Scroll to top
© 2021, Theofeel

„Uczymy się żyć bez końca…”

Przebaczenie jest jednym z największych aktów miłosierdzia. Aktem niełatwym, a często wręcz heroicznym, bo wymagającym rezygnacji z rewanżu na osobie, która nas skrzywdziła. Czy nie jesteśmy jednak powołani do tego, by darować naszym winowajcom? 7 razy, 77 i po wielokroć więcej… Czy to nie przesada? Nie, ponieważ przebaczanie jest niekończącym się procesem, który uczy nas trwania w zjednoczeniu umysłu, emocji i ducha.

Wszystko zaczyna się w głowie

Świadome podjęcie decyzji o darowaniu win jest podstawą do wglądu w zranione „ja”. We wkroczenie w ten pierwszy etap pomocne okazuje się uzewnętrznienie doznanych krzywd w obecności ludzi, którym ufamy i ze strony których spotka nas zrozumienie. Takie odsłonięcie się w bezpiecznym środowisku pozwala spojrzeć na nasz ból z innej perspektywy, przywrócić mu odpowiednie proporcje oraz… oswoić się z nim. Spychanie go do podświadomości powoduje jego nieustanny wzrost, frustrację i permanentny lęk przed zaistnieniem podobnej sytuacji. Racjonalny akt woli pociąga za sobą większą otwartość na skonfrontowanie się z „zadomowionym” w naszych emocjach cierpieniem.

Przemienienie emocji

Jak szybko potrafimy wznieść „mury ochronne”, które mają ochronić nas przed powtórzeniem tego, co wywarło na nas traumatyczny wpływ. Przyjmują one formę unikania ludzi/sytuacji/miejsc, przypominających nasze zranienie. A tylko zmierzenie się z tym, co trudne, pozwala doświadczyć uwolnienia. Dopuszczenie do głosu wypieranych uczuć, świadome przeżycie traumy i… „przygarnięcie” tego co trudne, powoduje dalszą zmianę dotychczasowego punktu widzenia. To jest przecież ta część nas, która być może wiele lat czekała na to, by nie być traktowana jak „trędowata”. Dzięki temu przestaje być ona wrogiem, a staje się sprzymierzeńcem w walce o siebie.

Jezu, ufam Tobie…

Po zajęciu się własnymi emocjami przychodzi czas na najdonioślejszy i najbardziej metafizyczny etap procesu uzdrowienia – przebaczenie. Odbywa się ono poprzez ofiarowanie naszych krzywd Jezusowi, który w momencie haniebnej śmierci zwrócił się do Boga: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią!” Jezus zaprasza nas do tego, abyśmy poprzez Jego krzyż, Jego rany i Jego przykład odpuszczali ludziom winy. Z naszego puntu widzenia są one często zupełnie niezasłużone, dlatego taka postawa wydaje się być nieosiągalnym, niezwykle trudnym do osiągnięcia, ideałem. Przecież logiczniejszym wyborem staje się dokonanie rewanżu, zwane także „wymierzeniem sprawiedliwości”. Ale czy tak postąpił Jezus? Nie, a Kto, jeśli nie On, miał do tego pełne prawo? Zapewne nigdy nie zapomnimy tego, przed czym uciekaliśmy, niemniej zwracając się do Chrystusa, doznajemy przemienienia naszych ran. Przemienienia, nie ich „wymazania”. Blizny pozostaną na zawsze. Mamy tu jednak wybór – mogą stać się miejscem kolejnych zranień – nie tylko nas samych, ale i otaczających nas ludzi lub stać się świadectwem wiary oraz ochroną przed doznaniem następnych. Prośmy Jezusa, by obmył je krwią, która wytrysnęła z Jego serca i zabrał ich niszczącą moc. Prośmy o przemienienie bólu w przemijający żal. Może raz nie wystarczy, może 7 razy również, może będzie potrzeba aż 77 prób… Za każdym razem, kiedy wzbijemy się ponad siebie, odnosimy ogromne zwycięstwo, które toruje nam drogę do pojednania – z samym sobą, ludźmi, Bogiem.

Przebaczenie jest nam potrzebne…

Nie ma dobrej odpowiedzi na to, dlaczego cierpimy i jesteśmy ciężko doświadczani przez innych ludzi. Może jest to dla nas – paradoksalnie – umocnienie w wierze? Albo wezwanie do dawania świadectwa o życiu zgodnym z nauką Chrystusa? Może tak zwyczajnie uodparnia nas to na kolejne trudne sytuacje i przygotowuje do zmierzenia się z większymi wyzwaniami? Pewne jest jednak to, że dzięki sumie naszego przebaczenia staje się ono udziałem naszej relacji z Bogiem, kiedy prosimy: „I odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Dlatego też nie możemy pozwolić sobie na zatrzymanie urazu. Ta decyzja nie przyjdzie sama, nie odbędzie się w sposób „przyjemny” i bezbolesny… To dla nas wielka nauka, bo w końcu „uczymy się żyć bez końca…”

Przemek Sobolewski

Related posts

Post a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *