Scroll to top
© 2021, Theofeel

Środa wieczór. Nic szczególnego. Postanawiam iść na zakupy, może trafi się jakaś “sukienkowa promocja”. W przymierzalni obok słyszę zmartwiony żeński głos zawieszony na słuchawce telefonu. “Wiesz… chodzę tak po tych sklepach. Nie mam faceta. Czymś sobie muszę zapełnić tę dziurę. Nie czuję się w pełni kompletna, to może chociaż nowa bluzka pomoże”. Ot, jeszcze z dwa lata temu stwierdziłabym to samo. Ba, może i nawet pół roku temu, gdy znów znalazłam się “po tej stronie lustra”. Ech, może i nawet dwa dni temu, bo przez deszcz i zimno łapie człowieka zimowa depresja. Rzecz w tym, że jeśli na Twojej drodze pojawia się Pan Bóg, to nie ma pustki, nie ma niekompletności. Za to jest działanie, często to najmniejsze. Pytanie tylko, jak często chcemy je dostrzec. W końcu sam mówi – ja JESTEM. No, jest.

Bóg stoi za plecami na przejściu dla pieszych.

Sobota, ruchliwe skrzyżowanie. Biegasz w natłoku spraw, nie wiesz, czy zdążysz tu, czy tam. Zakupy, poczta, obiad… No i wieczorem masz jeszcze umówione spotkanie. Czas Ci się kurczy. Nerwowo. A czerwone światło dla pieszych od kilkudziesięciu sekund nie zmienia się na złość na zielone. Ze znudzeniem słuchasz rozmowy za plecami. Dwie licealistki, porównują ze sobą odpowiedzi z wczorajszych testów. Biologia, matematyka… religia? Nagle dociera do twoich uszu zdanie. “Na religii na to pytanie odpowiedziałam w prosty sposób. Bóg jest wszędzie. No, bo przecież jest wszędzie, nie zaprzeczysz”. Proste słowa. Budujące, z ust kogoś kto może jest i ponad 10 lat młodszy. Uśmiechasz się pod nosem i ze spokojem ruszasz dalej, gdy w końcu pojawiło się zielone światło. Czasem Bóg mówi ci przez zasłyszane zdanie “Ja tu jestem, weź się uspokój”.

Bóg pije z Tobą kawę.

Poniedziałek. Chyba najgorszy poniedziałek świata. Na pewno “twojego świata”, bo jak na złość, gdy wychodzisz z domu okazuje się, że reszta ludzi jakoś tak działa normalnie, jakby nic się nie działo. A dla ciebie kłody pod nogi, czarne myśli, w zasadzie nigdy nic już nie będzie wesołe (we własnym mniemaniu czarnego poniedziałku). Ale idziesz do pracy, bo w końcu co zrobić, żyć trzeba. Okazuje się, że ktoś wyciąga cię siłą na kawę, podobno dłużny. Niechętnie się zgadzasz- w końcu po co komuś innemu jeszcze sprawiać przykrość? Coś się nagle dzieje wewnątrz ciebie. Z każdym łykiem, z każdym zamienionym zdaniem, z osobą z którą rzadko miewasz kontakt, świat zaczyna nabierać innych kolorów, niż tylko szary i czarny. Zaczynasz go nagle widzieć lepszym, barwnym, a nawet z nadzieją.

Przypadek? Nie istnieje. Czasem po prostu Bóg idzie z tobą napić się kawy, żeby w drugim człowieku powiedzieć do ciebie “rozchmurz się, Ja skieruję twój dzień na lepsze tory, to jeszcze nie koniec świata”.

Czynne ręce Boga w Tobie

Bóg jest w łamiącym się opłatku. Bóg jest w życzeniach drugiej osoby, która mówi, że coś się udało, bo przy tej osobie stałeś. Bóg działa w codzienności także przez ciebie. Jak pięknie jest być narzędziem w rękach Pana.

Więc bezgranicznie Bogu zaufać – to jest właśnie to. Zagłębić się w Jego wielkiej miłości. Żadna burza nie będzie straszna. A jeśli będzie z początku, to nigdy nie będzie większego spokoju, jak właśnie po tej burzy. W końcu to “On jest królem tych wzburzonych mórz”. Nie czekaj w bezruchu. Czyń i działaj. Używaj swoich talentów, nie odkładaj ich na później. Bądź świadkiem Boga. Bądź świadectwem. Bądź czyimś uśmiechem w gorszym dniu. Bądź czyimś spokojem w nerwowej sytuacji. Bądź rozmową, bądź uściskiem dłoni. Bądź towarzyszeniem na spacerze. Bo ON tam jest. Zawsze jest. Uwierz, że gdy Ty się na Niego otwierasz, on działa. Cały czas czeka na ciebie codzienność małych, wielkich cudów.

Agnieszka Abram

od redakcji Theofeela: Tekst Agnieszki został wyróżniony w naszym konkursie “Bóg działa w codzienności” w kategorii artykuł/felieton. GRATULUJEMY!

Related posts

Post a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *