© 2020, Theofeel

W gościnie


ad_theo - 21 czerwca 2015 - 0 comments

Chwilami słyszymy głos ludzi, którzy nie chodzą do kościoła. Tłumaczą swoją samodzielną drogę prywatną modlitwą. Wtedy modlitwa staje się usprawiedliwieniem, bo przecież wierzą w Boga, jedynie (?) nie wierzą w Kościół i proboszcza u siebie w parafii. Z innej perspektywy, modlitwa to nie tylko domena chrześcijan. Leży ona u podstaw największych religii świata. Wpisuje się w różne kręgi kulturowe. Zatem jest pewnym fenomenem. Co w tym spotkaniu jest niezwykłego, że rzucamy się w jego objęcia?

Będąc w wirze zajęć, niejednokrotnie zmęczeni i niewyspani ponad miarę, śpiesznie szukamy odpoczynku. Dobrze, gdy posiadamy indywidualną receptę na relaks. To kluczowe, abyśmy dysponowali odskocznią od codziennego stresu i ciężaru. Często zabiegane życie kradnie nasz czas, także naszą siłę na spotkania towarzyskie. Natomiast, w moim przekonaniu, radości co niemiara przeżywamy właśnie podczas takich spotkań, z najbliższymi. Zwyczajnie, potrzebujemy przyjemnie spędzić czas, aby zapomnieć o przeciwnościach i tarapatach. Zatem czy spotkanie z Bogiem może być przyjemne i koić nasze zakłopotane serca?

Może i nie może. Pracując, studiując, będąc z dala od rodzimego domu nabieramy pewnej samodzielności. Dorastamy. Naszej wyłącznej decyzji pozostaje sporo życiowych spraw. Z jednej strony, mnożą się jak grzyby po deszczu obowiązki i powinności. Z drugiej strony, mamy pewną niezależność. I mówię o tym, bowiem w tych okolicznościach nasza modlitwa pięknieje. Nie czujemy nacisku na okazywanie religijności. Co więcej, będąc zabiegani jesteśmy zmuszeni wyłączyć specjalny czas, aby przeznaczyć go Bogu. Zatem, jest to pewne planowanie, pilnowanie chwil przeznaczonych Ojcu. I właśnie to zaangażowanie jest istotne, bowiem rodzi się z naszej woli. Zatem, samodzielna decyzja jest niezbędna w tej materii.

Modlitwa to wyjątkowy czas w ciągu naszego dnia. Warto rozpoczynać i kończyć każdy dzień słowami skierowanymi do Boga. Tworzymy wtedy pewną klamrę codziennych wydarzeń, które zawierzamy właśnie Jemu. Inaczej wygląda rzeczywistość, gdy myślimy o niej przez modlitwę. Jawi się z dystansem, my zaś jesteśmy spokojniejsi. Zatem, modlitwa nas uspakaja. Natomiast, czytając Biblię, słuchamy Słowa Bożego, które częstokroć rozwiązuje nasze dylematy. Jednak to spotkanie ma głębszy sens.

Jasne, modląc się porzucamy cząstkę naszych lęków i obaw. Zawierzamy nasze sprawy w nadziei, że jakoś się ułoży, a nawet, że wszystko będzie dobrze! Chcemy wierzyć, że szalone przygody i nieprzyjemne utarczki mają sens. Lecz jest coś więcej. Będąc w gościnie u Pana Boga, mamy szansę poczuć jak On nas umiłował. Doznanie wyjątkowości i bycia kochanym to specjalny dar tego spotkania. Koi nasze serca, napełnia pokojem i dodaje ogromnej motywacji. Bo być w gościnie u Boga to tak, jakby spotkać się w Jego sercu. Stajemy się wyłączeni od doczesnych trosk, i myślimy, że jesteśmy na obczyźnie. Można rzec, w Ziemi Obiecanej. W miejscu, gdzie nie doznaje się wewnętrznej pustki. Nawet cisza nie jest straszna i sprawia wrażenie pewnego dialektu. Niełatwo połapać się w tym, lecz trzeba to przeżyć, czyli spotkać się z Bogiem i zobaczyć Jego miłość. Pamiętajmy, że dobre rzeczy zaczynają się właśnie od takiego spotkania.

I nadal jest coś więcej, bowiem teraz jesteśmy w gościnie, lecz kiedyś będziemy mogli powiedzieć, że jesteśmy u siebie. Przez całe życie wracamy do Domu, gdzie czeka kochający Ojciec.

Jakub Florian Węgrzynowski

Related posts

Post a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *