Scroll to top
© 2021, Theofeel

„Nie wolno!” – każdy z nas jako dziecko usłyszał prawdopodobnie setki razy te słowa. W wielu przypadkach ustrzegły nas one przed niebezpieczeństwami, np. zamiast przekonać się, że dotykanie ognia skutkuje oparzeniem, mogliśmy uniknąć bólu. Komunikat co wolno, a co jest zabronione pozwala nam zrozumieć zasady, prawa obowiązujące w świecie, a dzięki temu unikać zagrożeń. Pomaga nam też w kolejnych etapach uczenia się tworzenia prawidłowych relacji międzyludzkich, np. w zrozumieniu reguł mówiących, że nie kradniemy cudzej własności czy nie reagujemy fizyczną agresją w przypadku poirytowania.

Rzecz w tym, że „nie wolno” pozostaje w naszym sposobie myślenia na długo, a kiedy jesteśmy dojrzałymi ludźmi nie zawsze nam służy (bo potrafimy zrozumieć już nie tylko co jest słuszne, ale i dlaczego). Rozciąga się na wszystkie sfery życia, ingerując także w relację z Bogiem.

Większość wierzących, którzy są postrzegani w swoich środowiskach jako zaangażowani chrześcijanie (a na pewno każdy ksiądz), słyszało pytanie: „Czy to jest grzechem czy nie?” albo „Czy to grzech ciężki czy grzech lekki?”. Wydaje się na pozór, że to mądre pytanie uczciwego człowieka, który chce skonfrontować z drugim to, co podpowiada mu sumienie. Nic jednak nie wskazuje, że Jezus myślał kiedykolwiek w kategoriach: co wolno nam, a czego nie wolno wobec Boga. Ważne było dla Niego pytanie o to, co jest dla nas dobre, a nie o to, co nam wolno! W całej swojej misji Jezus pokazywał, że nie wystarczy zatrzymanie się na tym, co średnie i letnie, co określilibyśmy „przyzwoitym życiem” osoby, która nie jest zbrodniarzem czy grzesznikiem. Pójście za Nim oznacza raczej szaleństwo, bo jak inaczej nazwać dobrowolne poniesienie swojego  krzyża i odnalezienie w tym najlepszej dla siebie drogi, źródła najgłębszego szczęścia i pokoju.

Istnieje zasadnicza różnica między stawianiem pytania: „Czy to jest (ciężki/lekki) grzech?”’ a pytaniem „Jak czynić dobro?”. Osoba opierająca swoją wiarę na zabieganiu o uniknięcie przewinień wobec Boga:

– odnajdzie się w tym, co przykazaniami rozumianymi jako zakaz (np. nie zabijaj, nie cudzołóż), ale będzie miała trudność z przyjęciem pozytywnego przekazu, tak wyraźnego w Ewangelii (kochaj Boga i bliźniego);

– z większą łatwością popadnie w pychę, szczególnie kiedy uda jej się zwalczyć jakąś słabość oraz w grzech osądzania tych, którzy nie mają podobnych dokonań (przykładem są uczeni w Piśmie i faryzeusze, w wyraźny sposób opierający swoją mentalność na unikaniu grzechu, a nie na czynieniu dobra);

– zatrzyma się w pewnym momencie rozwoju duchowego, skupiona na tym czego NIE robić, zamiast odkrywać, jak twórczo naśladować Jezusa i budować z Nim Królestwo niebieskie.

Żeby dbać o trzeźwość serca, przechodzić do wolności Bożego dziecka, które chce wybierać to, co miłe Jezusowi (zamiast tkwić w pułapce myślenia co wolno, a czego nie przed Bogiem) proponuję następującą prostą refleksję:

– możliwie jak najbardziej uczciwie pomyśl o tym, co miałbyś ochotę zrobić, gdyby tylko to nie było grzechem;

– spróbuj następnie zobaczyć czy byłoby to dla Ciebie dobre (czyli czy prowadziłoby Cię do większej miłości Boga i drugiego człowieka).

o. Piotr Kropisz SJ

Related posts