Scroll to top
© 2021, Theofeel

Zapewnienie, że dajemy sobie radę sami jako ludzie jest bzdurą. Nie da się pokonać żadnej przeszkody bez Boga i Jego Syna. To tak, jakby ktoś chciał jeździć samochodem bez prawa jazdy. No, oczywiście można, tylko jakie mogą być tego konsekwencje?

To w Biblii zapisana jest cała mądrość pozwalająca przetrwać codzienność. Był czerwiec 2007, byłam w 4. miesiącu ciąży i zostałam poddana badaniom genetycznym – mój wiek dawał mi do tego prawo. Badania wykazały możliwość wystąpienia u mojego dziecka choroby genetycznej. Nawet przez chwilę nie myślałam o usunięciu ciąży, nawet przez sekundę nie miałam wątpliwości, że chcę mojego dziecka tak samo jak przed badaniami. To właśnie wtedy pokochałam mojego syna jeszcze bardziej i dostałam od Boga zapewnienie, że wszystko będzie dobrze. To była pewność wypływająca z głębi serca, której nie da się wyrazić słowami. Mimo, że wtedy nie znałam jeszcze Chrystusa, dzisiaj wiem, że to było zapewnienie od Niego. Przemek urodził się zdrowy, chociaż z podejrzeniem zamartwicy. Bóg czuwał, dał mi troskliwych lekarzy, opiekuńcze pielęgniarki i zorganizował wszystko po swojemu dotrzymując danej obietnicy.

Kiedy syn skończył 2 lata, okazało się, że ma guza mózgu. Do czasu diagnozy, czyli do lutego 2010 r. żyłam w niezachwianej pewności, że moje życie należy do mnie i sama jestem malarzem moich dni. Nagle z osoby pewnej siebie, pracującej zawodowo, szefowej, mądrej ziemską mądrością – stałam się pełną pokory córką Boga. Mój syn umierał, a jego życie było w rękach Boga, nie moich ani lekarzy, bo tamci już nic nie mogli zrobić. Pierwszy moment Bożej obecności był w chwili przywrócenia akcji serca, a kolejne dni aż po dzień dzisiejszy to jedno wielkie Boże działanie i wielka łaska. Przemek operowany był przez neurochirurga mającego wtedy dyżur (a była to niedziela w nocy). Później okazało się, że był to niezwykle ceniony i dobry lekarz. Jego koledzy po przyjściu w poniedziałek do pracy zgodnie uznali, że żaden z nich nie podjąłby się tak ryzykownej operacji, a doktor tylko stwierdził: “ratowałem życie”. Syn operowany był z zapaleniem płuc, a usytuowanie guza spowodowało ustanie akcji serca i oddechu oraz duże krwawienie. Przez 14 dni oddychał za niego respirator, bo nie wracał impuls z mózgu odpowiedzialny za oddychanie.

Pamiętam ten czas bardzo dobrze. Każdy dzień był coraz gorszy, zapalenie płuc rozwinęło się tak bardzo, że później już nie chodziło tylko o mózg, ale także o płuca. Nagle straciłam pracę, środki do życia, partner odszedł zostawiając długi, najbliżsi i znajomi nie mieli czasu dla mojego syna i dla mnie, choroba oddaliła nas od siebie całkowicie. Był czas, że nie miałam za co kupić chleba. Pamiętam ten czas bardzo dobrze i dzisiaj dziękuję Bogu, że doświadczyłam tego wszystkiego, bo to był chyba jedyny sposób na mój twardy kark.

Od tamtego czasu codziennie poznaję Boga i Jego cudowną moc. Nie było łatwo zaufać Komuś niewidzialnemu, Komuś, kto przez wiele lat był mi przedstawiany jako surowy i karzący za złe występki Ojciec. Byłam bardzo dobrze wyedukowana katechetycznie, umiałam na pamięć wszystko, co było potrzebne, ale nie znałam Boga żywego, cudownego i opiekuńczego. To właśnie wtedy, kiedy ludzkie siły już nic nie mogą, wkracza Wszechmocny ze swoją wszechsiłą.

Często bywam na oddziale neurochirurgii na kontrolnych badaniach, widzę tam wiele ludzkich cierpień, przez które chce objawić się Jezus, ale nie może, bo ludzkie serca cały czas są pozamykane i niewierzące. To nie jest łatwe, aby w beznadziejnej sytuacji całkowicie powierzyć się Bożej sile. Pamiętam jedną taką niedzielę, kiedy po raz kolejny usłyszałam, że nie ma nadziei dla mojego syna. Modliłam się wtedy i prosiłam o wypełnienie Bożej woli bez względu na to, jaka ona jest.

Bóg nie jest czarodziejem spełniającym nasze zachcianki. On jest Tym, który zna naszą przyszłość i wie, co jest za zakrętem naszego życia. Trzeba Mu tylko zaufać, a poukłada wszystko jak najlepiej. Kiedy układamy puzzle z 1000 elementów, szukamy każdego z nich przez długi czas, dopasowujemy odcień, kształt, wielokrotnie wymieniamy i podmieniamy elementy. Dajmy szansę Jezusowi na ułożenie naszych życiowych układanek, a On uczyni to idealnie.

Ostatnio uświadomiłam sobie, że kiedy zasypiam po ciężkim dniu tak naprawdę zupełnie nie mam świadomości, co się ze mną i wokół mnie dzieje. Zdarzają się przypadki, że ludzie zasypiają i już się nie budzą. Tak bardzo jestem wdzięczna Bogu, że jest i czuwa non-stop, że nie zasypia, ogarnia cały wszechświat swoją opieką i czuwa nad wszystkim. Chwilami nie potrafię pojąć tej bezinteresownej miłości. Tak często ludzie złorzeczą Bogu, obwiniając Go za całe zło na świecie, za każde niepowodzenie, wątpią w Jego istnienie, a On ciągle jest i kocha każdego i puka do zatwardziałych serc ludzkich i nic – cisza, człowiek ciągle nie słyszy i nie widzi.

Wczoraj byłam na poczcie i bardzo prosiłam Boga, aby nie było kolejki, żebym mogła szybko wysłać paczkę. Syn niedługo kończył lekcje, a do szkoły miałam jeszcze kawałek i śpieszyłam się. Weszłam na pocztę, były dwie osoby przede mną, jedna już kończyła wysyłanie paczki, druga musiała jeszcze coś uzupełnić, no i nadeszła w trybie ekspresowym moja kolej, szybko wysłałam przesyłkę, kiedy odchodziłam od okienka, stało za mną 5 osób z przesyłkami do wysłania. Bóg działa w codzienności. Opiekuje się każdym z nas, ale musimy otwierać nasze oczy, bo jakże często wydaje nam się, że nasz dzień należy do nas, a to nieprawda.

Często wyjeżdżam z synem do Łodzi na rehabilitację. Rok temu miałam kolizję z tirem, nic nam się nie stało, samochód został lekko wgnieciony, wiele osób nazywa to cudem, ja też. W tym tygodniu będąc w Łodzi, kiedy stałam na czerwonym świetle, zajechał mi drogę samochód osobowy, chciał wymusić swoje pierwszeństwo przekraczając linię ciągłą. Łódź jest bardzo trudnym miastem do jeżdżenia, a od czasu kolizji bardzo boję się tam jeździć. Jednak tym razem zadziałał Bóg i dał mi znak – akurat przejeżdżała obok policja, zatrzymała wciskającego się kierowcę i otrzymał mandat. Często jestem zawstydzona swoją marnością i wielką cierpliwością Boga, Jego wielką opieką i troską. Myślę, że mimo wszystko często nie doceniam Bożego działania, ale już niczego nie oceniam jako szczęśliwy zbieg okoliczności, bo takowych nie ma. Wszystkie cuda codzienności należą do wielkiego Boga.

Kiedy patrzę na przyrodę, na jej piękno i ciągłą zmianę – mój zachwyt nie ma końca. Któż inny mógłby tak wspaniale wszystko wymyślić – pory roku, coroczne odnawianie się życia roślin, powstawanie każdego życia z maleńkiego zarodka? Bóg działa w codzienności, czyniąc to w subtelnej ciszy, przyzwyczajając nas do swojej obecności w wieczności. Szkoda, że jest tak wielu ludzi, którzy tego nie dostrzegają i nie chcą poddać się tej bezgranicznej Miłości.

Mieszkanie, w którym mieszkam będzie licytowane, jest mi z tym bardzo źle i smutno, ale jako człowiek nie mogę nic zrobić. Jestem sama z moim synem, który jest ciągle rehabilitowany, nie mogę podjąć się pracy zawodowej, bo nie mam jak, nie mogę wyjechać za granicę, bo nie miałby kto zostać z synkiem. Rodzina nie podołała zadaniu rodzinnemu. Moim pokrzepieniem są słowa Pana: “Miej nadzieję w Panu! Bądź mężny i niech serce twoje będzie niezłomne! Miej nadzieję w Panu!” Ps 27, 14

Jola M.

od redakcji Theofeela: Tekst Joli został wyróżniony w naszym konkursie “Bóg działa w codzienności” w kategorii świadectwo. GRATULUJEMY!

Related posts

Post a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *