Scroll to top
© 2021, Theofeel

Na zakończenie sierpniowego cyklu rozważań, dotyczących innych niż abstynencja od alkoholu aspektów trzeźwości, chciałbym podjąć temat wprowadzającym wiele zamętu w nasze życie wiary. Jest to kwestia subtelnej pychy człowieka wierzącego, który przestaje zauważać, że ma jedno zadanie: wskazywać na Boga, a nie na siebie.

Ewangelista Jan przedstawił modelowy dialog dwóch osób wierzących, z których jedna doświadczyła spotkania z Jezusem, a druga jeszcze nie zbudowała relacji przyjaźni z Nim:

Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy – Jezusa, syna Józefa z Nazaretu. Rzekł do niego Natanael: Czyż może być co dobrego z Nazaretu? Odpowiedział mu Filip: Chodź i zobacz.

Filip jest trzeźwy w swoim osądzie sytuacji i postępuje w sposób najlepszy dla tego, kto osobiście spotkał Boga – nie skupia na sobie samym, ale prowadzi do Mistrza z Nazaretu. Pokazuje też trzeci, najwłaściwszy etap ewangelizacji, który zazwyczaj odkrywamy dostrzegłszy niedoskonałości etapów wcześniejszych. Etapy te można ująć w zarysie w następujący sposób:

1 Pierwszym, naturalnym pomysłem wierzącego jest PRZEKONANIE innych do wiary. Do takiego postępowania prowokuje zresztą we wspomnianym dialogu sam Natanael, pytając co dobrego może być z Nazaretu. Filip rezygnuje z tłumaczenia, że możliwe jest znalezienie Kogoś bardzo wyjątkowego, z przekonywania. Prawdopodobnie – jak to w przypadku przepychanek na argumenty bywa – obaj pozostaliby na swoich pozycjach, umacniając się jedynie w swojej racji.

2 Odkrywszy, że to nie wiedza zmienia serce człowieka, chrześcijanin wpada na inny, poniekąd mądry pomysł: zamiast mówić o Jezusie w sposób teoretyczny, próbuje podzielić się tym, co sam wie i czego doświadczył. Na tym, drugim etapie zatrzymuje się wielu wierzących, nie dostrzegając, że pomimo ogromnej roli ŚWIADECTWA w Kościele, nie jest ono jeszcze najlepszym darem dla tego, który szuka Boga.

Rozumiem, że wielu czytających w tym momencie może poczuć sprzeciw wobec takiej opinii, bo właśnie kurczowo trzyma się takiego sposobu głoszenia Ewangelii, pozostaje na etapie, na którym ważny jest człowiek i jego historia. Nie ma wątpliwości, że głoszenie osobistego świadectwa ma wielką wartość i wielu zainspirowało do zbliżenia się do Boga. Zauważmy jednak, że choćby Filip nie decyduje się na to, co mógłby przecież zrobić: nie opowiada Natanaelowi o swoim spotkaniu z Jezusem, o tym co zmieniło ono w jego życiu. Filip proponuje coś więcej, bo więcej jest możliwe do zaproponowania niż świadectwo osobiste.

Nie wierzysz? Spróbuj opowiedzieć swoją historię albo historię najwspanialszego w Twojej ocenie świętego, osobie z Twojej rodziny czy spośród znajomych, która jest zdystansowana do spraw wiary. Historia, choć szczera i wspaniała, prawdopodobnie nie zrobi na niej wielkiego wrażenia, jeśli nie ma osobistego doświadczenia spotkania z Bogiem.

3 Trzecim więc, najwspanialszym etapem głoszenia Królestwa niebieskiego, nie wykluczającym apologetyki (obrony wiary w sposób rozumowy) i mocy świadectwa jest to, co w syntetyczny sposób wyraża Filip: „Chodź i zobacz”.

Tu już nie jest istotne czy Filip wzbudza sympatię, czy akurat jego historia poruszyła czułą strunę w sercu Natanaela, czy sam żyje w tym momencie swojego życia w pełni tym, co głosi. Odsyłając do Jezusa, Filip czyni to, co najlepsze może zrobić wierzący, jeśli tylko ma ku temu przestrzeń – od razu usuwa się w cień (tymczasem wielu nazywających siebie ewangelizatorami, osobiście zmagając się z lękiem przed byciem niezauważonym i niepotrzebnym, akcentuje drugi etap ewangelizacji). Natychmiast wyczuwa pragnienie głębi w Natanaelu i odsyła do Jezusa, proponując, by sam zobaczył, doświadczył, poczuł i zbudował w sercu więź z Nazarejczykiem, bo tego nikt, nigdy nie będzie mógł mu wyrwać z serca. Zrozumienie tego, w co wierzymy jest istotne, przykład człowieka może być inspiracją, ale trwały fundament stanowi relacja z Bogiem, bo ona od strony naszego Stwórcy jest zawsze pewna i wierna.

o. Piotr Kropisz SJ

Related posts