© 2020, Theofeel

Nauka chodzenia


ad_theo - 4 listopada 2016 - 0 comments

Poszukiwanie prawdy o sobie przypomina wspinaczkę na szczyt, podczas której stajemy “twarzą w twarz” z wszystkimi naszymi ograniczeniami. Droga na skróty wydaje się być kusząca, ale jest… nierozwojowa. Jeśli nie interesują nas półśrodki, musimy mieć świadomość tego, że często kolejne ambicje rozbijać się będą o naszą bezsilność. Takie mierzenie się z pokonywaniem własnych granic może nam wyjść jednak tylko na plus. Oczywiście przy odpowiednim nastawieniu. Grunt to pozostać blisko siebie po to, aby nie zaprzepaścić tej szansy.

Najtrudniejszy pierwszy krok

Ostatnio często rozmyślam o nieporadności, jaka towarzyszy mi w odkrywaniu nowych sposobów wyrażania moich emocji i potrzeb. Czuję się w tym trochę jak dziecko uczące stawiać się pierwsze kroki, które jest jednocześnie przepełnione ciekawością i niepewnością, podekscytowaniem oraz lękiem. Do tego wyrywam się naprzód z opiekuńczych ramion ojca, który zostaje z tyłu, gorąco dopingując mnie do wykonania tego pierwszego kroku… Tym Kimś jest Bóg. Nie widzę Jego twarzy, choć mogę usłyszeć, co do mnie mówi. Czuję Jego wsparcie i opiekę, ale wiem, że sam muszę znaleźć sposób na wstanie i nieśmiałe pójście naprzód. I tak jest z każdą większą zmianą w moim życiu. Niepewne kroki zmieniają się w pewny chód, a później niefrasobliwy bieg oraz radość: „tak, dałem radę!” Często mam ochotę dodać: „zrobiłem to sam”, ale to nie do końca byłoby zgodne z prawdą. Bo i wcale nie tak łatwo przychodzi mi znalezienie klucza do poradzenia sobie z kolejnym ograniczeniem. Szukam, zastanawiam się, wchodzę w daną sytuację, robię coś nowego, a później… Mogłoby się wydawać, że będzie już tylko lepiej, ale nie, wycofuję się, chowam, bo nowe mnie przerasta…

Rozwojowy kryzys

Takich trudnych momentów doświadcza zapewne każdy z nas. Nie są one dane nam po to, by uprzykrzyć nam życie. Dzięki nim odkrywamy schematy, w których funkcjonujemy, często nawet latami, nie zdając sobie sprawy, że tak na dobrą sprawę są dla nas złe. Samoświadomość jest pierwszym krokiem ku zmianie. Co dalej? Uczymy się wyjścia z założenia, że nie ze wszystkimi problemami jesteśmy w stanie poradzić sobie samodzielnie. I koniecznie porzućmy złudne nadzieje, będące najczęściej podszeptem złego, że tylko my jesteśmy dalecy od ideału, nie to, co inni… Prawda jest taka, że „każdy coś ma”, choć nie każdy się do tego przyznaje lub nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Zmierzenie się z samym sobą to wielki akt odwagi! Chociaż przynosi on z sobą ból niezrozumienia oraz smutek. Emocje oddziaływują na człowieka chyba najsilniej, dlatego droga do ich poznania i „oswojenia” jest najtrudniejsza. Bo wcale nie zmagamy się z tym, co na zewnątrz, co przynosi nam świat, ale z samym sobą, z własnymi reakcjami na określone sytuacje. Ta świadomość pozwala nam odkrywać siebie, nieznane motywy i impulsy, a także budować nową ścieżkę reagowania na nie.

Człowiek nie jest sam

W takich kryzysowych chwilach Bóg wydaje się być – jeśli nie nieobecny – to bardzo odległy. Wrócę na moment do obrazu ojca obserwującego dziecko, które próbuje stanąć na własnych nogach. To, że nieudanej próbie towarzyszy żal oraz płacz nie oznacza, że opiekunowi przestało zależeć, doznaje rozczarowania czy odrzuca malucha. Wręcz przeciwnie! Tak samo jest z Bogiem, który otwiera na nas swoje serce i mimo że Go nie widać, to nadal jest i trwa przy nas! On nigdy się nie odwraca.

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 1, 28). Bo nie warto kurczowo trzymać się swojego planu na życie, który może wydawać się nam tym, co jest dla nas w tej chwili najlepsze, ale tej pewności, że Bóg ułoży nam „mapę” naszej wędrówki. Raczej nie najwygodniejszą, jednak najbardziej rozwojową z możliwych.

Przemysław Sobolewski

Related posts