Scroll to top
© 2021, Theofeel

Człowiek w swojej naturze ma przewrotne serce, którego nikt nie jest w stanie zbadać i w pełni okiełznać. Chłoniemy otaczające nas bodźce i w różny sposób dostosowujemy się do panującej sytuacji. Bardzo trudno nam utrzymać określoną i stałą postawę wobec świata. Często nawet nie ma jednej słusznej drogi. Niekiedy niemożliwym jest pójście na kompromis i znalezienie przysłowiowego “złotego środka”. Pewne zdarzenia i okoliczności powodują, że człowiek w końcu się gubi, przestaje dobrze odbierać rzeczywistość i… upada. Dzisiaj będzie o upadku i o tym, jak wyjść z niego z twarzą.

Jak to bywa z upadkami, najbardziej bolesne są te, gdy spadamy z bardzo dużej wysokości. Te, które dzieją się bardzo szybko albo niespodziewanie. One zadają nam największe rany. Podobnie jak te, o których sami z własnej woli zadecydowaliśmy.

Jeżeli zauważyłeś, bądź zauważyłaś swój upadek, to jest to pierwszy krok. Zapytasz Czytelniku: krok? Do czego? Odpowiem: do wypełnienia siebie nowymi doświadczeniami, których inaczej nigdy byś nie zobaczył. Otóż dane nam Serce i Rozum w pewnym stopniu są ograniczone pojmowaniem Bożego planu. Często Boże pomysły na każdego z nas mogą się z naszego punktu widzenia wydawać absurdalne lub nierealne. Pamiętaj, dla Boga nie ma nic niemożliwego! Tylko On może poprzez twój upadek, zrobić z Ciebie kolejnego powiernika w swojej misji tworzenia. Tworzenia świętego królestwa.

Pamiętasz jak w obronie kobiety posądzanej o cudzołóstwo stanął Jezus? Mistrz powiedział wtedy: ,,Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem”. Jest to tylko jeden z wielu przykładów potwierdzających dwa fakty.

Pierwszy: nie ma człowieka bez grzechu. Żaden z nas nie jest bez winy. Większej, czy mniejszej. Ty, czy ja. Nie ma znaczenia kogo weźmiemy pod lupę. Sam grzech nie wymazuje nas jednak z Jego pamięci. On nie wyrzeka się nas i nie potępia.

Drugi: najważniejszy jest nasz stosunek do samego grzechu, a więc i upadku. Chcemy w nim tkwić, czy głęboko w Sercu pragniemy się od niego uwolnić?

Bóg, poprzez twój upadek, pozwalając ci niekiedy na niego, chce ukazać ci efekty grzechu. Chce, żebyś faktycznie poznał jak gorzki smak ma oddanie się Złu. Bardzo wielu ludzi zajmujących się uzależnieniami, także w przeszłości miało z nimi problem. Nikt tak nie pomoże upadającemu i nie zrozumie go (to przede wszystkim) jak ten, kto kiedyś był w podobnej lub jeszcze gorszej sytuacji.

Należy pamiętać, że człowiek jest istotą słabą, podatną na pokusy. Ma tendencję do upadania, nawet bardzo wiele razy. Nie ważne jednak ile razy upadniesz, nie ważne jak nisko. Liczy się tylko to, jakie masz do tego podejście. Czy bierzesz swój krzyż jak Jezus i idziesz z nim wytrwale do końca, czy zamierzasz poddać się upadkowi i spaść jeszcze niżej? Uwierz mi, zawsze da się upaść niżej.

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, jak zwykło się mówić. I jest to prawda. Nie postrzegajmy swojego upadku jako Bożej kary, czy chwilowego braku Jego opieki. Nawet w upadku można dostrzec coś więcej. Może ważną lekcję życia? Czasami, żeby wdrapać się na szczyt, trzeba upaść. Zacząć od najniższego poziomu, aby potem piąć się na najwyższy punkt wzniesienia. A wtedy… lepiej patrzy się na to wszystko z góry.

Kacper Pankowecki

Related posts