Scroll to top
© 2021, Theofeel

„Zacny mój Sługa usprawiedliwi wielu, ich nieprawości On sam dźwigać będzie” (Iz 53, 11b)

Stacja 1: Jezus skazany na śmierć.

Jezus został skazany, ale żeby wszystko było zgodne z prawem, postawiono Go przed sądem. Nie miało znaczenia, że nie znaleźli żadnego świadectwa przeciw Niemu, że oskarżenia się nie zgadzały, że Piłat nie znalazł w Nim winy. Byli tak pewni swojej racji, że nawet powiedzianą przez Niego prawdę uznali za kłamstwo potwierdzające słuszność wyroku.

A Ty? Ile niesłusznych wyroków już wydałeś? Ilu ludzi skazałeś na ukrzyżowanie, nawet nie próbując ich wysłuchać?

Stacja 2: Jezus bierze krzyż na swoje ramiona.

Miał całkiem dobre życie. Dużo osiągnął. Miał zdrowie, zawód, kochających rodziców, przyjaciół. Ile osób nawet tego nie ma. Był wykształcony, nauczał innych, ludzie Go słuchali, naśladowali, szanowali. Był sławny i popularny. Miał nawet dobry kontakt z Bogiem, czynił cuda, chodził po wodzie, uzdrawiał… Czy właśnie nie tego byśmy wszyscy chcieli? Jak każdy człowiek miał swoje marzenia, cele, może plany na życie… A jednak zrezygnował z tego. Momentalnie stracił wszystko co miał, łącznie z życiem. „Czemuś mnie opuścił?!” to ostanie co powiedział Ten, który jednym słowem uciszał szalejące morze.

Wszyscy wiemy co było potem. Minęły zaledwie 3 dni, a Jezus zmartwychwstał. Minęły 2 tys. lat a założona przez Niego religia ciągle trwa i obecnie jest największa na świecie. Mnie jednak zastanawia co innego. Jezusa nikt nie zmuszał do oddania życia. Byli nawet tacy, którzy chcieli Go bronić. Czym więc się kierował, gdy w Ogrójcu podejmował ostateczna decyzję?

Bóg ma dla każdego człowieka konkretnie zadanie do spełnienia. Daje potrzebne do tego cechy i umiejętności, ale do niczego nie zmusza i nie opuszcza, bez znaczenia jaką podejmiemy decyzję. To od Ciebie zależy, czy odpowiesz na Jego zaproszenie, czy zrealizujesz swój własny plan. Ale… zastanów się chwilę, co zrobił Jezus, który przecież był tak jak Ty i ja prawdziwym człowiekiem. Co NAPRAWDĘ stracił, a co zyskał na współpracy z Bogiem?

Stacja 3: Jezus upada po raz pierwszy.

Nic dziwnego, że upadł. Był skatowany, analiza Całunu Turyńskiego wskazuje na od 60 do 70 uderzeń biczem. Jego ciało było jedną wielką krwawiącą raną, na której dźwigał ok. 60-kilogramową belkę. Przywiązane do niej ręce nie mogły osłonić twarzy, ani złagodzić upadku. Uniemożliwiały też samodzielne wstanie. Był więc brutalnie podnoszony z ziemi, szarpany.

Wszyscy upadamy. Nikogo na tej ziemi nie omija cierpienie i wcale nie jest ono karą za grzechy. Jezus był pozbawiony grzechu, a i tak upadał, i to bardzo boleśnie. Takie po prostu jest doczesne życie, pełne przeciwności i trudności; i Bóg wcale nie robi nam na złość, jak się niektórym wydaje. Ważne jest, żeby iść dalej. Poza męką fizyczną, Chrystus znosił ciężar wszystkich grzechów ludzkości, a więc i tych, przez które teraz wydaje Ci się, że już nie możesz wstać. Skoro Jezus dał radę, to Ty też. Odwagi!

Stacja 4: Pan Jezus spotyka swoją Matkę.

