiem codziennym, co przekłada się na pojawiające się wyobrażenie, że katolik powinien być od razu święty. To bardzo niesprawiedliwa ocena kiedy wiemy, że każdy ma swoją drogę do Boga – czasem nawet dość wyboistą, a dążenie do świętości to długa i żmudna, ale również pełna szczęścia droga. Bo bycie w Kościele to przede wszystkim bycie z Bogiem i budowanie z Nim relacji. Najpiękniejszej miłosnej relacji jaka istnieje. Osoba, która poszukuje Boga na początku zawsze styka się z modlitwą i liturgią w Kościele, gdzie odbywa się ta najważniejsza dla nas ofiara. Całe dziedzictwo Kościoła, piękno liturgii i bogactwo dróg modlitewnych jest czymś bardzo potrzebnym, bo pozwala zrozumieć religię i daje narzędzia do odkrycia Pana Boga i Jego dzieła. Jednak osoba, dla której to nie jest jeszcze do końca zrozumiałe może sobie szybko zdać sprawę, że podczas modlitwy nawykowej wcale nie doświadcza relacji osobowej z Bogiem. Bo Bóg chce nawiązać kontakt z nami, z naszym sercem a nie z sercem, które wypełnia – jak mu się wydaje modlitewne obowiązki wobec Niego.

Tutaj warto zadać sobie pytanie – czy wiara może być nawykowa? Co więcej – czy świętość może być nawykowa? Czy modlitwa nawykowa może trzymać drzwi do relacji z Panem Bogiem uporczywie zamknięte?

Myślę, że tak – ponieważ człowiek, który wypracował sobie już swoją wizję Boga i wizję siebie samego w tej relacji – jest bardzo często zamknięty na poznanie Pana, takim jakim On chce dać nam się poznać. Bardzo często jest to wizja Boga – handlarza, który odpowiada na modlitwy wypraszające pewne dobra. Im więcej się człowiek modli tym, w jego mniemaniu Bóg mu więcej da. Taki Bóg, do którego się przychodzi jak do spożywczaka i mówi się jak do kasjera: Panie Boże poproszę to, to i to. A Pan Bóg, kasuje za pięć zdrowasiek i wydaje paragon.   

Jednak Pan Bóg często na takie modlitwy nie odpowiada i nie wchodzi w rolę sprzedawcy marzeń. On chce kochać, a do kochania potrzebna jest relacja. Bóg – człowiek, dusza – miłość. Kto jej doświadczy jest najszczęśliwszym i najbardziej oświeconym człowiekiem na świecie – choćby był najprostszym pasterzem z Betlejem.

Kościół to piękna i bardzo bogata rzeczywistość wspólnoty. Tworzą ją bardzo zróżnicowani ludzie z wielu środowisk i kultur, których łączy to, że trwają i uczestniczą w wielkiej, bożej miłości lub poszukują jej w swoim życiu. Miłości, która przepełnia, uświęca i której łask potrzebujemy aby stawać się coraz lepszymi ludźmi. Chciałabym życzyć wszystkim aby w zgiełku codzienności, w modlitwie, skupieniu i na każdej późniejszej ścieżce odkrywania Prawdy, mogli doświadczać Boga w rzeczach tych najmniejszych i największych. W każdym aspekcie życia codziennego oraz modlitewnego.

Marta Knihinicka

Related posts