Scroll to top
© 2021, Theofeel

Mam dla Ciebie zagadkę – z czego najbardziej dumni są Francuzi? Od razu Ci podpowiem, że na pewno nie ze swojej chrześcijańskiej przeszłości… Niestety. A więc z czego? Z pięknych zabytków? Nie. Z imponującego dorobku kulturowego? Nic podobnego. Z pięknych krajobrazów? A gdzie tam!

Okazuje się, że kraj o ponad 1000-letniej tradycji chrześcijańskiej chlubi się tak zwaną polityką laïcité, która od 1905 roku nieustannie podbija serca Francuzów. Władza skutecznie wmawia swoim obywatelom, że ich szczęście możliwe jest tylko w kraju neutralnym światopoglądowo. Któż z nas nie słyszał jeszcze o słynnym zakazie ustawiania szopek bożonarodzeniowych w miejscach publicznych ?

Jeżeli jednak sądzisz, że takie egzotyczne zdarzenia mają miejsce wyłącznie w odległej Francji, to srogo się mylisz. Owszem, jeszcze w latach 90 i na początku XXI wieku powyższy opis wydawałby się nam, Polakom, dość obcy, żeby nie powiedzieć szalony. A gdyby jakiś samozwańczy prorok przepowiadał naszemu kraju laicyzację, popukalibyśmy się w czoło i skomentowali z pobłażaniem: „Ten to ma dopiero futurystyczne wizje!”

Niestety okazuje się, że ta nierealna przyszłość powoli staje się faktem. Sprawa jest poważna. Spróbuj czytać w miejscu publicznym katolicką prasę lub teologiczną książkę. Zapewniam Cię, że nie zostanie to niezauważone, ale bynajmniej nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu… Ironiczny wyraz twarzy, dający Ci do zrozumienia, że należysz do szeregu moherowych beretów gwarantowany. Nosisz krzyżyk na szyi? Jeżeli jesteś uczniem lub studentem, to możesz odetchnąć z ulgą, gdyż zmierzysz się “jedynie” z ironicznymi uśmiechami Twoich znajomych. Jeżeli jednak już pracujesz, to mam dla Ciebie niemiłą wiadomość – Twoja posada najprawdopodobniej wisi na włosku. No, chyba że zdejmiesz krzyżyk. Wtedy znów staniesz się kompetentnym pracownikiem na miarę XXI wieku.

Przesadzam? A gdzieżby! Wszystkie powyższe sytuacje są z życia wzięte, a opisałam tylko niektóre i to w nieprzyzwoitym wręcz skrócie. Uwierz mi, że gdybym miała podzielić się wszystkimi spostrzeżeniami i doświadczeniami, powstałaby z nich całkiem grubaśna książka (której zresztą nikt nie chciałby wydać).

No ale jak to się stało? Jak do tego doszło? Już spieszę z odpowiedzią i niestety będzie ona niezwykle deprymująca – sami jesteśmy sobie winni. My, chrześcijanie. Nikt inny. Żadne lewackie partie polityczne, ruchy LGBTQ (być może ostatnio doszła jakaś kolejna literka), loże masońskie i inne dziwne organizacje, tudzież ruchy. To my chrześcijanie przyczyniliśmy się do wyparcia religii ze sfery publicznej. To przez nas Sacrum, które od początku istnienia świata było jego nieodłączną, akceptowaną częścią teraz stało się czymś godnym pożałowania, wstydliwym, nieatrakcyjnym, głupim i naiwnym.

Zazdroszczę moim dziadkom. Swoją młodość przeżyli bowiem w czasach, kiedy wiara nie była powodem do wstydu, lecz dumy, a ludzie przykładali wagę do tak niemodnie teraz brzmiących „zasad moralnych” i „społecznych konwencji”. Jeszcze moi rodzice zdążyli zaznać piękna konserwatywnego wychowania, choć nie w takim stopniu, jak ich poprzednicy. Wszak ruch hippisów i rewolucja seksualna Polski niestety nie ominęły…

Naprawdę zazdroszczę starszym pokoleniom, bo jeszcze 40 lat temu nikomu by do głowy nie przyszło, że ksiądz może chodzić poza murami kościoła bez sutanny. A teraz? Czy widziałeś na ulicy księdza w sutannie? Ba, o czym ja mówię – czy widziałeś na ulicy księdza w koloratce? Rzadki widok, prawda? Mam wrażenie, że znacznie częściej spotykam kominiarza, niż kapłana posiadającego jakiekolwiek odznaki przynależności do swojego stanu… Co gorsza, nawet zakonnicy popuścili sobie cugle i z coraz większą śmiałością zakładają na siebie świeckie ubrania… Tylko siostry jeszcze trzymają fason. Jeszcze…

Szanowni Duchowni! Któż jak nie Wy ma dawać przykład wiernym mężnego przyznawania się do Chrystusa? Przypomnijcie sobie, z jakim utęsknieniem czekaliście w seminarium na swoją pierwszą sutannę i z jaką dumą pojawialiście się w niej w miejscach publicznych! Co się stało, że Wasz zapał do ewangelizacji ludzi poprzez wygląd i postawę osłabł, a nawet wygasł?

Jednak my, wierni, wcale nie jesteśmy lepsi. Chociaż często obwieszamy się chrześcijańską biżuterią i wyglądamy jak bożonarodzeniowe drzewko, to boimy się stawać w obronie naszej religii. Ileż jest sytuacji, w których nasi znajomi, współpracownicy, członkowie rodziny i zupełnie obcy nam ludzie otwarcie szydzą z Kościoła i Pana Boga! Ostatnimi czasy dzieje się to wręcz nagminnie. Niestety zdecydowana większość z nas woli nie zabierać głosu, bo przecież to hańba uchodzić za „katola z ciemnogrodu”, albo, nie daj Boże, zostać odrzuconym z danej grupy społecznej. Tylko, drogi Bracie i droga Siostro, czy w takiej grupie społecznej naprawdę warto trwać?

Iwona Płotka

Related posts