Scroll to top
© 2021, Theofeel

Nieustannie w życiu z czymś walczymy. Walczymy z przeciwnościami losu, z postanowieniami, ze swoim lenistwem, ze zmęczeniem, ze zniechęceniem. Walczymy z zimnem, ubierając się ciepło. Walczymy ze słabościami, wzmacniając swoje mocne strony. Największa walka, która się odbyła to ta, którą już Ktoś wygrał za nas. Wygrała miłość z nienawiścią. Wygrało życie nad śmiercią, zbawienie nad potępieniem. My wciąż podejmujemy walkę. Z najbardziej destrukcyjnym zagrożeniem dla nas. Z samymi sobą. Z naszą wolnością. Absurdem jest obwinianie Boga za zło w naszym życiu. To tak jakbyśmy uczestniczyli w przyjęciu, siedząc przy obficie zastawionym stole, kosztując tylko tych potraw, które są ciężkostrawne, tłuste czy zwyczajnie niezdrowe i byli źli na organizatora. Objadając się tym pożywieniem, powodującym niestrawność, niestosowne byłyby pretensje do gospodarza, który przygotował pełen zestaw potraw.

Pan Bóg też sadza nas przy sowicie zastawionym stole, z wielkim wyborem swoich łask. Oczywiście w opozycji zły też podrzuca swoje różne smaki ale wybór wciąż należy do nas. Sami wybieramy, co znajduje się na naszym talerzu i którego kucharza wybierzemy. Wybór czasem też może być walką. Od najmłodszych lat przedstawiane nam w bajkach symbole dobra i zła kłócą się ze sobą uprawiając przy tym najlepszą reklamę. Mimo, że czasem nie zdajemy sobie sprawy tak się dzieje nieustannie.

Czym są pokusy i dlaczego są? Pokusa jest nakłanianiem do zła, co skutkuje przeważnie bolesnymi konsekwencjami, własnym cierpieniem albo chwilowym triumfem, pychą, czyli wszystkim tym, co oddala nas od poczucia prawdziwego szczęścia. Jeśli jej ulegamy. Mimo wszystko są potrzebne, dzięki nim możemy wzrastać. Trudne i bardzo wyczerpujące może być zmaganie się z nimi, będąc w złej kondycji. To tak jakbyśmy dzisiaj chcieli stanąć do walki z mistrzem boksu. Ryzykowne, co więcej- walka z góry byłaby skazana na naszą porażkę. Dlatego tak ważna jest wytrwałość i treningi w walce ze sobą. Kiedy zaczynam „odpuszczać”, skracać swój czas przeznaczony na spotkanie z Bogiem, kiedy zaczynam traktować trochę powierzchownie swoją relację z Panem, tłumacząc się przy tym brakiem czasu lub mnóstwem obowiązków, automatycznie zapraszam do swojego życia zagrożenia. Słabnie moja kondycja, słabnie moja czujność i odporność . W konsekwencji słabną moje siły do walki. Jeśli będziemy trenować naszą duchową odporność modlitwą, lekturą słowa Bożego i wszystkim, co zbliża nas do Boga, będziemy wyraźniej słyszeć swój wewnętrzny głos, który podpowie nam jakich użyć ruchów i co zrobić aby wygrywać. Jak nasz mistrz. Jego mamy naśladować, a On prawdziwie wygrał i wygrywa nadal. Najbardziej logicznym rozwiązaniem jest poświęcanie Bogu swojego czasu, swojego życia i swojej codzienności. W relacjach z ludźmi, których kochamy pragniemy z nimi być. Potrzeba bliskości wzrasta z czasem, potrzebujemy więcej wspólnych chwil, więcej obecności. W relacji z Bogiem nie może być inaczej . Bóg dla nas stał się człowiekiem, więc takiej naszej ludzkiej, niedoskonałej miłości i naszej bliskości od nas pragnie. Wiemy o tym wszyscy, a jednak bywa różnie.

Pokusa jest też swoistym sprawdzianem. Poznajemy prawdę o sobie, o naszej kondycji i zdolności do poświęceń dla Boga, a w konsekwencji dla naszego dobra. On niczego innego dla nas nie pragnie. Mamy dążyć do świętości, a to ciężka praca, treningi i ciężka walka. Gdyby nie pokusy nasza pycha stałaby się chyba większa od nas samych. Co jednak zrobić, kiedy te dwa „głosy” kłócą się w nas ze sobą i oba zapraszają na swoją korzyść. Uważam, że nie powinniśmy rozmawiać ze złem, nie powinniśmy próbować smaku, czegoś, co wiemy, że nam zaszkodzi. Bo właściwie po co?

W sezonie przeziębień, niestabilnej pogody, częstotliwość występowania infekcji rośnie. Wzmacniamy więc swoją odporność, każdy na swój sposób. Pijemy ciepłą herbatę z cytryną i miodem, ciepło się ubieramy. Nie znam nikogo, kto ryzykuje i chodzi w zimie w sandałach bez skarpet i w letniej koszulce. Dlaczego więc tak często stajemy do walki, jaką jest życie niezabezpieczeni? Ryzykujemy najwyższą stawkę… Ryzykujemy chorobą, ryzykujemy zranieniami duszy. Ryzykujemy utratą życia wiecznego. Pan Bóg nie będzie kazał nam biec w maratonie, kiedy jesteśmy na początku drogi dbania o formę duchową. Nie będzie podsyłał przeszkód pod nogi. Nasze cierpienie nie jest Jego wolą. Za nie odpowiedzialny jest ktoś inny. Pan Bóg będzie nam pomagał walczyć, będzie pomagał przeskoczyć te wszystkie przeszkody. Musimy pamiętać o utrzymaniu formy, aby w razie ich wystąpienia mieć siłę się z nimi zmagać i nie narażać się na urazy.

Każdy z nas ma w swoich zapasach za dużo złych składników. Trzymamy gdzieś jakieś niepotrzebne żale, urazy, oceny, każdy gdzieś coś ciężkiego ma…

Czasem zapraszamy tych kucharzy do naszej kuchni, którzy gotują dla nas potrawy duchowe wpędzające w chorobę…. Lepiej więc zbierać te dobre składniki na zdrowe dla nas pokarmy, które nie tylko nasycą ale poprawią naszą odporność. Duchowość też musi się dobrze odżywiać.

Zło będzie w naszym życiu, będzie nas zapraszać, kusić, będzie przeszkadzać. Tak bardzo nienawidzi człowieka. Tylko, że to Miłość wygrała z nienawiścią. Pamiętajmy o tym.

„Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj.” ( Rz, 12, 21 )

Iwona Sakrajda

Related posts