Skazańcy szli na Golgotę a wokół stał tłum. Ludzie zachowywali się różnie. Jedni szydzili, drudzy współczuli, a niektórzy pewnie szukali atrakcji i widowiska. Gdzieś tam wśród gapiów stała Jego Matka. To było krótkie spotkanie. Nikt przecież nie pozwoliłby im spędzić ze sobą chociaż kilku chwil. To musiał być moment ulgi, krótkie spojrzenie miłości wśród tylu nienawistnych oczu.

Droga Krzyżowa to męka Chrystusa, ale Jego matka cierpiała nie wiele mniej. Tradycja wspomina tylko o tym jednym spotkaniu, Pismo milczy na ten temat, ale można być pewnym, że Maryja cały czas była na tyle blisko swojego Syna, na ile tylko mogła. Stojąc wśród pełnego nienawiści tłumu, albo idąc za krzyżem nie zwątpiła i nie wyparła się wiary jak choćby Piotr. A Ty, miałbyś tyle odwagi?

Stacja 5: Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi.

Szymon, zmęczony po całym dniu pracy, wracał do domu. Miał rodzinę- być może rozmyślał o spotkaniu z dziećmi i żoną. Możliwe, że nawet nie zwrócił uwagi na Drogę Krzyżową. W tak dużym mieście jak Jerozolima ciągle się coś działo, szczególnie przed Świętem Paschy. Z jego zwyczajnej, codziennej wędrówki wyrwał go rozkaz żołnierzy. Kazali mu pomóc jednemu ze skazańców. Ewangelia wyraźnie wskazuje, że Szymon nie miał na to najmniejszej ochoty, ale… uzbrojonym żołnierzom się nie odmawia, szczególnie jeżeli ma się dzieci.

Jak z perspektywy Jezusa wyglądała ta sytuacja? Na pewno przez moment mniej go bolały plecy i ręce, ale czy był zadowolony z takiej pomocy na siłę? Wątpię. Dopiero teraz widać, sens zdania z rozważanie II stacji – „Bóg nikogo do niczego nie zmusza”. Co z tego, że Szymon szedł obok Chrystusa, że towarzyszył samemu Bogu podczas misterium odkupienia świata… skoro tego nie chciał i pewnie narzekał, że przez jakiegoś Nazarejczyka będzie później w domu. Intencje liczą się, bardziej niż by się mogło wydawać. Dobre uczynki na pokaz- nie o to chodzi. Tylko robisz krzywdę sobie i innym. Już dwa tysiące lat temu Jezus krytykował faryzeuszy za taką postawę.

Stacja 6: Weronika ociera twarz Jezusowi.

A jednak znalazł się ktoś, kogo nie trzeba było przymuszać do pomocy. Krzepiące doświadczenie, zaraz po „pomocy” Szymona. Ta kobieta zrobiła coś dobrego i wykazała się odwagą – żołnierze mogli ją źle za to potraktować.

Weronika- phero i nike- (gr.) niosąca zwycięstwo. I rzeczywiście tak było. Pomoc, którą zaniosła Jezusowi to prawdziwe zwycięstwo ludzkości. Wśród nienawistnego tłumu znalazła się sprawiedliwa dusza. W nagrodę, na chucie odbiła się twarz Chrystusa. Tak samo dzieje się w naszym życiu. Nasze dobre uczynki odciskają się na nas i pozostawiają znaki, które widzą inni.

Stacja 7: Drugi upadek Jezusa pod ciężarem krzyża.

Belka stawała się coraz cięższa, droga bardziej kamienista. Grzechów ludzkości przybywało, a sił w umęczonym ciele ubywało… Jezus upadł po raz drugi. Słyszymy o trzech upadkach, ale ani razu, nikt nie pomógł Jezusowi wstać. Nie było nikogo kto by się na tyle przejął, żeby podnieść z ziemi człowieka, którego ponownie spotkało to samo cierpienie.

Ile to już ludzkich upadków widziałeś w swoim życiu? Jeden, dwa? Trzeciego może już nie być. Ten drugi upadek kogoś kto jest obok Ciebie, to Twoja ostatnia szansa żeby mu pomóc. „Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: “Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić…” (Mt 25, 41-42).

Stacja 8: Jezus pociesza płaczące niewiasty.

Wśród tego nienawistnego tłumu znalazło się kilka „ludzkich” osób. Maryja, Weronika, a teraz grupa kobiet, która nie ukrywa swojego żalu, widząc cierpienie Chrystusa. Jezus podchodzi do nich, prowadzi krótką rozmowę, udziela ostatnich pouczeń. Mimo bólu zachował sprawność umysłu. Tak jak kiedyś, wyjaśnia cytaty z Pisma. Nawet gdy sam cierpi nie zapomina o innych.

Tylko Ewangelia wg św. Łukasza wspomina o tym spotkaniu. Niby nic niezwykłego, ludzki gest. Nic dziwnego, że na widok krwi i męki kobiety zapłakały. Jednak dwa tysiące lat temu nie było to takie oczywiste. Tora nie pozwalała opłakiwać skazańców. Kobiety robiąc to publicznie dały świadectwo, że Jezus jest niewinny. Nie ma nic złego w cierpieniu z powodu męki Chrystusa, ale Jezus nie pozostawia wątpliwości, że bardziej zależy Mu na nawróceniu niż rozczulaniu się nad Nim. Mamy z tego wydarzenia wyciągnąć wnioski i zmienić swoje życie.

Stacja 9: Trzeci upadek Jezusa.

Powstałe w tradycji Kościoła trzy upadki, wcale nie muszą oznaczać, że dokładnie tyle ich było. Można to odczytywać symboliczne. Liczba „3” może wskazywać, że było ich wiele, ale równie dobrze, że były to trzy najpoważniejsze, najcięższe upadki; albo że zdarzały się co chwilę, bo przecież jak refren najsmutniejszej w historii ludzkości pieśni, powtarzają się w opisie męki Chrystusa. Na mnogość upadków może wskazywać również sposób przymocowania belki do ciała. O wiele bardziej obciążała ona jedną stronę powodując dotkliwe upadki.

Te stacje powinny się nazywać „upadek i powstanie”. Nie było takiego, po którym Jezus by nie wstał. Podniesienie się po ostatnim upadku, pewnie zajęło Mu więcej czasu niż po pierwszym, ale szedł dalej, do samego końca. O to chodzi w naszym życiu. Nie załamywać się niepowodzeniami i iść do przodu.

Stacja 10: Jezus obnażony z szat.

W czasie drogi krzyżowej Jezus miał na sobie tunikę i szatę wierzchnią. Łącznie dwie warstwy materiału dzieliły ciągle krwawiące ciało od poprzecznej belki krzyża. Po dotarciu na Golgotę drastycznie zerwano z Chrystusa ubranie. Ledwo co zatamowane i przyschłe do tuniki rany na nowo się otwarły, polały się strugi krwi, a Jezusa znowu przeszył ogromy ból.

Interpretacja drogi krzyżowej jako życia i krzyża jako cierpienia, jest powszechnie znana. Co w takim razie oznacza obnażenie z szat? Szata jest tym co widać z zewnątrz. Zewnętrzna warstwa wygląda całkiem dobrze, ale pod ostatnią są tylko głębokie rany. Są dobrze ukryte, nikt ich nie widzi, minęło trochę czasu i już nie krwawią… ale to nie znaczy, że zniknęły. Kiedyś będzie trzeba zerwać z siebie szaty. Jeżeli nie Ty, to zrobi to ktoś inny. Wtedy poleje się krew, będzie bolało jeszcze bardziej. Nie ma sensu się zamykać, chować wszystkiego głęboko w środku. Lepiej znaleźć kogoś przed kim można się otworzyć, uleczyć rany, zamiast je ukrywać.

Stacja 11: Jezus przybity do krzyża.

Gwoździe nie były wbite w dłonie. Gdyby tak było, ciało nie wytrzymałoby na krzyżu więcej niż 15 min, a przecież Jezus wisiał na nim 3 godziny. Przekłuto nerwy w nadgarstkach potęgując, niemałe już cierpienie. Stopy przybito razem, gwoździem o średnicy 2 cm.

Jezus do samego końca zachował pełną świadomość. Chciał przejść przez mękę świadomie. Dał świadectwo, że zrobił to dobrowolnie, że ta męka nie jest bezcelowa, że jest integralną częścią Jego nauki.

Skatowany, krwawiący, idący na śmierć Jezus nie odurzył się. Chciał mieć pełną świadomość tego co się z nim dzieje. A Ty jakie masz problemy, że musisz się upijać? Naprawdę ten świat jest aż tak zły, żeby brać narkotyki i całkiem o nim zapomnieć, chociaż przez chwilę? A może bierzesz bo chcesz pokazać jaki jesteś odważny i silny? Sam dobrze wiesz jak bardzo boisz się życia… Odwaga to świadome kroczenie przez życie, a nie uciekanie przed nim.

Stacja 12: Pan Jezus umiera na krzyżu.

„Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. Po tych słowach wyzionął ducha.” (Łk 23, 44-46). Ten fragment nie potrzebuje parafrazy. Lepsza będzie chwila ciszy i skupienia.

Zastanowić natomiast można się nad następnymi zdaniami. „Na widok tego, co się działo, setnik oddał chwałę Bogu i mówił: «Istotnie, człowiek ten był sprawiedliwy».” Naprawdę, aż tyle trzeba było żeby to sobie uświadomić? Cuda, których dokonywał wcześniej, nauka którą głosił to za mało, żebyś uwierzył? Musiał umrzeć, żeby Cię przekonać…

„Tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda”(J 19, 34). Nigdy nie wiadomo co jest w sercu drugiego człowieka. Obyś nie musiał go przebijać, żeby się dowiedzieć…

Stacja 13: Jezus z krzyża zdjęty.

Upewniono się, że Jezus umarł. Wyciągnięto gwoździe, powoli spuszczono ciało z krzyża. Położono je na kolanach Maryi. Pieta- obraz znany z większości kościołów, popularny motyw w sakralnym malarstwie lub rzeźbie.

Proroctwo Symeona się spełniło. Serce Maryi przeszył miecz boleści. Była matką samego Boga, szczególnie wybraną, została Królową Nieba i Ziemi… ale wcale nie miała łatwego życia. Bóg niczego Jej nie oszczędził. Widzieć śmierć swojego dziecka, to dla każdej matki najgorszy z możliwych widoków. „Bo w ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu – w piecu utrapienia” (Syr 2, 5). Jeżeli w swoim życiu doświadczasz cierpienia, to wcale nie musi znaczyć, że Bóg o Tobie zapomniał.

Stacja 14: Pan Jezus złożony do Grobu.

Ciało Jezusa spoczęło w grobie. Śpieszono się bo zbliżał się szabat, żeby go nie naruszać zdecydowano dokończyć rytualne czynności, gdy tylko się skończy. Pusty, ciemny grób. Pozbawione życia, skatowane ciało. Zamknięte i zapieczętowane wejście. Definitywny koniec. Właśnie w takiej scenerii dokonuje się największy cud w historii ludzkości. Bóg powstaje z martwych, ale nikt tego nie widzi. Widać tylko pusty grób przed i po szabacie.

Ile razy już za życia znalazłeś się w grobie? Ile razy zostałeś sam, otoczyła Cię ciemność i jedyne drzwi były zamknięte? Może nawet teraz jesteś w takiej ciemnicy. Może to jest właśnie ten moment, w którym Bóg dokona największego cudu w Twoim życiu?

Related posts