Scroll to top
© 2021, Theofeel

Są w życiu takie momenty, kiedy myślę dlaczego wokół tyle trudności. Modlitwa, wydaje się być niewysłuchana, a wszystkie próby zrozumienia czegokolwiek są bezowocne. Cisza i brak informacji zwrotnej od Stwórcy. Pytania się mnożą, a słowa „Nie bój się, wypłyń na głębię…”- stają się tylko słowami z pięknej pieśni. W przypadku trudności czasami cierpi na tym nasza wiara. Mogłoby się wydawać, że zostajemy sami, bez wsparcia, a wszystko jest przeciw nam.

Są też w życiu sytuacje, które są trudne i długotrwałe albo nawracające, wręcz przewlekłe. Dlaczego? I gdzie w nich jest Bóg, który przecież chce dla nas samego dobra? Czasami, kiedy napotykam na swojej drodze trudności słyszę pytania; „Dlaczego Ty, skoro jesteś wierząca jesteś teraz w takiej, a nie innej sytuacji?”

Droga z Jezusem to często droga krzyżowa ale droga z finałem Zmartwychwstania. Dlatego warto nią kroczyć. To trudne i czasami nie bardzo rozumiemy dlaczego akurat prowadzi takimi a nie innymi ścieżkami. Doświadczenie nauczyło mnie też bardzo ważnej i istotnej lekcji. Kiedy znajdziemy się na wodzie, jeziorze, morzu, rzece… nie mamy możliwości na utrzymanie się na jej powierzchni (nawet gdybyśmy byli pływakami o umiejętnościach Otylii Jędrzejczak czy Pawła Korzeniowskiego), jeśli w naszych kieszeniach jest pełno kamieni, które ciągną nas w dół. Dlatego właśnie nie możemy czasem wybrnąć z życiowych głębin, wielokrotnie się podtapiając. Pan Bóg nas uczy jak zmienić swoje serce. On kocha nas, dlatego pragnie tej przemiany. Nie zmienia często naszej sytuacji, pozycji, dlatego, że ciągle napychamy swoje „kieszenie” kamieniami, głazami w postaci pychy, próżności, egoizmu, nieufności. Musimy się tego pozbyć, inaczej na głębię wypłynąć się nie da. Bóg nie chce naszych łez. To my sami często nosimy swoje ciężary zamiast się nich pozbyć.

Słyszymy też o świadectwach osób, które doznały łaski nawrócenia w momencie trudności w życiu, w momencie swoich „podtopień” czy „utonięć”. Myślę, że te sytuacje są dopuszczane po to aby nas przemienić i po to abyśmy z Nim pobyli. Bóg czeka na każdą chwilę spędzoną z ludźmi, a czasami dzieje się tak, że człowiek czeka na chwilę grozy w życiu i dopiero wtedy spędza czas z Bogiem. Przecież znamy stwierdzenie: ”Jak trwoga to do Boga”. On chce z nami pobyć, nawet jeśli nam się wydaje, że wcale nas nie słyszy.

Tylko dzięki modlitwie jesteśmy w stanie patrzeć na wszystko inaczej, tylko dzięki modlitwie możemy pełnić wolę Ojca, a nie swoją. Dlatego tak ważna jest pokora. Właśnie klęcząc, jesteśmy w stanie zrozumieć, że nie rozumiemy nic. Czasami prosimy o poprawę sytuacji, zdrowia, czegokolwiek, a nie wiemy jaka jest Boża wola. Może konsekwencją trudnych chwil będzie coś co zbliży do Boga, a to przecież jest największe szczęście. Życie możemy przebrnąć jedynie „na tratwie” modlitwy. Zginając kolana i zniżając się przed Bogiem, wierząc, że tylko On chce dla nas jak najlepiej. Modlitwa jest jedynym sposobem na życie. Jest ważna, ośmielę się powiedzieć, że najważniejsza. Jezus, nasz Pan pokazał Nam swoim życiem, że modlitwa daje prawdziwe życie. Nie zabiera czasami trudności, nie zabiera ale w zamian daje zaufanie. Sama, z własnego doświadczenia wiem, że wiele z moich próśb (chociaż nie tylko o to chodzi w modlitwie), zostaje wysłuchanych. Pojawiają się dziwne „zbiegi okoliczności” i tak jak szybko znalazłam się w tarapatach, tak szybko Pan mnie z Nich wyciąga. Są też sytuacje, których nie rozumiem ale przecież nie muszę. Ktoś się o mnie zatroszczy, jeśli Mu na to pozwolę. Jeśli w to uwierzę. A uwierzę jedynie poprzez moją relację z Bogiem, jedynie poprzez modlitwę.

Jest jednak warunek, żeby życie nas nie pochłonęło i żebyśmy się nie utopili, żebyśmy mogli wypłynąć na głębię- musimy opróżnić „kieszenie” z grzechów, tych czasami pominiętych: z nienawiści, pychy, kłamstwa… Tylko one są barierą, a później już nie trzeba nam się bać. Możemy „wypłynąć na głębię…” na naszej tratwie, łodzi czy jachcie, którym jest modlitwa. Jeśli będzie szczera i prawdziwa, płynąca z serca i jeśli będzie obecna w naszym życiu, to będzie z Nami Jezus, a wtedy już niczego nie trzeba się bać.

Iwona Sakrajda

Related posts