Scroll to top
© 2021, Theofeel

Jest zupełna cisza. Słyszę tylko własny oddech, a czasem niosące się z tyłu kościoła odmawiane różańce. Jeszcze unosi się dym kadzidła, a w sercu nie zamilkło “Odszedł Pasterz od nas”.

Jest zupełna cisza i tyle wystarczy, aby go spotkać. Jestem z nim sama. Przebywam z nim jak z przyjacielem. Jak z kimś, kto z mojej winy cierpiał i umarł na krzyżu. On mnie nie obwinia, bo dobrze zna scenariusz napisany przez Ojca.

Jest zupełna cisza. Przeciwieństwo dzisiejszego rozkrzyczanego świata, w którym nie możesz się zatrzymać, bo wypadniesz z gry. Coś zupełnie innego, bo Chrystus przez śmierć na krzyżu czyni wszystko nowe.

Jest zupełna cisza po Liturgii Męki Pańskiej. Jest adoracja. Jestem tylko ja i On. Wszyscy inni nie mają w tym momencie znaczenia. On umarł właśnie za mnie. Cierpiał to wszystko właśnie za moie grzechy, ale ja nie popadam w rozpacz, nie mam do Boga pretensji, mimo smutku, łez i bólu. Ten, który przebywa ze mną jako biały chleb pod welonem, niczym zakryty całunem w skalnym grobie “po udrękach swej duszy, ujrzy światło i nim się nasyci” (Iz 53,11a).

Maria Styś

Related posts

Post a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *