Scroll to top
© 2021, Theofeel

Tylko najbliższym osobom, tym, których darzymy zaufaniem możemy powierzyć klucze do swojego mieszkania. Jeśli bardzo nam zależy na tym, żeby się z kimś spotkać, z kimś kto mieszka daleko od nas, jesteśmy w stanie zorganizować mu drogę, środek transportu czy pokryć koszty podróży. Pan Jezus nas kocha, dlatego dał nam dostęp do wszystkiego, co umożliwi nam życie z Nim. Sakramenty. Widzialne znaki Bożej łaski są jak klucze do Bożego mieszkania, jak dobre komfortowe auto, które szybciej dowiezie nas do dalekiego celu niż nasza wędrówka, nawet w najlepszych butach. Oczywiście żadne porównania nie oddadzą istoty tego, co w Nich najważniejsze, jeśli sami nie spróbujemy ich prawdziwie dotknąć.

Spowiedź, Sakrament pojednania kojarzy się nam różnie. Traktowana czasem jako konieczność, coś co jest „po drodze” do Komunii Świętej. Może budzić w nas lęk przed wstydem, lęk przed wyznaniem swojej grzeszności, przed umiejętnym ocenieniem siebie lub przed tym co usłyszymy od kapłana.

Oczekujemy wiele albo chcemy szybko mieć to za sobą. Czy spowiedź święta jest tylko przykrym obowiązkiem? Przede wszystkim jest to spotkanie. Spotkanie z Najwyższym, który daje nam łaskę. Całe morze łask. Ocean łaski, zresztą Jego wielkości nie można przecież zamknąć w czymś, co ma jakiekolwiek granice. Najważniejsze, żeby pamiętać o tym czym w istocie jest Spowiedź.

Zanim przystępujemy do Sakramentu pokuty powinniśmy zrobić wnikliwy rachunek sumienia. Ocenić siebie? Chyba też nie do końca. Przed tym ważnym spotkaniem powinniśmy usiąść z Jezusem i zapytać Go co jest z naszej strony nie tak, jak i gdzie zaniedbaliśmy naszą więź z Nim. Gdzie nawaliliśmy i gdzie zachowaliśmy się nie tak jak powinniśmy. Często sama zadaję sobie pytanie: „Dlaczego wciąż pojawiają się te same grzechy?” i myślę, że nic się nie zmienia. Zapominam o tym, że powinnam podziękować Panu, że uchronił mnie od nowych przewinień. Nie chodzi o to żeby mówić „Nie” złym uczynkom, tylko o to, żeby mówić „Tak” Bogu. Sama spowiedź nie jest łatwą czynnością. Stajemy przecież przed człowiekiem z całą swoją grzesznością i wszystkimi słabościami, odkrywając zakamarki duszy.

Nie chodzi bynajmniej o tego kapłana, który jest też człowiekiem. Przecież to przez Niego działa Bóg. Konfesjonał nie jest gabinetem luster, w którym oglądamy siebie w zniekształconych formach, a Ksiądz nie jest karykaturą Boga. Chodzi zupełnie o coś innego. O naszą pokorę. Tylko poprzez nią, swoje upokorzenie możemy zrozumieć swoją słabość i czym ona jest. Obrazowo przychodzimy ze skruchą do człowieka, który ma nam pomóc uzyskać to, po co przychodzimy. To tak, jakby Pan Jezus wlał w ręce Kapłana łaskę Miłosierdzia dla Nas, którą możemy przelać do swojego serca czerpakiem pokory i żalu. Niczym więcej.

Jeśli popsuje się jakiś sprzęt, dotknie nas awaria trzeba go odprowadzić do miejsca, w którym się taką dysfunkcją zajmą. Prawdopodobnie czeka nas też solidny wydatek. Po naprawie czy regeneracji jakiejkolwiek rzeczy, coś jest już sprawne, ale dalej jest to ten sam przedmiot. Z naszym duchem, który też się czasami „psuje”, też choruje jest inaczej. Idziemy do Jezusa, który poprzez Sakrament pokuty daje nam nowego Ducha. Zostajemy tacy sami, ale nowi. Bez kosztów, za to z ogromną nagrodą.

Wcale nie musimy poczuć się dobrze po spowiedzi. Zupełnie nie o to chodzi. Spowiedź nie jest usprawiedliwieniem naszych słabości, nie jest poradą psychologiczną, nie jest środkiem znieczulającym czy idealizowaniem lub samooskarżaniem siebie. Nie jest nawet usługą naprawczą tylko prawdziwym spotkaniem z Jezusem, który nas uzdrawia i jeśli chcemy, daje nam nowe życie.

Spowiedź = wyznanie, przyznanie się, zawierzenie. Pan Jezus zawsze pyta, czy chcemy i gdzie chcemy Jego interwencji. Wyznanie grzechów jest więc też prośbą o nasze uzdrowienie z nich. Pod warunkiem wykazania z naszej strony chęci poprawy.

Kapłan jest cudownym narzędziem w spotkaniu z Jezusem Miłosiernym. Bywa, że jest jak tłumacz języka Ducha Świętego w naszym życiu. Nie da nam odpowiedzi na wszystkie pytania, nie przejdzie za nas naszymi drogami, ale wydobędzie z nas te odpowiedzi, których potrzebujemy i nakieruje na prawidłowy ich odbiór.

Nie możemy jednak nigdy uzależniać swojej spowiedzi od emocji jej towarzyszących. Najważniejsze w niej samej jest spotkanie z Jezusem, który daje nam nowe życie. Poczucie wstydu świadczy o zdrowiu naszego sumienia. Poczucie grzeszności to już Jego światło, w którym stajemy. Malutki konfesjonał to miejsce Wielkiego Spotkania i naszego zanurzenia się w Miłości Boga. Czy potrzeba jeszcze fajerwerków?

Dobra spowiedź to nie taka, po której fajnie się poczujemy, bo spowiadał jakiś wesoły ksiądz, nie taka, która jest rutynowym zajęciem czy jakimś mechanizmem w życiu religijnym. Dobra spowiedź to taka spowiedź, która otworzy nam drzwi prawdy, w której staniemy przed Panem Jezusem. To taka, do której pójdziemy w świadomości tego czym ona jest i jak wiele możliwości nam daje. Dobra spowiedź to nie przyzwolenie na Komunię, ale klucz do naszego nawrócenia. Finalnie to nasza metanoja. Nikt nas nie oceni, nie oskarży i nie potępi. Słowa, na które czekamy „I ja odpuszczam Tobie grzechy w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego” są jak te z kart Pisma Świętego; „…I Ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz.” (J, 8,11) skierowane osobowo, z miłości do mnie i do Ciebie.

Iwona Sakrajda

Related posts