Scroll to top
© 2021, Theofeel

Często zastanawiamy się o co chodzi w naszym życiu. Wówczas przecieramy ze zdumienia oczy patrząc na to, co z nim robimy, nasze wnętrze ściska strach, że oto znaleźliśmy się na drodze ku zaprzepaszczeniu tego cennego skarbu i targają nami wątpliwości co do dalszego kierunku .Wtedy wydaje nam się, że wszystko byłoby łatwe, gdyby Bóg w wyraźny, a najlepiej bezpośredni sposób powiedział nam, czego od nas chce, co dla nas zaplanował i co wpisał w nasze powołanie.

Guzik prawda! Żywym (w sensie metaforycznym) dowodem tego jest święty Piotr. Na podstawie Ewangelii możemy powiedzieć o nim sporo. Zarówno dobrego, jak i złego. No ale w końcu kto z nas jest idealny? Do niego właśnie i jego brata Andrzeja, nad brzegiem Jeziora Tyberiadzkiego Jezus podszedł i powiedział “Pójdźcie za Mną”. Owszem, “NATYCHMIAST” zostawili sieci i wyruszyli za nim. Ale czy święty Piotr (bo o nim chcę tu mówić) rzeczywiście poszedł za Jezusem? Wydaje się, że tak. Wielokrotnie dawał on dowód swojej szczerej wiary w Mesjasza. Był jednak moment, gdy chciał iść przed Jezusem i napomniał Go (!). Był zgorszony zapowiedzianym sposobem wypełnienia misji odkupienia człowieka. Co więcej: później trzykrotnie zaparł się swojego Mistrza, powiedział, że Go nie zna, choć znał lepiej, niż ktokolwiek z ludzi. A jaki jest koniec tej historii? Piotr zostaje następcą Jezusa na ziemi i oddaje za Niego swoje życie. Jaka w tym logika?…Boża logika. Bo Bóg nie robi tragedii z naszej niewierności. On po prostu wybacza, bo tak bardzo kocha. I nie może inaczej. Piotr przeżywał dramat. Wydawało mu się, że dotychczasowe życie i to, czemu się poświęcił, skończyło się, wszystko straciło sens. Skądinąd był świadkiem pustego grobu i wtedy pojawiło się zdumienie, a wraz z nim kolejne wątpliwości i wyrzuty sumienia. Z jednej strony uciekał przed Zmartwychwstałym Jezusem, a z drugiej pragnął spotkania z Nim. Ostatecznie za najlepsze (najbezpieczniejsze?) wyjście uznał powrót do życia, jakie prowadził, zanim spotkał Jezusa. Ale wtedy Pan ponownie przychodzi nad Jezioro Genezaret. Podczas tego spotkania nie następuje to czego spodziewałby się każdy z nas: pretensje, oskarżenia, zemsta. Dochodzi do ponownego powołania. Jezus uświadamia Piotrowi, że do tej pory nie przyjął idei Jego nauczania całym swoim sercem. Owszem, zaakceptował ją rozumem i starał się nią żyć, ale ciągle coś nie wychodziło. Od tamtej pory wszystko się zmieniło, mimo że Jezus niedługo potem fizycznie odszedł. Dopiero wtedy Piotr dokonał największych rzeczy.

A jaka z tego nauka dla nas? Taka, że nasze powołanie ciągle się dokonuje. Nie jest jednorazowym aktem, ale procesem. I nawet, gdy nie wychodzi, nie wszystko jest stracone. Bo czym dla Boga jest grzech, nasza niewierność? Więc my też nie dramatyzujmy. On to wszystko już pokonał. Po prostu musimy zbierać się w sobie, podnosić się i iść dalej. Ufajmy, że On nas prowadzi, choć nie bezpośrednio za rękę i uzdalnia do wypełniania tej misji, którą każdemu z nas przeznaczył.

Agata Grzywaczewska

Related posts

Post a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *