Scroll to top
© 2021, Theofeel

Szukamy jej w odmianie swego przeznaczenia, szukamy jej w ucieczce od własnego cienia. W przetargu i hazardzie szukamy jej uparcie, lecz zmęczeni sami sobą nie wiemy, że tuż obok jest…

Radość. Tak o upragnionej, nigdy nie spowszedniałej i bardzo ulotnej emocji śpiewała przed laty Anna Jantar. Jakże trafnie, prawda? Myślę, że można w tym miejscu postawić pytanie: ile czasu w ciągu całego naszego życia poświęcamy, by ją odnaleźć? 10 lat? 20? A może każda nasza chwila, każde podjęte przez nas działanie jest ukierunkowane na dążenie do szczęścia? Ono daje przecież silne poczucie równowagi i wewnętrzny spokój – wartości nie do przecenienia w momencie podejmowania zmagań z własnymi słabościami. Nierzadko jednak jest tak, że naszą radość „wyprowadzamy” na zewnątrz, uzależniając jej przeżywanie od wpływu otaczającego nas świata i spotykanych na drodze życia doświadczeń. I tak, jak w przytoczonej piosence, tak i w życiu- nie potrafimy odnaleźć jej tam, gdzie być powinna, czyli w nas. Gdzie zatem upatrujemy jej źródła? W innych ludziach!

Jakże często narzekamy na naszych „trudnych” braci, którzy towarzyszą nam w codziennym życiu i przez których nie potrafimy być szczęśliwi! Gdybym tylko nie musiał z nim pracować!… Świat byłby lepszy, gdyby było mniej takich ludzi jak ona… Gdyby wreszcie zastanowiła się, co robi – przecież ona nie ma o niczym pojęcia!… Gdyby, gdyby, gdyby… Trzeba obiektywnie przyznać, że tracimy bardzo wiele czasu na marudzenie i szukanie przywar w drugim człowieku. Jakby mogło to coś dać. A przecież… Za powód do radości, bracia, poczytujcie sobie również doświadczenia, które na was spadają ( Jakub 1,2).

Tak naprawdę szczęście i spełnienie nie biorą się znikąd, nie są nam dane – podobne jak i wiara – raz na zawsze. Każdego dnia musimy podejmować trud budowania tych wartości na solidnych podstawach. Nie w ludziach, ale razem z ludźmi. Czy mamy wpływ na ich zachowanie? Czy możemy zmienić to, co nas drażni, irytuje i doprowadza do szału? Nie. Co zatem jesteśmy w stanie zrobić? Zmienić swoje nastawienie. Tylko tyle i aż tyle. Jeśli zaprosimy do niespokojnego jeziora naszego serca Jezusa i nieustannie będziemy Go prosić o siłę w stawianiu czoła codziennym wyzwaniom, to powoli wyzwolimy się z więzów, którymi szczelnie siebie obwiązaliśmy. Bo wystarczy pamiętać, że… Niech zaś radują się Tobą i cieszą wszyscy, co Cię szukają. Niech mówią, że Pan jest wielki, ci, którzy pragną, byś ich zbawił (Psalm 40,17).

W tej nieustannej walce z innymi ludźmi i szarpaninie z własnymi słabościami, gubi się sedno życia chrześcijańskiego – budowanie relacji z Bogiem. On czeka aż „zmądrzejemy” i czasami upomni się o nas w naszym trudzie i cierpieniu, kiedy wydaje się nam, że osiągnęliśmy swoje dno, w którym nic – poza ciemnością – już na nas nie czeka. Przeciwności są dla nas wezwaniem do refleksji nad naszą dotychczasową egzystencją i przewartościowaniem tego, co do tej pory było dla nas ważne. Jakże często naiwne wydają się nam słowa: zaufaj Jezusowi i daj Jemu się poprowadzić. Jednak to jest sedno! Bez dostrzeżenia oraz przyznania się do naszych słabości niewiele się zmieni… Nie, nie chodzi o to, by usiąść z założonymi rękami i czekać na cud, ale o to, by oddać kontrolę i wyzwolić się z niszczącego przekonania, że sam sobie z wszystkim poradzę. Co możemy stracić? Narzucanie sobie wewnętrznej presji, poczucie kontroli, perfekcjonizm, pychę, egoizm… A zyskać? Oparcie. Tylko tyle i aż tyle.

To nie jest przepis na łatwe i wygodne życie. Ale przykład Tego, Kto podźwignął krzyż ludzkości na swoich ramionach dwa tysiące lat temu i jest gotów czynić to każdego dnia, pozwala z ufnością powierzyć się Jego działaniu. Zaprasza nas co dzień do tego, abyśmy umierali i odradzali się w Nim na nowo. Jeśli tylko zechcemy.

Przemysław Sobolewski

Related posts

Post a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *