© 2020, Theofeel

Gdzie jest Bóg, gdy czytam gazetę?


ad_theo - 25 lutego 2016 - 0 comments

Często zadajemy sobie pytanie: Jak mogę znaleźć Boga w tej mojej szarej, nudnej codzienności? Otóż, odpowiedź brzmi: NIJAK! Nie znajdziesz Boga w szarości i nudzie, bo tam Go nie ma! One zwyczajnie nie pochodzą od Niego.

Czy wyobrażasz sobie spędzenie całej wieczności u boku Boga, który objawia się w monotonii i nieustającej stagnacji? Czy byłoby rajem przebywanie w Jego obecności bez perspektywy jakiejkolwiek zmiany? Cały czas, po wszystkie wieki, skazani na nieustanne powtarzanie tych samych czynności pozbawionych wszelkiej głębi. Brzmi to raczej jak opis piekła niż nieba i łatwo się domyślić, że życie u boku Boga będzie miało zupełnie inny wymiar niż wyżej przedstawiony. Skoro więc spędzenie wieczności z Bogiem na pewno nie będzie spowite nudą, to dlaczego naszej doczesnej codzienności, która również ma nam mijać w obecności Jezusa, nadajemy szary i monotonny wymiar? Mamy wrażenie, że jest ona nieciekawa, pozbawiona wszelkich barw, można by rzec: bez efektów specjalnych. Odpowiedź jest prosta: zapominamy o zaproszeniu do niej Boga. Zamykamy Go w kościołach, zostawiamy na rekolekcjach, ograniczamy Jego działanie tylko do momentów, które spędzamy przed Nim na kolanach. Można by powiedzieć, że traktujemy Go jak swego rodzaju stację paliw. Czerpiemy od Niego gdy tego potrzebujemy, gdy wyczerpie nam się zapas sił, lub gdy po prostu przychodzi na to wyznaczona pora. W każdym razie (prędzej czy później), przychodzi taki moment, gdy każdy z nas zaczyna odczuwać jakąś naturalną tęsknotę za Bogiem, potrzebę lub też powinność spotkania się z Nim. Takie jakby pragnienie Jego obecności. I co wtedy robimy? Naturalnie, jeśli jesteśmy praktykującymi chrześcijanami, to odpowiedź nasuwa się sama. Możliwości jest wiele: możemy uklęknąć do modlitwy, poczytać Pismo Święte, a nawet wyjechać na rekolekcje. W ten sposób ładujemy się, dostajemy siły i mamy moc by iść dalej. A jak długo będziemy szli? Najczęściej aż nie dobijemy do następnej stacji, przy której będziemy mogli zaczerpnąć Boga. Schemat mógłby się wydawać piękny, nawet doskonały: układanie życia od modlitwy do modlitwy, od rekolekcji do rekolekcji. Tylko nasuwa się pytanie: a co pomiędzy? Co się znajduje w moim życiu między letnim a zimowym turnusem rekolekcji? Co się dzieje pomiędzy poranną a wieczorną modlitwą? Szczerze trzeba przyznać, że jest to najczęściej czas, w którym zużywamy zaczerpniętą siłę, w którym dajemy się wciągnąć w wir zajęć i obowiązków, a te nas coraz bardziej wykańczają. I gdy jesteśmy już tak całkowicie wycieńczeni, przychodzimy do Jezusa po kolejną porcję sił, by znów moc rzucić się w ten szalony bieg. I nic dziwnego, że wtedy robi nam się ciężko i jednostajnie. Przecież cały czas powtarzamy ten sam schemat. Jednak czy o takim stylu życia mówił Jezus do Samarytanki opowiadając jej o Wodzie Żywej? Wiemy przecież, że nie miała ona służyć temu by się jej napić i jakoś tam przetrwać czas do następnego pragnienia. Miała ona owe pragnienie całkowicie zniwelować, usunąć. Jezus powiedział, że “kto raz się napije tej wody już nigdy pragnąć nie będzie”. A tą Wodą jest właśnie sam Chrystus.

Bóg nie chce być jak stacja benzynowa, do której przychodzimy by móc zaraz pędzić dalej. On jest wiecznie pełnym bakiem, który nieustannie dodaje sił i pcha nas do przodu. A jedyne co my musimy zrobić, to Go do tego życia zaprosić i poprosić by towarzyszył nieustannie. Nieważne czy akurat będę się modlił czy grał w tenisa, czy będę czytał Biblię czy ulubioną książkę fantasy, czy będę w drodze do kościoła czy po bułki do sklepu. I gdy już Mu oddamy absolutnie WSZYSTKO- każdy aspekt życia, zaczniemy dostrzegać radykalne zmiany w naszej codzienności. Przecież tylko ten może nadać życiu odpowiedni smak, kto je sam stworzył. I nie chodzi absolutnie o to, że teraz gwałtownie zmienią się nasze obowiązki i polubimy wszystkie znienawidzone przez nas dotychczasowe zajęcia. Tak na pewno nie będzie. Zmieni się jednak sposób i styl życia. Już nie będzie to wyścig by przetrwać kolejny dzień, ale będzie to pęd o którym pisał św. Paweł: “ku wyznaczonej mecie”. A co jest metą w życiu chrześcijanina? Naturalnie świętość! A droga do świętości jest piękna. Trudna, ale piękna. Dlatego, że jest cała wypełniona obecnością Boga. Nagle zaczyna się dostrzegać szczegóły. Promień słońca wychylający się zza chmur, czyjś uśmiech, przyjazne spojrzenie. Uświadamiamy sobie nieustającą obecność Boga przy nas. Skoro Bóg jest źródłem prawdziwej siły, to nagle rzeczy, które wcześniej wydawały się nieosiągalne, dostrzegamy, że są na wyciągnięcie ręki. Nasza codzienność się zmienia, bo już nie traktujemy jej jako etap przejściowy, ale jako pełnię życia. Bóg już nie udziela nam łask “od czasu do czasu”, gdy do Niego przychodzimy. Jesteśmy do Niego cały czas “podłączeni”, a nasze siły się nie kończą, bo On sam ich przymnaża. W końcu możemy żyć “na maksa”- całkowitą pełnią! A gdy łączymy z Jezusem nasze siły w każdej płaszczyźnie życia, i za każdym razem dajemy z siebie wszystko- to Bóg natychmiast zaczyna pokazywać czym są prawdziwe cuda, które zdarzają się właśnie w codzienności. Nie szarej i nudnej, ale pełnej mocy i radości. Pełnej samego Boga!

Sonia Szymańska

od redakcji Theofeela: Tekst Soni został wyróżniony w naszym konkursie “Bóg działa w codzienności” w kategorii artykuł/felieton. GRATULUJEMY!

Related posts

Post a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *