Scroll to top
© 2021, Theofeel

„O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz!”-zawołał Jezus do kobiety kananejskiej, spełniając tym samym prośbę o uzdrowienie jej obłożnie chorej córki. Nie uczynił tego celem „pozbycia się” naprzykrzającej się Mu niewiasty, ale po to, by wynagrodzić wypływającą z niej pewność w moc Jego łaski. Takiej ufności i konsekwencji potrzebujemy i my, ponieważ tylko dzięki nim możemy doświadczyć całkowitego przewartościowania naszego życia w Jezusie. Wystarczy „tylko” jedno nasze słowo: chcę…

Jeżeli powiesz tak…

To nie znaczy, że Twoje życie stanie się łatwiejsze. Przynajmniej nie od razu. Ale zaczną dziać się w nim rzeczy, które Cię zaskoczą, a może nawet przerażą, ponieważ wejście na drogę prawdy z Jezusem jest „procesem” całkowicie nieprzewidywalnym. Może to być prawdziwe (dosłownie!) trzęsienie ziemi, podczas którego stracimy wszystko, co w naszym rozumieniu było dla nas najważniejsze. I to jest… dobra wiadomość. Wpuszczenie Boga do naszego serca gwarantuje prawdziwą „jazdę bez trzymanki”, podczas której tracimy kontrolę nad tym, co się z nami dzieje. Dotychczasowe życie rozsypuje się z taką łatwością, jak karciany domek. Pozostają zgliszcza i przytłaczająca samotność połączona z niezrozumieniem tego stanu, ciemność, smutek oraz zwątpienie w Jego opiekę. Skoro dotychczas było tak dobrze, to dlaczego Bóg mi wszystko zabiera? Niszczy poczucie bezpieczeństwa ukryte za moim idealnym wyobrażeniem siebie, odbiera relację z bliską osobą, „rzuca” kłody pod nogi w postaci trudnych współpracowników, podsuwa mnóstwo wątpliwości, nie pozwala znaleźć lepszej pracy… Żal i poczucie krzywdy to bardzo ludzka i zrozumiała reakcja w obliczu takich doświadczeń. Jednak kiedy przyjrzymy się sobie bliżej, to okazuje się, że ten wspaniały, wymyślony przez nas świat wcale nie jest taką idyllą, jak mogło nam się wcześniej wydawać.

W obliczu prawdy

To prawdziwe, „nieupudrowane ja” mogło opierać się na wygodnickim unikaniu konfrontacji z trudnościami i zaprzeczaniu istnienia ograniczeń, z którymi sobie nie radzimy. Związek okazuje się być jedynie kolejnym czynnikiem wartościującym, zaspokajającym potrzeby tylko jednej strony. Niełatwe stosunki zawodowe mogą obnażać ludzką słabość w asertywnym (a nie spolegliwym) wyrażaniu siebie. Trudności z podjęciem decyzji wskazują, że tak na dobrą sprawę nie znamy siebie i swoich potrzeb, a problem ze zmianą zatrudnienia oznacza, że może wcale nie staramy się tak bardzo, jak moglibyśmy? Niestety, przyznanie się przed samym sobą do budowania własnego świata na nietrwałych i złudnych podstawach nie należy do najprzyjemniejszych. Z tym większym impetem wkracza w nasze życie ogień miłości Bożej, który przynosi spustoszenie. I właśnie ten moment, kiedy sądzimy, że zostaliśmy odarci z tego, co było dla nas najcenniejsze, staje się punktem zwrotnym, w którym Bóg nadaje sens naszej egzystencji. Wystarczy „tylko” wytrwać w postanowieniu powierzenia się Jego mocy. Skoro powiedziało się już „a”… Z pewnością perspektywa poniesienia straty nie wydaje się być w żaden sposób atrakcyjna czy pociągająca. Nie w naszym rozumieniu. Dalsza droga, na której stajemy przed wyborem: ja lub Jezus też nie jest drogą usłaną płatkami róż. Nie ma się co oszukiwać – to początek najniebezpieczniejszej, a jednocześnie najbardziej fascynującej wyprawy w naszym życiu. Zbudowanie siebie od nowa. W Bogu i z Bogiem. To nauka codziennego powierzania Jemu siebie, swoich planów, myśli i działań. Tyle że skąd tym razem mamy mieć pewność, że będą one właściwe? Poprzez rozważanie ich zgodnie ze Słowem Bożym, z nauką rozeznawania Jego woli względem nas. Rozeznawania wewnątrz siebie, bo tu tylko jesteśmy w stanie znaleźć wszystkie pytania i wszelkie odpowiedzi na nurtujące nas kwestie. Nie w otaczającym nas świecie. Tutaj już nie ma miejsca na bezradne „jakoś to będzie”. Co, jeśli mimo wszystko podejmiemy błędną decyzję? Spokojnie, Bóg „skoryguje” nasze postępowanie, dopóki będziemy trwać z Nim w łączności. Wtedy też nasze zamierzenia zaczną się spełniać. Tyle, że w całkowicie inny sposób niż sobie to wyobrażaliśmy. I to jest najwspanialsze i najbardziej pociągające – Boża nieprzewidywalność. Możemy martwić się o wiele, a Jego łaska zainterweniuje w najmniej spodziewany sposób.

Jestem tego pewien.

Co należy zrobić, by doświadczyć tej wielkiej łaski? Zaufać i wytrwać w postanowieniu poddania się woli Najwyższego. Czy trzeba na nią zasłużyć? Nie! Bóg stworzył nas jako wartość samą w sobie, którą odnawia wtedy, kiedy Mu na to pozwolimy. To powolne jednoczenie się z Nim niesie z sobą również wystawienie na działanie złego ducha, który ma nas odwieźć od obranej drogi. To dla nas cenna nauka niezachwianej wiary w Bożą obecność w naszym życiu. Bo nie własnymi siłami, ale Jego mocą jesteśmy w stanie odeprzeć ataki wroga. Potrzeba tylko naszego „chcę”, aby cała dotychczasowa egzystencja zmieniła się nie do poznania. Jestem tego pewien.

Przemysław Sobolewski

Related posts