Scroll to top
© 2021, Theofeel

„Przyjaciela mam,co pociesza mnie, gdy o Jego ramię oprę się…”

Strasznie ciężko przychodzi mi wyobrażenie sobie takiej ludzkiej i bezpośredniej relacji z Jezusem. Relacji pełnej namacalnej bliskości i ciepła. Kiedy jednak słyszę znajomy głos jednego ze swoich przyjaciół, podaję mu rękę na przywitanie czy spoglądam w oczy w czasie rozmowy. Wtedy przychodzi mi do głowy pewna myśl. Bóg działa poprzez ludzi. Dzięki nim mogę rzeczywiście doświadczać Jego miłości, mimo że jest tak daleko, choć z drugiej strony – to jednak przecież tak blisko. Ostatnio zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo dzięki przyjaciołom odkrywam Jego obecność w swoim życiu.

Warto rozmawiać

Przez lata moja modlitwa składała się z kilku rutynowo powtarzanych formułek. Bez większego entuzjazmu czy głębszego zaangażowania. Po prostu była. Niemniej wydawało mi się, że taka forma jest odpowiednia i jak najbardziej akceptowalna. Ale i bardzo oficjalna. Dopiero w momencie, kiedy zacząłem mówić do Jezusa w taki sposób, w jaki rozmawiam z bliskimi osobami, „wstąpiło” w nią życie oraz mnóstwo emocji. To wspaniałe móc wyżalić się czy podziękować za to, co dobrego mnie spotkało, czyniąc to w taki spontaniczny sposób. Bez kalkulacji, czy tak wypada, czy też nie. Bez kurtuazji, ale i bez „lukrowania”. Oczywiście Jezus zna stan naszego ducha i wie, co tak naprawdę przeżywamy – to mogłoby wystarczyć. Tyle że jak w każdej relacji, mamy wybór – albo odsłaniamy swe wnętrze, albo nie. Przyjaciel może dowiedzieć się od nas tylko tyle, ile sami chcemy mu powiedzieć. Jezus szanuje naszą wolność.

Daj się ponieść Duchowi

W skracaniu dystansu w poznawaniu Jezusa bardzo pomogły mi msze uwielbieniowe. Szalejący Duch Święty, strumienie łask Bożych, miłość unosząca się w powietrzu, śpiew, taniec, radość – słowem świetna zabawa! Dzięki temu mogłem otworzyć się na pogłębianie tej relacji i w ogóle na innych ludzi. To fantastyczne doznanie – porzucenie kontroli nad myślami oraz emocjami, przeżycie swego rodzaju uwolnienia i pozwolenie na poprowadzenie się temu, co się dzieje dookoła. Warto „stosować” to antidotum na wszelkiego rodzaju smuteczki i powtarzać je – w miarę możliwości – jak najczęściej. Poprzez uwielbienie oddajemy Jezusowi chwałę, stawiając Go w tym momencie absolutnie na pierwszym miejscu. Ta niezwykła łączność pozwala doświadczyć emocjonalnego katharsis. Jest to też piękna, obustronna więź człowieka z Bogiem. My okazujemy Mu naszą wdzięczność, nadajemy szczególne znaczenie Jego obecności w naszym życiu oraz odnawiamy naszą relację, a On zsyła na nas nieprzebrane morze miłości i moc Swoich darów. Bez żadnych limitów i ograniczeń. Zawsze!

Potrzebni są ludzie…

W twarzach moich przyjaciół widzę oblicze Jezusa. Pełnię dobroci, poczucie bezpieczeństwa, mnóstwo zrozumienia i tak bardzo potrzebnego mi wsparcia. Wspaniałe jest to, że widzę, jak jesteśmy sobie nawzajem potrzebni. Idziemy razem przez życie, mając swoje – jakże często podobne – przejścia i dopingujemy się wzajemnie, niosąc swój krzyż. Naszą relację cementuje Jezus, a to doświadczenie nie byłoby możliwe bez Jego obecności. I właśnie wtedy, kiedy zwracam się do Niego z prośbą o pomoc, jakże często dostaję ją za pośrednictwem moich bliskich. Jakie to niesamowite, że tak pięknie skrzyżował nasze ścieżki, abyśmy mogli też istnieć dla siebie. Jestem przy tym pewien, że wykonując ten pierwszy krok w poszukiwaniu pozytywnie „zakręconych” na punkcie Jezusa ludzi, trafimy właściwie. Bo i też Jego wielbiciele mają coś w sobie… Pamiętam swoje pierwsze wspólnotowe doświadczenie, kiedy – jako ten „nowy” – wybrałem się na jedno z modlitewnych spotkań. Zetknąłem się z tak dużą dozą życzliwości i pozytywnego zainteresowania, że wydało mi się to aż… dziwne. A jednak – nie było w tym żadnego ukrytego dna, żadnej podejrzliwości…

Imię Twe…

Moje osobiste wyobrażenie Chrystusa jest najbliższe temu, jakie znamy z obrazu Jezusa Miłosiernego, który powstał za pośrednictwem św. Siostry Faustyny. Chciałbym kiedyś spotkać się z Nim – takim pełnym miłości, dobra i wychodzącym naprzeciw każdemu człowiekowi. Może będzie mi to dane… Tymczasem jest obok mnie w uśmiechu moich przyjaciół, w pytaniu: „co u Ciebie słychać?”, w uścisku dłoni, w spontanicznym przytuleniu… To wielkie szczęście móc doświadczać tak bliskiej obecności Jezusa. Czy mogę to udowodnić? Nie. Bo ja po prostu „bardziej to czuję niż wiem”. I może właśnie o to chodzi?

Przemek Sobolewski

Related posts