Scroll to top
© 2021, Theofeel

Jeśli obok Ciebie znajdzie się ktoś głodny, a Ty będziesz miał co jeść w nadmiarze, czy nie podzielisz się z nim? Jeśli ktoś obok Ciebie będzie miał kłopoty finansowe, a Ty akurat będziesz w dobrej kondycji materialnej, nie podzielisz się, chociaż niewielka kwotą?

Jeśli obok Ciebie jest ktoś głodny Boga, czy nie powinieneś się z nim podzielić? Nie chodzi o przekazywanie swojej wiedzy religijnej, upominanie, pouczanie czy nakazywanie. Jak więc zachęcić innych do wiary? Jak zachęcić innych do najpiękniejszej relacji w naszym życiu?

„ Nikt nie zapala lampy i nie przykrywa jej garncem ani nie stawia pod łóżkiem; lecz umieszcza na świeczniku, aby widzieli światło ci, którzy wchodzą.” Łk 8,16 Nie wolno nam chować swojej wiary. Najpiękniejszym zachęceniem i czymś, co przemawia do mnie samej są świadectwa i osobiste doświadczenie Boga w życiu. Czasami bliska jest mi też postawa św. Tomasza i sama nie potrafię uwierzyć dopóki nie zobaczę, dopóki nie doświadczę… Jeśli jednak widzę pełne miłości i zachwytu twarze opowiadające o Jezusie, coś we mnie pęka. Jeśli widzę jak ktoś się zmienia i zmienia się jego życie, to jest to dla mnie powód, żeby spróbować przekroczyć próg, za którym jest coś co daje szczęście. Skoro więc do mnie samej najbardziej przemawiają doświadczenia innych, to tym samym powinnam dzielić się swoimi własnymi doświadczeniami z innymi. To najpiękniejsze i najgłośniejsze zaproszenie. Zło jest bardzo krzykliwe i pełne promocji. Musimy wyjść mu naprzeciw i nieść światło tam, gdzie wciąż jest bardzo ciemno. Tylko w ten sposób możemy zapraszać innych do pragnienia prawdziwego Boga i Jego blasku.

Tym samym dziś chciałabym się podzielić jednym ze swoich doświadczeń, dla mnie bardzo wymownych i ważnych. Mimo, że żyjemy już w duchu zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia i radosnego oczekiwania to chcę wrócić wspomnieniami do czasu Triduum Paschalnego. Był Wielki Czwartek. Dzień nadzwyczaj wyjątkowy. Bogaty w oprawę liturgii i pełnego zadumy ducha. Jako osoba rozkochana w Eucharystii, oczekuję tego dnia, też ze względu na uroczystą Komunię w dwóch postaciach i chwili zatrzymania. Niestety przypadł mi dyżur. Tak też zamiast w Kościele musiałam być w pracy. Zdążyłam się już przyzwyczaić do tego, że zawód pielęgniarki jest pełen podobnych trudności, jednak czułam ogromny smutek a nawet frustrację i żal. Chwilami przepełniona rozczarowaniem pytałam Pana w sercu „Dlaczego nie mogę być dziś w Kościele?”, „Dlaczego nie mogę Cię dzisiaj przyjąć w tej uroczystej oprawie?”

Wracałam do pracy, po czym znowu karmiłam się smutkiem. Dzień mijał. Mijały godziny a tym samym rosła moja świadomość rozpoczynającej się niebawem Eucharystii. Było mi smutno. Doskonale pamiętam swoje emocje, bo nie zapomnę tego co zrobił Pan. W odpowiedzi na moje pragnienia i rozterki, otrzymałam potwierdzenie Jego obecności. Dla mnie bardzo realnej i prawdziwej. Do szpitala trafił bezdomny człowiek. Poobijany, smutny, zmęczony i zaniedbany. Potrzebował pomocy i właśnie mojej opieki, pochylenia się nad nim. Jezus przyszedł do mnie w tym człowieku. Pokój wlał się do mojego serca a oczy przepełniły łzami… On jest obok nas, czasami niedostrzegany albo zapomniany. Jest w drugim człowieku przede wszystkim. Tak jak jesteśmy głodni Jego, tak powinniśmy być głodni miłości do drugiego człowieka.

Dlaczego o tym piszę? Bo to moje świadectwo, jedno z wielu i wiem, że każdy ma swoje mniejsze lub większe doświadczenia Bożej Obecności i Jego odpowiedzi. Nie bójmy się o tym mówić i zapraszać innych do relacji z Panem. Motywujmy i zachęcajmy innych do skosztowania tego, co likwiduje nasz głód. Tak jak ten człowiek, któremu miałam zaszczyt pomóc. Był głodny, cierpiący i potrzebujący pomocy. Tak wiele jest obok nas głodnych, zaniedbanych i „bezdomnych” dusz. Nie zostawiajmy wygłodzonych miłości ludzi bez Boga. Nieśmy Go. Swoim życiem i swoim doświadczeniem. Niekoniecznie tymi wszystkimi, niewątpliwie pięknymi praktykami religijnymi ale tym wszystkim, co za nimi idzie…

Do dzieła!

Iwona Sakrajda

Related posts