Scroll to top
© 2021, Theofeel

Szukałam go wszędzie. W opiekuńczości mojej mamy. W sile i zaradności moich starszych braci. W beztrosce dzieciństwa. W samotnych zabawach. W towarzystwie rówieśników. W nastoletnich przyjaźniach. W platonicznych miłościach. W działalności na rzecz społeczeństwa. W oddaniu się nauce i pracy. W sobie.

Szukałam go przez całe życie. Czasem w towarzystwie odczuwającej litość osoby, najczęściej jednak samotnie. Ponad dwadzieścia lat dreptania w mroku. Ponad dwadzieścia lat rozpaczliwego szukania go – szczęścia.

I w końcu nastał ten piękny, upragniony czas, gdy wszystkie marzenia spełniają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Otrzymałam wszystko to, za czym tęskniłam od najmłodszych lat. Bóg nie pominął żadnego z moich najskrytszych pragnień. Mało tego, ofiarował mi nawet więcej, niż chciałam. Przyjaźń, wspólnota – to tylko niektóre z tych prezentów.

Nastał czas radości, wesela. Rozsmakowywałam się tą słodyczą, nie przyszło mi do głowy, że miodu może w końcu zabraknąć. Albo że nadmiar słodkiego smaku z czasem staje się nie do zniesienia. Wydawało mi się, że Bóg do końca moich dni będzie wynagradzał mi lata nieszczęść, że teraz już „wszystko się ułoży”. Wszystko zostało mi dane. Czegóż chcieć więcej?

Ale stan upojenia w końcu minął. Czar prysł. Nastał moment, gdy zaczyna się krytycznie przyglądać swoim „zdobyczom”. Czy przyjaciel dał mi szczęście? Chwilowe. Czy wspólnota dała mi szczęście? Tak, ale też chwilowe. Przykładów można by mnożyć. Wszystko zostało mi dane. I… niczego to nie zmieniło. Głód pozostał. Wszak słodycze dają tylko pozorne uczucie sytości. Za chwilę znowu robisz się głodny. Czy mam przyjaciela? Już nie. Czy mam grono osób, na które mogę liczyć? Już nie. Czy mam „swoje” miejsce, w którym mogę robić coś dobrego? Już nie. Bo wszystko na tym świecie osiąga swój punkt kulminacyjny, by następnie nieuchronnie zmierzać ku końcowi.

Tylko Bóg się nie zmienia. Tylko On jest wciąż taki sam, tylko On pozostanie Tobie wierny na zawsze. Tylko On kocha cię miłością doskonałą. Teraz już wiem, by nie przywiązywać się do nikogo. Być jak skała, której nie zdoła naruszyć nawet największa wichura, nawet najpotężniejsza powódź. Nie przywiązywać się do żadnych rzeczy ani osób. Być ponad nimi. Być obok nich.

Wszystko zostało mi dane. I niczego to nie zmieniło. Jednak w końcu odkryłam coś, co miałam od początku, co będę mieć już na zawsze i co w zupełności mi wystarczy do tego, bym mogła uznać swoje życie za spełnione – Bożą Miłość. Po 26 latach szukania wreszcie znalazłam moje upragnione szczęście. Jest ono w Bogu.

Iwona Płotka

Related posts